Welcome! Anonymous

Gekai Eiko - Kuro

Gekai Eiko - Kuro

Postprzez Asiootus » 3 października 2014, o 22:42

===================================
KuroGakure no Sato
Dożynki, godzina 12.00
===============
Gekai Eiko
==============================================


Od samego rana na głównym placu KuroGakure no Sato - przed siedzibą shoguna Elasa - odbywały się przygotowania do pierwszych Głodowych Igrzysk. Nie wszystko było jeszcze zapięte na ostatni guzik. Odległość Kuro od stolicy Shinsei no Kuni spowodowała, że kunoichi ShoutboxGakure no Sato dotarły na miejsce z opóźnieniem, a i nie wszystko było do końca przemyślane. Na przykład - nie wzięto pod uwagę tego, że Kuro jest wioską dziką i o prąd relatywnie było dość trudno. Zarządzenie Kwakage o obowiązku oglądania Igrzysk w telewizorach przez każdego mieszkańca wioski doprowadziło do kryzysu prądowego i nie było do czego podłączyć wielkich telebimów. Kiedy to ostatecznie zrobiono, okazało się, że sieć jest przeciążona i jedynym rozwiązaniem pozostawało albo wybudowanie nowej elektrowni albo podłączenie jednego, niewielkiego telebimu. Wybrano ostatnią opcę, głównie dlatego, że Kuro nie było osadą o dużej ilości ludzi i większość mieściła się na placu, gdzie miało odbyć się losowanie.
Kunoichi postawiły już scenę i zajmowały się sprawdzaniem spisu ludności, a przy okazji konfiskowaniem - na czas uroczystości - dzikich zwierząt i zamykaniem ich w klatce. Kilku zdziczałych Kedamono też zostało pojmanych i wrzuconych do zwierzaków - nie można było pozwolić, żeby cokolwiek przeszkodziło w uroczystości. Zombie klanu Gekai też zostali odprowadzeni do osobnej zagrody, gdzie, pozbawione dopływu chakry od ich twórców, padały jak muchy. Wciąż pamiętano chaos, jaki miał miejsce w czasie walki z Shoutboxem, kiedy Gekai ruszyli ze swoimi zombie. Nikt nie chciał powtórki ze świtu żywych trupów.
Każdy, kto był już sprawdzony, zostawał odprowadzony na odpowiednie miejsce. Dzieci z rodzicami i innymi mieszkańcami wioski i okolicy byli ustawiani na końcu placu, z twarzami skierowanymi na telebim i scenę. Potencjalnych uczestników Igrzysk kierowano do przodu, do jednej zagrody, otoczonej ze wszche stron kunoichi Shoutboxa. Dziewczęta, w jednakowych, białych obcisłych strojach, które podkreślały ich młodzieńczą sylwetkę, oraz maskach, pilnowały, żeby jakiemuś młodzieńcowi czy dziewczynie nie zachciało się uciekać. Karabiny i wyuczone techniki były trzymane w pogotowiu.
Młodżież była przemieszana. Nie było pomysłu na to, jak wszystkich ustawić, zresztą, nie było ich aż tak wielu, żeby miało to większe znaczenie. Wszyscy, chociaż zaprawieni w boju po ostatniej wojnie, chociaż szkoleni na ninja od najmłodszych lat, teraz byli wystraszeni. Zdawali sobie sprawę z tego, że obecna walka nie będzie się różnić niczym od drugiego etapu egzaminu na chuunina, tylko transmitowanego na cały świat Shinsei przez kamery. Problemem pozostawało to, że ninja Kuro nie wiedzieli, co to takiego egzamin na chuunina, a fakt bycia w magicznym, napędzanym przez tajemne siły telewizorze, musiał być dla nich przerażający. Kilka osób z bogatszych rodzin, wiedziało mniej więcej, że magiczne moce telewizora nie są aż takie magiczne, ale fakt, że szansa przeżycia nie była największa - jeden do dwudziestu - nie była kusząca. Dlatego raczej nikt nie chciał być wybrany.
Nagle telebim się włączył i został odegrany hymn Shinsei no Kuni. Nic jeszcze nie było do końca przygotowane, ale po filmie miał już przemawiać shogun, dlatego wszyscy zaczęli biegać i kończyć przygotowywania. Kamery zostały podłączone do gniazdek, kunoichi ustawiły się równo, ostatnie zombie, agresywniejsze zombie zostały pozamykane. W ostatniej chwili, tuż przed wejściem shoguna na scenę, wszystko było gotowe.
Na scenę wyszedł shogun.

Obrazek


Shogun był młodym, przystojnym mężczyzną. Wysoki, szczupły, o jasnych włosach i przyjaznej twarzy całkowicie przeczył mrokowi Kuro. Do tego uśmiechał się, patrząc na swoich, stojących przed nim, młodych ninja. Można było uznać, że chodzi mu o wsparcie młodżieży, ale ten, który by tak pomyślał, byłby w błędzie. W końcu został wybrany przez Kwakage na trzymanie ich krótko i upewnienie się, że igrzyska będą miały miejsce.
- Obywatele Kuro - powiedział Elas, a jego głos był stanowczy, nieco, jakby się wydawało, przytłumiony. - Zebraliśmy się tutaj, żeby wybrać trybutów na Głodowe Igrzyska. Tak, jak powiedziano na filmie…
- Powiedz “rabarbar” - zawołał nagle ktoś z tłumu.
Twarz shoguna nagle przybrała wściekły wyraz. Wyskoczyły mu żyłki na szyi i czole. Unisół rękę i wskazał na tłum, skąd doszedł go głos.
- Wrzucić go do klatki z bestiami!
Kunoichi natychmiast rzuciły się na winowajcę, poraziły go prądem i bardzo szybko dotaryły do klatki, gdzie próbowały wrzucić dowcipnisia. Elas im przerwał.
- Do BESTII, a nie do zombie! Przecież zombie teraz są martwe… Ach, nieważne, róbcie to losowanie, nie obchodzi mnie to!
I shogun zszedł ze sceny. Przez chwilę nic się nie działo. Kamerzyści zaczynali być zaniepokojeni, przez tłum przebiegł szept. Jednak zanim ten zaczął naprawdę narastać, na scenę wskoczyła prawdziwa besita. Wielki, dwugłowy pies, który warczał i ślinił się groźnie. Kilka osób odsunęło się od sceny, jakaś mała dziewczynka zaczęła płakać.
Groźny pies rozpłynął się w dymie i przed zaskoczoną publicznościa Kuro pojawił się młody chłopak z szerokim uśmiechem. Obok niego stał duży, biały pies.

ObrazekObrazek


- Whoo-hoo! - zawołał chłopak szczerząc się. - Inuzuka Kiba to ja! A to Akamaru!
- Hau! - powiedział Akamaru.
- Jesteśmy tu po to, żeby wybrać dwoje szczęśliwców, którzy nie narobią mi wstydu. Bo jestem najlepszy! I wy też macie być!
- Hau!
- Nie lubię przedłużać. Zacznijmy losowanie!
Kunoichi wniosły na scenę szklane pojemniki z karteczkami. Kiba bez większego ociągania się włożył dłoń do jednego z pojemników i wyciągną karteczkę z imieniem. Natychmiast też włożył dłoń do drugiego i wyciągnął drugie imię.
- Akado Sato i Gekai Eiko! Brawa!
[Wczoraj 14] Sierak: W sensie - odgrywanie przez Asię Enjiego jest ZAJEBISTE

A tak, jak bę™dę™ miał‚a zły humor, to sobie przypomnę.
Avatar użytkownika
Asiootus
 
Posty: 163
Dołączył(a): 1 lutego 2009, o 17:09

Re: Gekai Eiko - Kuro

Postprzez Matmozu » 6 października 2014, o 19:54

*Pięknie po prostu pięknie- Pomyślała dziewczyna i udała się w kierunku podium (Podjum wtf). Można by rzec, że kolejne dziecko udaje się na rzeź ku uciesze ogółu. Możnaby spojrzeć na to z innej strony, więcej żarcia dla pozostałych. Szła spokojnie, próbując nie pokazywać reszcie dreszczy które obiegły jej ciało z podniecenia i strachu. W końcu weszła na piedestalik i odwróciła się do tłumu i posłała mu uśmiech.
Obok niej chciał wejść Akado Sato, ale zanim ten wszedł na scenę, rękę podniósł inny chłopak.
- Zgłaszam się na ochotnika!
- Fajnie - zakrzyknął Kiba. - Idź sobie, Sato. Mamy ochotnika! Jak się nazywasz?
- Tanaka Kou.
Tanaka Kou był jej znanym chłopakiem. Miał osiemnaście lat i był pewien, że on się kiedyś z nią ożeni. I wcale nie dbał o to, że dziewczynka na razie miała zaledwie dwanaście lat. Mógł poczekać te kilka następnych lat.
Był wysoki, szczupły i miał blond włosy, a wyraz jego twarzy był raczej zmęczony.
Wszedł na scenę i stanął obok Eiko, uśmiechając się do niej smutno.
Dziewczyna spojrzała na niego
*Laluś, palant ciota idiota, ale… Solidny materiał na broń na arene*
Wysiliła się na jak najbardziej promienny uśmiech w jego stronę, wiedziała, że musi zaskarbić sobie jego zaufanie, choć może już je miała??
Teraz spojrzała na marionetke ze stolicy:
- Możemy już iść?? I tak nie mam im nic do powiedzenia, wiedzą, że jeżeli wrócę to w kawałkach
- Wsiądź na mojego psa i jedźmy do siedziby shoguna, gdzie będziecie mogli pożegnać się z rodzinami! - zawołał Kiba, a jego pies, Akamaru, zawarczał na Eiko. Za to Kou pozwolił się pogłaskać. - Ech… to może chodźmy pieszo…
Zaprowadził ich do siedziby shoguna, gdzie oboje zostali zamknięci w osobnych pokojach. Do Eiko pierwszi przyszli rodzice, oboje naukowcy z rodziny Gekai.
- Jak sobie poradzisz bez broni? - zapytała chłodno matka, nawet nie siląc się na jakikolwiek wyraz twarzy poza zimną obojętnością.
- Rozbiorę się do naga i będe wymachiwać moim białym tyłkiem, a jeżeli to nie pomoże po prostu użyje chłopaka! Oczywiście, że coś znajde. Raczej wątpie żeby organizatorzy zostawili mnie bez naszych ukochanych ciał mamo. Poza tym…- Tu urwała. Na cholere im wiadomość, że umie używać suitonu.
- A cholera ich wie, co tam zorganizowali - stwierdził ojciec, marszcząc brwi. - Mogą was puścić na normalną arenę, dać pałki i pozwolić się wam zatłuc na śmierć. To by było coś. Ale dużo byłoby sprzątania.
- Pozytywnie, no nie tato? Takie prymitywne, takie staroświeckie, mam prośbę gdybym zginęła, zakopcie moich slugów tam gdzie nikt ich nie znajdzie nie używajcie ich ani nie pozwólcie ich używać nikomu. Nie życzę sobie tego… No nic to tyle uciekajcie już bo za chwile przyjdzie czas na waszą zmianę w szpitalu polowym.[i]
-[i] Pozwolą nam się spóźnić, skoro wysyłamy córkę na pewną śmierć
- zaczął ojciec, ale matka popchnęła go w kierunku drzwi.
- Nie chce nas tu. I dobrze. Idziemy.
Wyszli, ale zanim zdążyły zamknąć się za nimi drzwi, do pokoju wpadła Yuri, koleżanka w tym samym wieku. Wpadła na Eiko i są przytuliła.
- Tak mi przykrooooooo! - zawyła.
- Tak mi też… Spierdalaj wiesz… Widziałeś kogo dostałam za opiekunów? Człowieka i jego futrzaka, znając życie stylistami będzie jakiś rudowłosypedź a mentorem zachlany żóltek. I po co to wszystko, żeby kolorowy światek stolicy miał ubaw. A nasz rabarbar, że co taki potężny taki świetny, taki niesamowity. A tak na prawdę ręke sobie dam uciąć, że jak Kwakage mówi mu “do loda” to pyta się jak głęboko… No nic to chyba ostatnie chwile które mamy spędzić razem… Dawaj ploteczki-
- Po waszym wyjściu tutaj, facet, który zawołał “powiedz rabarbar” nadal siedział w klatce z zombiakami i zaczął je zjadać! A futrzak jest fajny, co masz do futrzaka? Wygląda na bardziej kompetentnego niż ktokolwiek z Shoutboxa. Nie mogę uwierzyć, że przegraliśmy wojnę z tą bandą idiotów - burnknęła Yuri. - Trzeba było zabić Kwakage, jak jeszcze młody był za czasów trzech psich pyroli. Ale nie, Konoha jak zwykle musiała być miła.
-[/i] Wiesz jak to się skończyło, Shidek wziął stare Kumo powiedział, że moje i nie odda, Sierakomaru poszedł razem z Byaku grać Reagge W Dread Muffin Gakure, A Matsuro powiedział, że ich nie lubi, no i masz kurwa babo placek, jade na rzeź, a jeszcze nawet nie dostałam okresu[/i]
- Czy Tanaka cię zgwałcił? - Yuri wyglądała na przerażoną. - O nie, teraz na pewno cię zgwałci!
- Pierwszego okresu barani łbie!- Krzyknęła tak głośno że pewnie pół budynku ją usłyszało.
- No wiem! - odparła Yuri, ale wcale nie wiedziała.-
Kunoichi w białym kombinezonie otworzyła drzwi i nakazała Yuri wyjść.
- Czas się skończył, oznajmiła Misaka poważnym tonem - powiedziała kunoichi bez emocji.
Yuri jeszcze raz przytuliła Eiko a następnie wybiegła z płaczem. Kunoichi wskałała Eiko drogę swoją dłonią.
- Tędy, wskazała drogę Misaka - oznajmiła kunoichi.
- Misaka, Miasaka??- Powiedziała dziewczynka i ruszyła.
- Misaka to imię Misaki, oznajmiła Misaka i poprowadziła Eiko na pociąg - powiedziała kunoichi i ruszyła przodem. Zaraz za Eiko ruszyła druga kunoichi.
Droga na pociąg ciągnęła się piwnicami i tunelami. Trzeba było ominąć dużą połać lasu, a szychy nie chciały tego robić przez drzewa, więc wybudowano jasno oświetlony tunel pod ziemią. Kilkanaście metrów z przodu szedł Kou. Co chwilę się odwracał i spoglądał w stronę Eiko. Opiekuna z psem nie było.
Kiedy doszli już do podziemnej stacji kolejowej, stał przed nimi wielki, piękny pociąg, ze wszelkimi możliwymi udogodnieniami. Nie był taki jak Kuro - dziki i niedostępny. Zapraszał do środka swoimi zamszowymi siedzeniami i mahoniowymi dodatkami. Pachniało ze środka smakowicie.
Kunoichi kazały wejść do środka. Kou wskoczył pierwszy, a potem zaoferował dłoń Eiko.
- Pani pozwoli - powiedział.
- Pozwalam, ale nie pozwalaj sobie na dużo Powiedziała Eiko i zarumieniła się, zdawała sobie doskonale sprawe z tego, że czuje się nieco zakłopotana. Przypuszczalnie nawet nie musiała udawać.
Chłopak cały czas trzymał wyciągniętą rękę, żeby pomóc jej wejść do pociągu.
Dziewczyna chwyciła za ręke chłopaka. weszła do środka nawet nie zwracajac uwagi na wygody jakie Shoutbox im zapewnił.
Kiedy już była w środku, zobaczyła stewarda wrzeszczącego coś niezrozumiale. Wydawał się bardzo niezadowolony i przebiegał obok nich. Kou złapał Eiko mocno, żeby steward jej nie potrącił.
- Co jest? Czy to jakiś cyrk? - zapytał marszcząc brwi. - W porządku, Eiko-chan? - spojrzał na dziewczynę błyszczącymi oczami. Był kilkadziesiąt centymetrów od niej wyższy.
- Tak Wszystko w porządku Kou, ale mam prośbę skoro idziemy na śmierć nie zwracaj się do mnie Chan ok? Po prostu jakoś nie pasuje do sytuacji. No cóż zjadłabym sobie coś a ty??
- Jakbyś była trochę starsza, zjadłbym ciebie, Eiko-chan - powiedział rozmarzony, zupełnie nie zważając na jej prośbę.
- Widzieliście gdzieś Akamaru? - zawołał Kiba biegnąc ze strony, z której przed chwilą przybiegł steward. - Ktoś go gania po pociągu! Biedny szczeniaczek!
- Szczeniaczek?? No cóż przypuszczam, ze jest daleko ode mnie bo mnie nie lubi… Kou uspokój się… Gdzie jadalnia?? - Zwróciłą się do Kiby.
- Jaka jadalnia? Ja szukam mojego pieska, a ty mnie pytasz o jadalnię! - zawołał spanikowany Kiba i uciekł w poszukiwaniu.
- Chyba nas olewa… - stwierdził Kou.
- Spokojnie - odezwał się bardzo miły głos z tyłu. Z przedziału wyszedł wysoki mężczyzna o niebieskich oczach i wyjątkowo ładnym uśmiechu. Był tak przystojny, że aż bolało.

Obrazek


- Namikaze Minato. Będę waszym mentorem. Idźcie najpierw do swoich przedziałów i się odświeżcie, zmieńcie ubrania. Przyjdę po was za godzinę. Przedziały są podpisane - oznajmił.
Ruszyła bez oglądania się za siebie, nie obchodziło ją czy ten denerwujący chłopak idzie za nią czy też nie. Po prostu potrzebowała chwili spokoju. Szybko dopadła do drzwi opisanych jej nazwiskiem i weszła do środka zakluczając za sobą i podstawiając krzesło tak by nikt nie wszedł. Szok po zobaczeniu się z jej mentorem nadal nie opadł. Był po prostu cudowny. Spokojny poważny ie to co ten goguś Kiba, po raz pierwszy od wyczytania nazwiska, które mogło być jej wyrokiem śmierci zaczęła wierzyć, że może przeżyć te igrzyska. Rozejrzała się po pokoju stało w niej łóżko, niezbyt duże, ale za to wygodne. Położyła się na nim, jak tylko odstawiła krzesło. Z jego pozycji zaczęła oglądać pokój, nie był duży miał małą białą szafe biurko przy oknie w którym właśnie widać było rozległe pola niczego… Nie miała ochoty sie przebierać, ale zrobiła to ze względu na mentora. Poszukała strój identyczny jaki miała na sobie, z taką różnicą, że koloru ciemno fioletowego, wplotła krwistoczerwone wstążki we włosy i wróciła na łóżko oczekując przyjścia mentora.
Dopiero po godzinie pojawił się Minato. Zapukał i otworzył drzwi. Miał na sobie teraz płaszcz, biały, jak od garnituru, tylko z dłuższymi połami, granatowe spodnie i pętlę wokół szyji. Niektórzy nazywali to krawatem.
- Już czas na obiad. Jak się miewasz, Eiko-san? - zapytał jasnym spokojnym tonem, z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Dobrze, w sumie nawet całkiem dobrze, przepraszam bardzo ale jak mam się do pana zwracać?
- Minato jest w porządku, jeżeli tobie to odpowiada - oznajmił i poprowadził ją w górę pociągu.
- Odpowiada odpowiada powiedziała i ruszyłą za nim.
- Masz może jakieś pytania? - Minato właśnie pukał do drzwi Kou, który wołał, że zaraz przyjdzie, bo się kąpie.
- Jak ktoś, tak młody jak ja, z tak znienawidzonej wioski jak ja ma wygrać igrzyska. Zdaje sobie sprawę, że wielu trybutów z innych wiosek będzie silniejszych lepszych i zwinniejszych ode mnie, bądź po prostu będą bardziej doświadczeni. Ja sama, nie jestem najlepsza w czymkolwiek innym niż w tworzeniu i używaniu zombie, bez nich na arenie jestem martwa. Nie wiem czy wiesz, w czym specjalizują się moi pobratymcy z rodziny Gekai Minato?
- Doskonale wiem - odpowiedział. - Sam prowadziłem armię białych kunoichi przeciwko Kuro w ostatnich bitwach. Jednak, jeżeli to twoja jedyna zdolność, to nie będziesz miała łatwo na arenie. Nikt cię na nią nie wpuści z martwym ciałem.
Wszedł do jadalni i wskazał krzesło, na którym miała usiąść. Stół był zastawiony najróżniejszymi przysmakami, było tam to, co Eiko mogła sobie wyobrazić i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy.
Dziewczyna zaczęła jeśc jak najęta wszystko co jej wpadło do rąk robiąc przerwy na odezwanie się do mentora.
- Może nie jedyna ale na pewno to mój atut. Tak sobie myślę, czy byłaby możliwość podarowania mi przez Mentora kilku zombich w prezencie?? Albo choć jednego, i czy możliwe jest, że organizatorzy pomyślą o mnie i umieszczą kilka zwoi ze zwłokami na arenie? Co do moich umiejętności, potrafie też conieco z Suitonu, głównie podstawowe techniki…
- Cóż, po pierwsze, musisz najpierw pokazać się w telewizji. Spowodować, żeby ludzie cię pokochali. Aby sponsorzy chcieli na ciebie postawić. Drugą stroną jest również to, że musisz też coś pokazać organizatorom. Są to wszyscy Kage wiosek, z których są zawodnicy, więc jednego już znasz - wyjaśnił Minato.
- Rabarbar… Cóż w sumie teraz moge używać tego przezwiska, nic gorszego mnie raczej nie spotka, oczywiście podczas samego testu nie będe tego mówić, jak oceniasz moje szanse??
- Nie widziałem twoich umiejętności. Ale jesteś mała, bezbronna, a właściwie, taka się wydajesz. Inni mogą się na ciebie rzucić.
- Nie pozwolę na to. Będę ją ochraniał - powiedział Kou wchodząc do środka i stadając na miejscu obok Eiko.
- Jakże słodko, na prawdę nie musisz Kou dam sobie rade, szczerze mówiąc jeżeli chcesz żebym miała szanse daj mi z siebie zrobić sługę
- Moja pani, przecież ja jestem twoim uniżonym sługą - powiedział głębokim tonem Kou.
- Nie przesadzajmy. Nie mogę utrzymać przy życiu waszej dwójki, ale nie pozwolę, żeby rozgrywka między wami odbyła się przed areną - oznajmił Minato. - Nie robimy zombie.
- To był żart Minato, tylko żart nie miałam zamiaru mu zrobić krzywdy. Jak wspomniałeś nadal jestem małą dziewczynką a on jest duży i silny, co prawda troche go emocje noszą, ale no cóż. W każdym razie musimy jakoś sobie poradzić jak przeszły pozostałe dożynki kogo zobaczymy?? Czy są jakieś klany jeżeli tak to w czym się specjalizują
- Cóż, mamy Hyuugę, Uzumaki z Konohy - zaczął wymieniać Minato, obserwując uważnie dziewczynkę. - Kaguya i Yakushi z Oto, chociaż dziwię się, że odgrywając taką rolę w wojnie muszą wysyłać dzieci na igrzyska. Potem Sabaku z Suny. Tetsujin z Iwa. Terumi i Sabataya z Kiri, Budou i Kurano z Hizashi. O którym chcesz coś wiedzieć?
- Szczerze mówiąc o wszystkich, mocne słabe strony kekkei genkai, Jak ty Minato oceniasz ich siłę nie jako klanu ale jako konkretnie tej jednostki każda informacja która pozwoli nam przeżyć jest ważna
- Jakbym miał być szczery, to powiedziałbym, że wszyscy mogą być niezwykle trudnymi przeciwnikami… - I zaczął opowiadać o każdym z klanów, co zajęło dobrych kilka godzin. Wchodził w szczegóły i niuanse, jakie możba było znaleźć tylko na Shinsei w odpowiednich działach jego biblioteki. Ostatecznie napił się wina, bo zaschło mu w ustach i uśmiechnął się. - To cię satysfakcjonuje?
Dziewczyna uśmiechnęła się, przetwarzała informacje z całkiem godną podziwu szybkością, była bardzo mądra, nie była pewna swoich możliwości nie była pewna nawet swojego towarzysza niedoli, czy jego miłość jest tylko na pokaz, interesowało ją jeszcze kilka spraw.
- Czy jest ktoś kogo szczególnie byś się obawiał, ktoś o kim słyszałeś? albo po prostu znasz go na tyle dobrze żeby wymienić jego umiejętności??
- Nikogo. - Taka była jego odpowiedź. Po prostu.
-[/i] Można by powiedzieć, że wygrałam życie po prostu, a ty masz jakieś pytania Kou?? [/i]
- Po co mamy się zabijać na igrzyskach? Czy nie możemy po prostu zapomnieć o przeszłości?
- Obawiam się, że to nie jest opcja. Przykro mi. Wioski ninja zrobiły za dużo złego Shinsei no Kuni, żeby mogły wyjść z tego bez szwanku. Kwakage-sama nie pozwoli na to. - Głos Minato był bardzo poważny.
Dziewczyna postanowiła się skupić, na sile swojego kompana sprawdzając jak jest silny, jak wiele chakry posiada. Kou, jak zawsze, był chakrowym potworem. Można prawie powiedzieć, że składał się z chakry i skóry. Nawet przy lekkim sondowaniu uderzała w nią falami jego wewnętrzna energia.
*Potwór, jak ja mam zabić jemu podobnych i wrócić do domu… Masakra.*
- Jak myślisz Minato dojdzie do jakichś układów i połączeń sił, jeżeli tak kogo się spodziewać? Czy w ogóle coś takiego jest możliwe
- Konohy bym się spodziewał. Jak z resztą, nie mam pojęcia. Kou, tobie proponowałbym układ z innymi. Eiko, powinnaś unikać wszelkich sojuszy.
- Dlaczego Minato??
- Jesteś bardzo łatwym celem. Zabiją cię, kiedy będą mieli okazję, jak będziesz blisko. Niekoniecznie będą za tobą biegać. Ale jak będziesz obok, będzie to łatwe.
- Ta sytuacja mnie nieco przerasta
- Każdego by przerastała. Teraz musicie podjąć decyzję, czy chcecie być szkoleni razem czy osobno - zakomunikował Minato ocierając usta chusteczką po skończonym posiłku.
- Jak myślisz Kou?? Dziewczyna spojrzała na potwora Chakrowego
- Jak tobie odpowiada, moja pani - powiedział Kou kłaniając się i przypadkiem uderzając czołem w swoje ziemniaki.
- Na prawde zależy mi na twoim szczerym zdaniu
- Rozumiem, że wolisz trenować osobno. Niech tak będzie - powiedział Kou.
- Nie to miałam na myśli, chce z tobą trenować, nie chciałam Cię zdenerwować. Po prostu w porównaniu do ciebie jestem płotką, wręcz promieniujesz energią. To raczej ja powinnam się zapytać, czy ty chcesz ze mną trenować nie ja z tobą.
- Moja pani woli trenować osobno - powiedział stanowoczo Kou. - Myśli, że jej nie znam, ale ja znam.
- Nie na prawde chce trenować z Tobą Kyu Teraz przyszedł na ostateczny jedyny w swoim rodzaju atak kobiety, zmysłowe położenie ręki na policzku mężczyzny, uśmiechniecie się do niego i zarumienienie.
Kou zaczął niekontrolowanie machać rękami i strącił jej dłoń z jego policzka.
- Daj spokój! Nie jestem pedofilem! Miałem czekać jeszcze cztery lata z takimi rzeczami! - zawołał chowając twarz w dłonie. - Masz dwanaście lat! - burknął.
*Iiiii klapa*
- Pomyśl jak ja musze się czuć
Kou nawet nie podniósł głowy. Ostatecznie wstał i uciekł z przedziału, prawdopodobnie chowając się w swoim azylu. Chociaż po krzyku i szczekaniu po sekundzie można było stwiedzić, że chyba wpadł na psa.
- Idę spać Minato dobranoc
Tak na prawdę ruszyłą za Kou, chciała się dowiedziec czy z nim wszystko w porządku.
Kou leżał pod Akamaru, który robił coś, czego dorosły pies nie powinien robić na dorosłym mężczyźnie. Szczególnie przy młodej dziewczynie. Kiba stał z tyłu i, zamiast odciągnąć psa, śmiał się tak, że turlał się po podłodze. Kou krzyczał i próbował odepchnąć z siebie psa. Nic z tego
Dziewczynka nawet nie patrzyła co pies wyrabia, szybko wyciągnęła zzapazuchy zwój i go aktywowała, przed nią pojawił się wielki umięśniony zombiak który mruknął coś niezrozumiałego. Dziewczynka powiedziała:
- Zabierz go z Kou i oddaj panu
Co też trup uczynił podniósł psa i Cisnął w Kibe, Dziewczyna zwróciła się w stronę Kou
- Możemy pogadać??
- Zostałem zgwałcony przez psa. Gadanie tu nic nie pomoże - stwierdził płaczliwie Kou, kiedy podnosił się z niemi.
- Dobry zombie, postaw - powiedział stanowczo Kiba, a zombie postawił psa i czekał na pochwałę. Kiba musiał mieć dużo zdolności ze zwierzętami. - Przepraszam dryblasie, ale Akamaru musiał się wyszumieć
- Przypuszczam że masz farta, że załatwiliśmy to polubownie, nie chciałabym z Kou walczyć, hmm no cóż w końcu będe zmuszona, Kou zgodzisz się na kilka dni wspólnego treningu a później jeżeli tak zadecydujemy się rozdzielimy?? Co ty na to??
Kou westchnął i pogłaskał Eiko po włosach.
- Chciałbym cię chronić, wiesz?
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno.
- Dzięki, oprócz nas jest 20 osób nie będziesz w stanie ochronić mnie przed wszystkim. Przyjmę tą ochronę jak będziesz chciał ze mną trenować.
- D-dobrze - wymamrotał chłopak. Potarł czoło i spojrzał na podłogę pociągu. - Zginę, chroniąc ciebie. A potem, kiedy to się stanie, użyjesz mnie jako zombie. Przykro mi, że to tak się skończy. Planowałem całe życie razem z tobą.
- Zabrzmi to jakbym nie miała uczuć, ale wiesz, że gdy Cię wskrzeszę będziesz sobą prawda Kou?? Nieśmiertelnym sobą?? Bedziesz mógł zostać ze mną na zawsze…
Powiedziała dziewczyna zdobywając zainteresowanie chłopakiem, coraz bardziej nie chciała by miał ginąć chroniąc ją. Coraz bardziej ją fascynował.
- Tak, ale dzieci mieć nie będziemy - rzucił, włożył dłonie do kieszeni i skierował się w stronę swojego przedziału.
-[/i] Gekai nie byliby tacy dobrzy w swojej robocie gdyby nie ożywiali każdej części trupa[/i] Odpowiedziała dziewczynka
Po tym wszystkim Dziewczyna poszła do swojego przedziału, miała ochotę po prostu się położyć, co też zrobiła. Bolał ją żołądek, a jedyne czego pragnęła to zaśnięcie. Jak najszybciej, teraz już, natychmiast. Nie minęło 10 minut a już była nieprzytomna.
Obrazek
Avatar użytkownika
Matmozu
 
Posty: 74
Dołączył(a): 19 sierpnia 2011, o 20:36


Powrót do Rozgrywka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

  • Advertisement
Gry w przeglądarce