Welcome! Anonymous

Drużyna #63

Drużyna #63

Postprzez Elas » 16 września 2014, o 23:13

Drużyna #63
KuroGakure no Sato


Członkowie drużyny:
- Kare Ken'ichi (Napster)
- Kedamono Isen (Xanas)

Byli członkowie drużyny:


Historia Drużyny:
16.09.2014r - założenie drużyny w składzie:
    - Kare Ken'ichi (Napster)
    - Kedamono Isen (Xanas)
17.09.2014r - rozpoczęcie rozgrywki

Informacje dodatkowe: brak
Obrazek
Avatar użytkownika
Elas
 
Posty: 245
Dołączył(a): 5 sierpnia 2009, o 17:53
Lokalizacja: I tak nie wiesz, gdzie to jest
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #63

Postprzez Elas » 17 września 2014, o 01:01


*********************
Miejsce:
bar „Pod Sukubem”
Czas: 11:15
*********************
Kedamono Isen


Tym razem Isen miał sporo szczęścia. Po powrocie z misji do domu, nie spotkał swojej przeukochanej siostry. Nie raczyła nawet zostawić wiadomości kiedy wróci. Dopiero po chwili młodszy brat skojarzył fakty. Trzeba przyznać, że były one równie ciekawe co niepokojące. Miała ona trenować z samym Kedamono Odą. Czemu ten proceder był potencjalnym zagrożeniem dla Isena, nie trzeba nawet wyjaśniać. W końcu starsza siostra znęcała się nad nim regularnie, a teraz na dodatek miała stać się jeszcze silniejsza. Znacznie ciekawszy był jednak fakt, że Oda był w złych stosunkach z klanem, coby nie użyć gorszych słów. Corti natomiast była sugerowana na przyszłą członkinię rady klanu. Tym samym, było to ciekawe wydarzenie polityczne, jednak Isen nie był w stanie wywnioskować, czy jest to jej samowolka czy jakieś skoordynowane działanie.
Korzystając z dobrodziejstwa jakim było połączenie wypłaty, wolnego czasu i braku dręczycielki, Isen postanowił wybrać się do swojego ulubionego baru. „Pod Sukubem”, bo właśnie o nim mowa, miał swoją renomę. Często nazywano go mordownią, nie bez powodu zresztą. Poza walkami pomiędzy nielicznymi cywilami, zdarzały się tutaj także bójki z udziałem kurostworów, które niemalże zawsze oznaczały sporą skalę zniszczeń i przynajmniej jednego, nowego wizytatora w szpitalu Gekai. Zresztą, sama Yozoro, której własnością był przybytek, także nie była byle kim... i właściwie tyle o niej większość wiedziała. Kiedyś kunoichi, ponoć nawet słynna, teraz jednak jej głównym zadaniem było podawanie alkoholi, czyszczenie szklanek i słuchanie plotek. W tym ostatnim, trzeba jej przyznać, była niezastąpiona. Yozoro wiedziała o naprawdę wielu rzeczach jakie działy bądź miały wydarzyć się w wiosce. Zapewne jedyne co jej umykało to najbardziej strzeżone sekrety shoguna i klanów... lecz któż może mieć pewność? Może po prostu za wysoko ceniła te informacje, żeby ktokolwiek mógł się przekonać. Bo, bądźmy szczerzy, mało kogo było stać na to, żeby dowiedzieć się dostatecznie dużo. Pod względem pieniędzy ta blondynka była bezlitosna. Obojętnie, czy chodziło tu o tysiące ryou za dobrą informację czy kilka za piwo na krechę – nikt, kto miał chociaż trochę instynktu samozachowawczego, wolał jej nie podpadać.

Obrazek


Tego dnia, szczególnie o tej godzinie, bar był stosunkowo pusty. Poza jednym, zasypiającym nad kuflem osobnikiem, była tylko Yozoro. Widząc swojego stałego klienta, uśmiechnęła się uroczo. Albo przynajmniej tak nazwali by ten gest ci, którzy jej nie znali. Powszechnie wiadome było, że ona nawet miła nie jest bez powodu.
- O, wróciłeś. Co słychać w szerokim świecie? Strasznieeee dawno stąd nie wychodziłam. - powiedziała pierwsza, kiedy Isen ledwo co usiadł przy ladzie. W tym samym momencie postawiła przed nim kufel piwa.
- Pierwszy na koszt firmy. Prezent dla stałego klienta. - dodała jeszcze, opierając się przy tym łokciami o szynk. Trzeba przyznać, że miała do tego talent, ponieważ zawsze robiła to tak, że jej piersi wydawały się jeszcze większe. Cóż, lata pracy i doświadczenia.
Trzeba przyznać jednak, że Isen miał o czym opowiadać. W końcu był na misji z trójką innych ninja, przy południowej granicy. Mieli za zadanie sprawdzić informację o wrogich napadach. Po spotkaniu z grupą wrogich ninja dalej bolał go kręgosłup. Sytuacja okazałą się bardziej poważna niż ktokolwiek się spodziewał. Zrównano z ziemią dwa posterunki, a nawet jeden obóz. Ostatecznie jednak łącznie wyeliminowali pięciu wrogich ninja, którzy prawdopodobnie odpowiadali za to wszystko. Pytanie brzmiało tylko, czy miał zamiar cokolwiek o tym mówić... bądź o swoich towarzyszach broni, gdyż zapewne to znacznie bardziej interesowałoby Yozoro.

// No, raczej scenka.


*********************
Miejsce:
dom Ken'ichiego
Czas: 03:25
*********************
Kare Ken'ichi


Oto i Ken'ichi, jeden z wielu młodych talentów KuroGakure! Wciąż młody, a już keisotsu. Samodzielny, na dodatek, gdyż cała jego rodzina zginęła. Czy można było mieć lepsze warunki, żeby przy tak niskiej liczbie oznaczającej wiek stać się już mężczyzną? Cóż, zapewne musiałby polować na bakemono oraz mieszkać tuż przy graniczy lasu... och, to także się zgadza.
Stosunkowo niedawno wrócił on z swojej pierwszej misji jako pełnoprawny kurostwór. Wraz z dobranym przez wioskę kompanem mieli przeprowadzić patrol po lasach dookoła wioski. Trzeba przyznać, że chociaż raz urzędnicy postarali się i dobrze wykonali swoją robotę. Obaj chłopcy (bo mimo wszystko, jakżeby tu ich inaczej nazwać?) świetnie czuli się w lesie i wiedzieli, jak zachowywać się z bakemono. Nie było to specjalnie potrzebne w tym wypadku, ale całkiem miło. Patrol, według odprawy, miał być rutynowy. Tak też się stało. Ken'ichi wraz z swoim tymczasowym towarzyszem nie spotkali żadnego bakemono. Jedynym problemem okazało się małe stado wilków, które podeszło zbyt blisko wioski. Jednak nie było to żadne wyzwanie dla dwójki kurostworów. Zresztą, już pojedynczy soushi nie miałby problemu z takimi „przeciwnikiami”, więc dwójka keisotsu tym bardziej musiała sobie poradzić. Kiedy było już po wszystkim, towarzysz Ken'ichiego postanowił wykorzystać okazję i oprawił skóry. Jedną z nich nawet pozwolił zatrzymać najmłodszemu z rodziny Kare.
Cała misja trwała jednak dwie doby, ponieważ teraz do sprawdzenia był całkiem spory. Od dłuższego czasu wioska bardzo poważnie podchodziła do wszelkich zagrożeń zewnętrznych, szczególnie tych, które mogły czaić się w okolicznych lasach. Dotrzeć do Kuro nie było specjalnie ciężko, a atak z zaskoczenia zapewne mógłby zniszczyć większość zabudować i zabić wielu, dobrych ninja.
Ale takie jest życie w świecie, gdzie zwyciężają silniejsi, czyż nie? To była ostatnia myśl, jaką Ken'ichi pamiętał, zanim wpadł w objęcia morfeusza. Po dobrze wykonanej misji zasługiwał przecież na dobry odpoczynek. Zasnął szybko i twardo, co w pewien sposób okazało się wadą. Męczyły go dziwne sny, których nie był w stanie zrozumieć. Większość z nich i tak zapomniał, ale udało mu się zapamiętać mały fragment z jednego. Biegł przez puszczę, w której drzewo rosło jedno przy drugim. Ha, żeby tylko! One wręcz wyrastały z siebie nawzajem, tworząc niemalże jedną, wielką, zbitą masę. Żeby poruszać się, trzeba było szukać szpar pomiędzy drewnem i się przez nie przeciskać. Kare miał jednak mało czasu, ponieważ ktoś wydawał się go cały czas ścigać. Chociaż... może tylko obserwował?
Ken'ichi obudził się w tym momencie i niemalże dostał zawału. Tuż nad nim kucał rudy chłopak, a przynajmniej tak można było przypuszczać w tym świetle. Jedyne, co się wyróżniało, to jego żółte oczy i kocie źrenice.
- Och, chyba miałeś koszmar. - stwierdził bezczelnie. Chyba nawet przy tym się uśmiechnął, ponieważ jego białe zęby odbiły część światła.

Obrazek


// No, scenka.


1
Obrazek
Avatar użytkownika
Elas
 
Posty: 245
Dołączył(a): 5 sierpnia 2009, o 17:53
Lokalizacja: I tak nie wiesz, gdzie to jest
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #63

Postprzez Napster » 22 września 2014, o 14:55

Obrazek
Kare Ken'ichi


Każdy kolejny dzień zdawał się trwać dwa razy dłużej, niż powinien i dwa razy dłużej, niż poprzedni. Słońce jakby leniwiej, niż zawsze pokonywało swoją odwieczną trasę; księżyc jakby z przymusu je zastępował; wiatr jakby słabiej kołysał koronami drzew; pobliski strumyk jakby zwolnił, praktycznie zatrzymując się; życie jakby uciekło gdzieś, ulotniło się, wydało ostatnie tchnienie i miało już nigdy nie powrócić. Ken'ichi był na skraju załamania nerwowego, ręką otarł krople potu z czoła i krzyknął do słońca, które zawisło centralnie nad nim: "Rusz się, kurwa!". Chłopiec był tak bardzo zdesperowany, że powoli zaczynał wierzyć w spisek słońca, księżyca i gwiazd, który zakładał celowe opóźnianie swoich wschodów i zachodów.
Czas płynął bardo powoli, co prawda Ken'ichi przez cały ten czas starał się imać różnych zajęć, jednak żadne z nich nie było wstanie go w pełni pochłonąć. Trenowanie, które od zawsze pochłaniało chłopca i było jego ulubionym zajęciem poza misjami, nagle straciło cały swój sens i przestało go bawić. Podskakiwanie, łamanie drzew, rzucanie kunaiami - nagle wszystko okazało się nudne. Ciężko było też na cokolwiek zapolować, gdyż jak na złość, okoliczne bakemono po prostu zniknęło, pozostawiając po sobie nieliczne tropy, które bardzo szybko urywały się. Raz nawet Ken'ichi złapał się na tym, że od godziny chodził po lesie tropiąc samego siebie, choć nigdy wcześniej nie przytrafiła mu się taka hańba. *Całe szczęście, że nie ma cię przy mnie* - pomyślał, gdy nagle, instynktownie pojawiła mu się przed oczyma złowroga twarz dziadka. "Aaa!..." - zakrzyknął upadając: "Nawet zza grobu nie dajesz mi spokoju!" - dodał głaszcząc się po brzuchu.
W skrócie: Ken'ichi stał się w końcu pełnoprawnym kurostworem. Chłopiec nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, wciąż rozmyślając o kolejnej misji, a każda kolejna minuta niepewności i oczekiwania - sprawiała wrażenie wieczności. Ken oczyma wyobraźni widział siebie na polu bitwy, gdzieś obok niego rozprzestrzeniał się krzyk zwycięstwa, zagłuszający krzyk rannych i przegranych, a gdzieś nad nim unosił się swąd martwych ciał, który miał ostrzec innych, tych których chłopiec jeszcze nie spotkał na swojej drodze - by spierdalali póki mają okazję. Za każdym razem gdy chłopiec rozpędził się w swoich marzeniach jego oczy nabierały ostrzejszych barw, a górna warga drgała, co rusz ukazując jego kły.
***

- Que? - w pierwszej chwili Ken'ichi nie dowierzał własnym oczom. Chłopiec przewertował list jeszcze raz i powtórzył swoją frazę dwa razy głośniej. Miotnął kartką o ziemię, po czym wskazał palcem przed siebie: - Tu? Tu mam iść na misję? - zapytał z niedowierzaniem - Równie dobrze mogę nie iść nigdzie! - rzucił w powietrze, po czym usiadł po turecku, dupą przykrywając kartkę. Zakleszczył ramiona na klatce piersiowej, odchylił głowę i głośno ziewnął. *Wcale nie interesuję mnie ta misja... Wcale nie interesuję mnie ta misja. Wcale nie interesuję mnie ta misja! Kurwa! Kogo staram się oszukać!* - pomyślał, a w jego oczy wstąpił diabeł.
- Gdzie krew? - wstał i wziął list do rąk. - Gdzie przemoc?! - oczyma jeszcze raz, gniewnie przewertował jego treść. - Gdzie swąd martwych ciał? - zaczął gryźć i targać kartkę. *Kurwa, gdzie było miejsce zbiórki?* - z przerażeniem popatrzył na górkę mokrego, potarganego papieru...
***

Cholerny spisek ciał niebieskich! Ken'ichi łudził się, że cała ta misja to pomyłka i została po prostu wręczona niewłaściwej osobie. Jeszcze parę nocy miało minąć nim miała się rozpocząć, więc ze spokojem czekał, aż ten kto przyniósł ten list wróci, przeprosi, a potem dostanie łomot od Ken'ichiego za niekompetentność. Jednak cholerny spisek ciał niebieskich. Nagle słońce przyśpieszyło, pokonując swoją odwieczną trasę dwa razy szybciej niż zazwyczaj; księżyc wznosił się nad widnokrąg nim jeszcze zaszło słońce, wiatr bezczelnie telepał koronami drzew; pobliski strumyk znacznie przyśpieszył, zamieniając się w wartki potok, z którego raz po raz wyskakiwały ryby i rybopodobne bakemono.
Trening znowu zaczął kusić, raz po raz niosąc przez las echo: "potrenuj". W okolicznym lasku znów pojawiły się świeże tropy bestii...
I nim Ken'ichi zdążył się obejrzeć - nastał dzień misji. Tej misji.
- KUSO!
***

Chłopiec przyszedł pod umówione miejsce z obrażoną miną. Czuł się tak, jakby wioska nie doceniała jego możliwości, albo wręcz przeciwnie - chciała zbyć jego upartość i talent na takich małostkowych misjach, tylko dlatego, że nie należał do żadnej z wielkich rodzin Kurogakure. *Już ja wam pokażę* - zaprzysiągł sobie w myślach. Plan był prosty: zatrzeć swoich współtowarzyszy. W końcu las był jego domem, mało kto znał lepiej mroki czające się w jego zakamarkach niż on sam. *Narzucę takie tempo, że to nie bakemono będą się obawiać, a dalszej wędrówki!*.
Niestety, plan spalił na panewce. Okazało się, że nie przydzielili mu pierwszego lepszego współtowarzysza, a drugiego, równie obeznanego w leśnej faunie, ninja. Chłopcy gonili po lesie, raz po raz próbując wykazać się szybkością i sprytem, co jakiś czas zatrzymując się i odpytując z nazwy drzew rosnących nieopodal. Skończyło się na remisie.
Misja trwała dwie doby, w których nie wydarzyło się raczej nic ciekawego, bo trudno nazwać ciekawym spacer po lesie, albo napotkanie watahy wilków... Ken'ichi dostał nawet od współtowarzysza skórę jednego z nich.
***

Ken'ichi znajdował się na zupełnym pustkowiu. Pustyni, po środku której stało jedno drzewo. Podbiegł do niego i spojrzał w górę. Szybko zorientował się, że nieopodal znajduję się kolejne drzewo, a za nim kolejne dwa, jeszcze dalej kolejne cztery. Biegł pośrodku bindaża, gdy drzew wokół niego ciągle narastało. Po chwili nie był już w stanie biec wyprostowany, musiał się skulić, by potem przemykać pomiędzy drzewami na kolanach, a ostatecznie czołgać się pod rozłożystymi gałęziami. Po chwili i to nie wystarczyło i...
- Och, chyba miałeś koszmar - nad nim znajdował się rudy chłopak o kocich źrenicach. Zdecydowanie większą część jego twarzy zajmował uśmiech.
- Musisz być cholernie silny, albo cholernie głupi - warknął i złapał chłopaka za kołnierz bluzki. *Co to za uczucie?* - Ken'ichi ciągle przeżywał niedokończony sen. *Ktoś mnie gonił, prawda?*
- Jesteś pewien, że chcesz to sprawdzić? - odparł bezczelnym tonem osobnik, który dostał się do domu. W tym samym momencie pokazał swój rząd nieskazitelnie białych zębów, z nieco nienaturalnie wydłużonymi kłami.
Ken’ichi nigdy nie był oazą spokoju, wiele rzeczy potrafiło wyprowadzić go z równowagi. Jedną z takich rzeczy, której wybitnie nie znosił były przechwałki. Po prawdzie była tylko jedna rzecz, która potrafiła go zdenerwować bardziej. Nieprawdziwe przechwałki.
*Żebyś wiedział* - Ken’ichi uśmiechnął się.
- Nic nie poprawi mi humoru tak, jak utarcie nosa kotkowi - warknął będąc pewien, że bezczelny osobnik pochodzi z klanu kedamono. Kare odepchnął kociego przeciwnika i złożył pieczęci. Nagle z jego fryzury wystrzelił bicz, który w założeniu nie miał się nawet otrzeć o przeciwnika. Ken’ichi patrzył głęboko w kocie źrenice, starając się dostrzec chociaż odrobiny strachu. Chłopak jednak odskoczył już w momencie, kiedy Kare zaczął składać pieczęci. Tym samym, włosy go nie trafiły, chociaż w inny sposób, niż przewidywał ich właściciel.
- Czy wszyscy w Kuro muszą być tak agresywni? - zapytał, śmiejąc się przy tym lekko.
- Agresywni? - bujna czupryna Ken’ichiego powróciła do swojej pierwotnej formy. - Czego innego oczekujesz włamując się do czyjegoś domu? Śniadania i butelki wina? - zapytał z przekąsem.
- Technicznie rzecz biorąc, obrzeża wioski należą do mojej rodziny, więc śniadanie i butelka wina byłaby świetną opcją. - zripostował chłopak. Po tych słowach było już aż nadto oczywiste, że pochodzący z klanu Kedamono.
- A jednak… - *Te skurwysyny zawsze roszczyły sobie prawa do tego, co absolutnie nie należało nich* - Czemu zawdzięczam tę wizytę, paniczu? - chłopiec ironicznie pokiwał głową na znak uniżenia, bądź salutu.
- Po prostu przechodziłem obok, ale skoro już wspomniałeś o winie… to chyba jednak zostanę nieco dłużej. W końcu taka gościnność to rzadkość. - odparł Kedamono z nie mniejszą dozą ironii.
- Przepraszam, nieletnim nie sperzedają alkoholu, paniczu… - zawiesił głos, oczekując że jego rozmówca tym momencie się przedstawi.
Chłopak zaśmiał się cicho.
- Nie sprzedają, powiadasz? Hah, dobre sobie, oj dobre sobie. - dodał jeszcze, kompletnie ignorując sugestie.
- Ludzie spoza kilu wielkich rodzin Kuro mają o wiele mniejsze prawa, paniczu. Mają o tyle lepiej, że ich jedynym wielkim osiągnięciem nie jest urodzenie się w takim klanie - powiedział, starając się wbić szpilkę.
- Och, tak sądzisz? Więc czemu korzystasz z ochrony osób, którę uważasz za tak bezwartościowe? Czyżbyś sam był jeszcze mniej warty? - odparł Kedamono, uśmiechając się przy tym lekko.
- Nigdy o tobie nie słyszałem i nigdy nie wpadłbym na pomysł na wtargnięcie do twojego domu, gdziekolwiek byś nie mieszkał - Ken’ichi starał się ignorować pytania włamywacza i narzucić swoją dominację w tej rozmowe. - Czemu zawdzięczam wizytę, paniczu? - powiedział, po czym sięgnął ręką po ukrytą butelkę wina. - Zdrowie!
W tym momencie kunai przeleciał pomiędzy ustami a szyjką butelki, skutecznie zmniejszając chęci Ken’ichiego do wzięcia łyka.
- Przyjemności później. - stwierdził krótko Kedamono i przeciągnął się, co w ciemności było ledwo widoczne.
- Przyjemności? Po prostu chciałem poratować cię tym winem, byś w końcu poszedł - odparł z przekąsem. *Ten kunai był naprawdę wymierzony*. Ken’ichi spojrzał na gwint butelki, na której znajdowała się mała ryska. - To może w końcu przejdziemy do interesów, paniczu?
- Misja. Masz pięć minut… nie, cztery. Tak, masz cztery minuty. No i weź mojego kunaia. - stwierdził Kedamono, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę radości, wcale nie taką małą. Już chwilę później był przy drzwiach.
Niespodziewanie na twarzy Kare pojawił się ogromny uśmiech. *Pole bitwy, krew, przemoc, swąd martwych ciał* - powtarzał sobie jak mantrę. Szybko wstał, przerzucił sobie przez plecy kamizelkę shnobi i wyciągnął ze ściany kunai Kedamono. W kamizelce miał po dwie sztuki Kemuri Bakudan, Ketsueki Ganzai i Eizei Kizugusuri. Potem spojrzał na wciąż trzymaną w ręku butelkę wina i oprawioną skórę wilka, na której ułożył się do snu. *A nuż się przyda* - pomyślał, po czym rzucił butelką z winem o ścianę domku, a skórę przerzucił sobie przez ramię. *A nuż będzie zimno*.
- Kare Ken'ichi melduje, że jest gotowy na misję! Paniczu! - rzucił, gdy Kedamono właśnie wychodził przez jego drzwi. *Pole bitwy, krew, przemoc, swąd martwych ciał* - powtarzał sobie jak mantrę...
Obrazek
Avatar użytkownika
Napster
 
Posty: 24
Dołączył(a): 7 stycznia 2010, o 17:13

Re: Drużyna #63

Postprzez Xanas » 23 września 2014, o 21:16

Obrazek


Ostatnia misja nie należała do najłatwiejszych, ale też nie była jednak wielce niebezpieczna. Kiedy powiedziano mu o napadzie na posterunki przy granicy to myślał że inna wioska chce zacząć je niszczyć w celu poszerzenia granic. tak czy inaczej mężczyznę nie interesowało to kto, co i dlaczego. Polityka nigdy nie była jego mocna stroną i uważał że im mniej się do niej miesza tym lepiej. Mimo wszystko to ich przeciwnicy albo byli słabo wyszkoleni, albo istotnie kurostwory były o wiele lepsze w walce niż inne nacje.
Przeciwników było pięcioro, a ich tylko trzech, po kilku dniach od znalezienia śladów ninja z Kuro złapali ich w obozowisku i zaczęła się walka. Można by pomyśleć że walka była nierówna, ale mężczyźni doszli do wniosku że skoro ci tak słabo pilnowali swoich pleców to nie mogą być wielkim zagrożeniem.
Po szybkim wypadzie okazało się że nawet ze słabszymi nie jest łatwo wygrać kiedy walczy się dwóch na jednego, a tamci mimo wszystko posiadali techniki które też mogły zabić. Można powiedzieć że kurostwory tym razem lekko się zdziwili poziomem tej walki. Ta nie trwała zbyt długo ale była bardzo intensywna i szybka, ponieważ nie było sztucznego przedłużania by sobie pogadać. Wojownicy z kuro mieli za zadanie wyrżnąć ich i tak też uczynili bez zbędnych pytań. Mimo wszystko wyszli z niej z kilkoma poparzeniami oraz ranami po katanach, a Isena bolał kręgosłup po tym jak posłali go jakąś techniką wiatru prosto na drzewo.
Po przetrąceniu łbów i zapakowaniu ich do wora przez jednego z towarzyszy Isena zaczeli wracać spokojnie do wioski. Na pytanie po co mu te głowy, odpowiedział ze śmiechem że musi zmienić stare na ogrodzeniu, bo tamte zaczynają już gnić. Nikogo to jednak nie zdziwiło, bo Kuro od zawsze było pełne wariatów i dziwolągów. Ważne że nie chciał urwać nic Isenowi, jako że ten jest przywiązany do swoich wszystkich partii ciała.

**********************************************************************************************************************************

Isen wszedł do baru zmęczony i obolały po ostatniej misji. Lubił gdy dużo się działo i mógł się rozerwać w zwykłej bójce, bo inaczej tego zadania nazwać nie można było. Nie lubił takich gdzie trzeba było się skradać, podsłuchiwać i im podobnych. Tak czy inaczej było już po wszystkim a męzczyzna mógł się zrelaksować przy piwie w swoim ulubionym barze. Gdy wszedł do środka i rozejrzał się zauważył że nie ma obecnie tam wielu ludzi, ale jakby nie patrzeć to nie była jeszcze szczytowa pora gdy wszyscy idą się zachlać.
Widąc uśmiech na twarzy Yozoro sam też się uśmiechnął i usiadł przy ladzie gdzie otrzymał za darmo pierwszy kufel piwa. I jak tu nie lubić takiego baru, chociaż zawsze przy tej kobiecie należało się pilnować.
-Może powinnaś zrobić sobie trochę wolnego i pozwiedzać? - uśmiechnął się żartobliwie i dopiero spojrzał na swój prezent - Nie wiedziałem jednak że zwykłaś dawać prezenty. Od razu możesz mi powiedzieć ile tam ci wiszę za moje ostatnie piwa.
Mimo wszystko kurostwór wziął do ręki kufel i upił za jednym zamachem połowę trunku. Nic nie działało na niego lepiej i przyjemniej niż zimny alkohol po długim zadaniu. W końcu odstawił je na miejsce i wzruszył ramionami.
- W sumie to teraz to była po prostu mała bitwa przy południowej granicy. Jacyś bandyci napadali nasze posterunki i musieliśmy pójść posprzatać ten cały bajzel. A sprzątania było od cholery. Po trzech dniach poszukiwań w końcu ich złapaliśmy i rozpoczeło się małe piekło. Było ich trochę więcej niż nas ale ewidentnie byli słabiej przeszkoleni. A w wiosce ostatnio działo się coś ciekawego? - Isen specjalnie na chwile zmienił temat nie chcąc za darmo powiedzieć za dużo.
- Och, nic ciekawego. Sama polityka, ale to chyba nie interesuje cie za bardzo, co? - stwierdziła, uśmiechając się do tego lekko. Odsunęła się nieco od lady i przeszła kawałek wzdłuż półki z trunkami.
- Co do twoich długów, to jestem pewna, że jeszcze się rozliczymy. - stwierdziła dosyć enigmatycznie.
Isen uważnie wodził za nią wzrokiem. Po pierwsze dla tego że była całkiem urodziwą kobietą, a po drugie że jednak nie ufał do końca kobietom w żadnym względzie. Siostra miała coś wspólnego z tą nieufnością. Tym bardziej gdy ta powiedziała że jeszcze się rozliczą później.
- No dobra, chociaż wolałbym wiedzieć ile jestem ci winien. Wiem jaką masz reputacje jeśli chodzi o długi. - uśmiechnął się krzywo i dopił piwa, po czym położył na stolę kilka monet. - Daj jeszcze jedno, ale tym razem już zapłacę. Co do informacji to polityka mnie nie interesuje. Co mnie jednak ciekawi to czy obił ci sie o uszy związek mojej siostry z Kedamono Odą? Interesuje mnie czy tylko z nim trenuje czy może czy jest tu jakaś tajemnica.
Yozora zgrabnym krokiem pojawiła się tuż obok butelkowanych piw, otworzyła butelkę wyćwiczonym ruchem kciuka i przechyliła kufel, by zacząć nalewać trunek po jego ściankach.
- Ostatnio otworzyłam książeczkę długów. Możesz sam sobie sprawdzić. - stwierdziła z lekkim uśmiechem, pokazując gestem na przedmiot o którym mówiła. Kufel był już prawie pełny, więc przywróciła go do pionu, dolewając resztę piwa i tworząc w ten sposób apetyczną piankę.
- Co do twojej siostry… przecież polityka cie nie interesuje. - dodała radośnie.
Isen spojrzał uważnie na książeczkę o której tamta mówiła i przysunął ją do siebie. Szybko palcem najechał na swoje imię i odczytał kwotę. Potem spojrzał znów na barmankę i przyglądał się dłużej jak nalewa trunek.
-Jasne, polityka nie, ale moja siostra owszem. Potrzebuję jakiegoś narzędzia lub informacji by ją uderzyc tak by zabolało. Czy wspominałem już że nie przepadam za nią, mimo iż jest moim protektorem? - skrzywił się na wspomnienie o białowłosej Cori i zacisnął pięsć. - Po prostu szukam na nią haka, przez który dałaby mi spokój. Sam związek z Odą jest dziwny, ponieważ sama jest nominowana do rady klanu, a jakiekolwiek kontakty z nim mogą jej zaprzepaścić karierę. W sumie to nawet jak nic nie masz teraz to jakbyś zdobyła jakąś użyteczna ciekawostkę o niej w przyszłości gotów bym był za nią zapłacić - Isen wiedział że lepiej jak niuchać będzie ktoś, kto się na tym zna, niż on, któremu by siostra zaraz przytrzasneła nos drzwiami.
- Cóż, nie widzisz sensu jej związku z Odą, ponieważ nie interesujesz się polityką. W tym problem, że polityka zawsze się interesuje tobą. Ale cóż mnie, szarej myszce, do tego? - zapytała retorycznie, uśmiechając się przy tym lekko.
- Ja tylko mam otwarte oczy i uszy, nic więcej. - dodała jeszcze, uśmiechając się znacząco. Już pewne było, że bez pieniędzy się nie obejdzie.
- No to muszę po prostu nakierować twoje uszka i oczka tam gdzie chcę. - dodał ciszej, zerkając czy pijaczyna się nie obudził, a następnie polożył przed barmanką połowę swojej wypłaty którą dostał za ostatnią misję. - Tyle starczy jesli chodzi o nakierowanie, oraz byś mi wyjaśniła o co dokładnie chodzi z tym Odą?
Yozora uśmiechnęła się lekko i nachyliła do przodu, zbliżając się do Kedamono. Ten zresztą miał przez dłuższy moment idealny widok na jej piersi. Zbliżyła ona swoje usta do jego ucha i wypowiedziała dwa słowa nadzwyczaj zalotnym głosem.
- Nie wystarczy.
Po czym cofnęła się, śmiejąc się do tego lekko. Zgarnęła jednak część pieniędzy.
- Ale to wezmę jako zapłata za twoje długi. - stwierdziła, uśmiechając się wręcz bezczelnie i kierując się w stronę książeczki.
Kiedy dziewczyna nachyliła się nad nim i szepneła do niego to dziwne by było gdyby chłopak nie skupił swojej uwagi na jej pięknych piersiach. Te pewnie były czesto marzeniem wielu mężczyzn ale część z nich pewnie też straciła conieco jeśli była zbyt nachalna.
- Tak myślałem, ale przynajmniej długi spłaciłem - cmoknął i wychlił kolejny kufel piwa. - Ale skoro moja siostra nie wie, że wróciłem to przydałoby się żebym dostał coś poza wioską zanim ta się zorientuje że tu jestem. Dużo ninja ostatnio do ciebie przychodzi? - Jedynym sposobem w jaki mógł sprawdzić czy shogun ma dużo zleceń była ilość shinobi którzy przebywali w wiosce.
Jeśli mało osób zaglądało do barów to znaczy że niedługo on także może coś dostać. Czasami też korciło go by wziąć coś na czarno, ale jeśli wtedy by przyszło zadanie z górnej półki to komuś by na pewno podpadł, a tego w Kuro trzeba unikać jak ognia.
- Myślę, że możesz upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. - stwierdziła kobieta, siadając na ladzie kawałek od Kedamono i obracając się częściowo w jego stronę.
- Pytanie brzmi, czy masz dosyć odwagi, żeby to zrobić. - dodała jeszcze prowokacyjnym głosem.
Kobiety są mistrzami prowokacji, potrafia tak się zachowywać, by móc przekonać mężczyznę do wszystkiego. Właśnie dlatego są tak niebezpieczne, bo nie dość że sprawią że chłop zgodzi się na wszystko to jeszcze będzie myślał że to on wszystko zaaranżował i to jest jego pomysł. Tak też działała Yozora, ponieważ potrafiła zaciekawić. Isen wychylił do końca kufel i spojrzał na dużo starszą od siebie kobietę z lekko czerwonymi już policzkami.
- Pytanie brzmi, co masz mi do zaoferowania. Jeśli uznam że to upieczenie dwóch pieczeni nie piekąc przy okazji siebie jest tego warte to pewnie bym się za to wziął. - chociaż nigdy by się do tego nie przyznał to on sam nigdy nie byłyskał super pomysłami, a Yozora potrafiła układać całkiem niezłe plany na wszystko. Pewnie dlatego potrafi każdego sobie owinać koło palca. Pewnie gdyby chciała to by mogła wpłynąć nawet na shoguna.
- Cóż, to proste. - stwierdziła, schodząc z lady po drugiej stronie i powoli kierując się w stronę Kedamono.
- Każdy z nas ma swoje mocne i słabe strony, czyż nie? Tym się wszyscy różnimy. Lecz czasem możemy się nawzajem uzupełniać. - mówiła powoli, aż w końcu znalazła się za plecami Isena. Oparła się o niego delikatnie.
- Dostaniesz informacje których chcesz za malutką przysługę. - Po tych słowach wtuliła się w niego nieco.
- Po prostu pewna osoba mi przeszkadza… i chciałabym, żeby zniknęła. - stwierdziła niewinnym głosem.
Zlecenia nie były niczym nowym w Kuro ale ci którzy byli na służbie u Shoguna powinni się tego wystrzegać, bo problem będzie wtedy gdy zaakceptuje się dwie misje i jednej nie wykona. Kiedy dziewczyna wtuliła się w niego to wtedy zalał go lekki gorąc który był spowodowany jej bliskoscią. Mimo to starał się myśleć trzeźwo, ale perspektywa poznania sekretów Corti była dla niego dosyć istotna więc lepszej szansy nie będzie miał.
Mężczyzna odwrócił głowę lekko, by spojrzeć częściowo na jej twarz i tylko skinął głową. Nie będzie to dla niego żadnym problemem jeśli szybko się z tym uwinie.
-Zgoda, ale szczegółów chyba nie będziemy omawiać tutaj nie? -szepnął uśmiechając się lekko. Nie miał ochoty, by jego cel został uprzedzony o wizycie zabójcy.
- Oczywiście, że nie. - odparła, puszczając Kedamono. Następnie ruszyła w kierunku zaplecza, gestem płacą wskazując, by Isen poszedł za nią.
Chłopak szybko podniósł się z taboretu i ruszył za kobietą. Mimo że często bywał w takich przybytkach jak bary to nigdy nie mógł zajrzeć, co się dzieje w pokojach na zapleczach. W sumie nie interesowało go to nigdy za bardzo, ale teraz gdy miał wejść do całkiem nowych pomieszczeń zaciekawienie było górą. Gdy byli już w nowym otoczeniu Isen zaczął lustrować pomieszczenie wzrokiem. Nie tylko dlatego by zobaczyć co tu jest ciekawego, ale też czy to nie jest jakaś pułapka. W końcu ostrożności nigdy dosyć.
Obrazek
Avatar użytkownika
Xanas
 
Posty: 165
Dołączył(a): 26 kwietnia 2008, o 22:02

Re: Drużyna #63

Postprzez Elas » 2 października 2014, o 23:30

// Ostrzeżenie, post zawiera łamanie czwartej ściany, kiepskie żarty i dziwne dygresje. Dziękujemy za uwagę!


*********************
Miejsce:
Akuma no Kuni, E od Kuro
Czas: ??:??
*********************
Kare Ken'ichi


Noce w zalesionych częściach Akuma no Kuni miały w sobie coś naprawdę strasznego. Nawet Kurostwory, których wzrok był przystosowany do warunków w których jest mało światła, nic nie widziały w tych warunkach. Czasem, lecz było to sporadyczne, promienie księżyca potrafiły przebić się nieznacznie przez niezwykle gęste igliwie. Nawet podróżowanie po gałęziach na wschodzie potrafiło być uciążliwe.
Bardziej irytujący był jednak towarzysz. Z jednej strony wyglądało na to, że Kedamono rzeczywiście wyciągnął go na misję... z drugiej jednak, wciąż nie podał żadnych informacji. Ken'ichi był skazany na to, żeby podróżować za klanowcem, nie wiedząc gdzie, po co i za ile ryou. Jednym słowem, cała sytuacja była niewiadoma. Nawet to, że podróżują w kierunku wschodnim, wydedukował sam. Póki co nikt nie zaprzeczało tej teorii, jednak Kare nie mógł mieć absolutnej pewności. W Kuro lepiej było być ostrożnym i kilkukrotnie analizować wnioski do jakich się doszło. Czasem potrafiły one okazać się błędne, a wtedy... biada.
Noc zaczęła powoli przemieniać się w dzień, jednak to nie zmieniało wiele. No, może poza tym, że Ken'ichi zaczął widzieć cokolwiek wyraźnie. Nawet ta niewielka ilość promieni słonecznych potrafiła odmienić sytuacje. Wciąż jednak było na tyle gęsto, że panował uciążliwy półmrok. Jednak przy sposobie poruszania się Kurostworów, nie sprawiało to wielkiej różnicy. Wioskowa technika przemieszczenia i tak była wykorzystywana do szybkiego pokonywania większych przestrzeni, na zmianę z biegiem, mającym na celu – o ironio! - zapewnienie odpoczynku.
Podróż trwała jeszcze pół dnia, w trakcie którego Kedamono nie dał wyciągnąć z siebie żadnych informacji na temat misji. Po tym czasie, zatrzymał się nagle i jedynie wskazał ręką, że czas na postój.
- Do zmroku. Pierwsze kilka godzin wartuje ja, potem mnie zmienisz. Radzę ci odpocząć. - Nawet nie tyle stwierdził, co wydał polecenie. Co więcej, stało się dokładnie tak, jak zamierzał.
Dwójka tymczasowych towarzyszy zatrzymała się w gęstym lesie, tuż obok małej rzeczki. Nie była ona specjalnie szeroka, miała jakieś dwa metry. Głębokości Ken'ichi nie sprawdzał, ale nie wydawała się być szczególnie wielka.
Warto jeszcze wspomnieć o tym, co zdarzyło się tuż po zmianie warty. Kedamono nie zdążył jeszcze zasnąć, kiedy Ken'ichi zauważył coś podejrzanego. Przeczucie powiedziało mu, by zbliżyć się nieco do rzeczki, co też zresztą uczynił. Ze względu na brak drzew (zadziwiające!) było tam znacznie więcej światła. Łatwiej więc było dostrzec, stosunkowo świeżego zresztą, trupa, który płynął z nurtem. Kedamono zdawał się wyczuć, że jest coś nie tak, gdyż już po chwili podziwiał nieboszczyka wraz z swym towarzyszem.
- Och, czyli jednak nie zgubiłem trasy. - oznajmił, jakby ciała były najzwyklejszym w świecie kierunkowskazem.


// Scenka.


*********************
Miejsce:
bar „Pod Sukubem”
Czas: 11:15
*********************
Kedamono Isen


Yozoro wkroczyła na zaplecze pierwsza, kręcąc przy tym pośladkami. Jak to wypadało nadzwyczaj męskiemu mężczyźnie, w którym aż tętnił testosteron, głównie na tym skupił się jego wzrok. Zresztą, grzechem byłoby nie podziwiać, czyż nie? W związku z tym, Isen nie przestudiował krótkiego korytarza jakim szli zbyt dokładnie. Ot, stare drewno, łącznie cztery pary drzwi, dwie po prawej, reszta naprzeciwko nich. Brakowało tu jakichkolwiek przedmiotów. Yozoro zatrzymała się przed drugimi drzwiami po lewej, wyjmując pęk kluczy. Otworzyła je i weszła do środka, Isen natomiast chwile po niej.
Nie trzeba było być geniuszem, żeby domyślić się, że jest to sypialnia. To samo co w reszcie budynku, nieco stare drewno, które robiło za ściany, sufit i podłogę. No, zwróćmy honor, na tym ostatnim leżał puszysty, bordowy dywan. Zapewne jedna z droższych rzeczy w tym pokoju... przynajmniej z rzeczy czysto materialnych. Poza tym warto wspomnieć o dwóch oknach po drugiej stronie od wejścia, przez które wpadało nikłe światło. To nie tak, że lokalizacja była kiepska... chociaż nie, była. Tak jak zresztą w całym Kuro. Cóż poradzić? Może dotacje od shoguna na wycieczkę do Hokori no Kuni? Zostawmy jednak sprawy socjalne wioski i wróćmy do pomieszczenia. Spore łoże (można by rzec, że małżeńskie, ale Isen nigdy nie widział Yozoro z innym mężczyzną niż klientem), bardzo duże łóżko, kilka szaf, stolik z kosmetykami na nim i lusterkiem. Panował zaskakujący porządek.
Kobieta ruszyła w stronę okien, zamykając je. Isen zrobił to samo z drzwiami i po chwili siedzieli razem na łóżku. Ręce z majtek, zboczuchy!
- Jest ktoś, kto mi zaszedł za skórę. Cóż, o tym już wiesz. - stwierdziła i uśmiechnęła się nieśmiało. Wyglądało na to, że mówienie o tym sprawia jej pewne trudności.
- Powinien zniknąć, ale w sposób jak najmniej inwazyjny. Ot, najlepiej, żeby wyglądało to na wypadek. Wypadki chodzą po ludziach w naszej kochanej wiosce, czyż nie? - Po tych słowach uśmiechnęła się lekko, a w geście tym widać było dozę nieśmiałości.
- Inoue Ise. Kurostwór, silniejszy od ciebie. Zapewne nawet znacznie, ale... nieszczęśliwie wylądował w szpitalu. Sytuacja jest dosyć poważna, ale nic nie zagraża jego życiu. No, może poza tobą. - Kobieta zachichotała lekko.
- Wysoki. Blondyn z krótkimi włosami. Niebieskie oczy. Umięśniony. Raniony dwukrotnie w brzuch, jednak te pchnięcia nie wystarczyły, by z nim skończyć. Chuda twarz. Masz jakieś pytania? - zapytała, uśmiechając się przy tym uroczo.

// Scenka. Ale w odpisie zawierasz tylko reakcje etc + ew. dalszą rozmowę + przygotowania.

// Ta, wiem, nie było mnie... jakieś wieki. Wybaczcie, start studiów, mam problemy by to wszystko ogarnąć. Z czasem powinno być lepiej.

2
Obrazek
Avatar użytkownika
Elas
 
Posty: 245
Dołączył(a): 5 sierpnia 2009, o 17:53
Lokalizacja: I tak nie wiesz, gdzie to jest
Płeć: Mężczyzna


Powrót do Misje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

  • Advertisement
Gry w przeglądarce