Welcome! Anonymous

Drużyna #017

Re: Drużyna #017

Postprzez Inochi » 18 lutego 2018, o 21:17

Pierwsza próba ataku również zduszona w zarodku i jak mogłoby się wydawać z niewielkim trudem. Drugie pchnięcie było bardzo niecelne, przez co Hakatsu nie musiał nawet starać się by wyjść obronną ręką z tego zamieszania. Czas który wykupił Junsei wystarczył Kyoui, który postawił na zamknięcie swojego mistrza w kamiennej trumnie. Po złożeniu pieczęci do Ganban Kyu położył swoje naładowane chakrą dłonie na ziemi, skąd ruszył impuls by nakazać ziemi stworzenie kopuły dookoła Ishidy. Pomijając fakt czy dowódca zespołu #017 spodziewał się tego, czy też nie to wszystko poszło dość gładko. Teraz dużo zależało od geninki, która była dopiero w połowie swojej iluzorycznej techniki.
- Nieźle, ale myślicie, że zatrzyma mnie to na długo? - zapytał po czym można było usłyszeć jak pięść zatrzymuje się na ścianie, która zaczęła się sypać. Przy drugim uderzeniu genini byli wstanie dostrzec pęknięcie, które zaczęło samoistnie się powiększać. Po trzecim ciosie ściana pękła, a jounin wyskoczył z kopuły i ruszył w stronę Sendo. Ta najwyraźniej się tego nie spodziewała, tak samo jak i pozostała dwójka, co można było zobaczyć po ich twarzach. Mistrz drużyny #017 poruszał się jak doświadczony genin. Z przyzwoitą prędkością, jednak wciąż zauważalną dla zespołu. Nenire była w mniej więcej w połowie przygotowywania swojej techniki, mimo wszystko zaczęła odskakiwać do tyłu by zwiększyć dystans między sobą, a Hakatsu. Kyoui niewiele myśląc rzucił metalową gwiazdką w lecący cel. Choć Yoshi bardzo dobrze radził sobie w akademii z większości przedmiotów, tak Gujutsu nie było jego mocną stroną. Można by rzec, że umiejętność posługiwania się bronią to jego pięta Achillesowa. Rzut był na tyle nie celny, że jounin nawet nie zwrócił uwagi na shuriken. Kunai rzucony przez Junseia już spowolnił lidera zespołu #017. Jednak chcąc być szczerym trzeba powiedzieć, że całą robotę w spowolnieniu zrobiła wybuchowa notka przyczepiona do kunaia, która nakazała mężczyźnie odskoczenie do tyłu. Wybuch nie był niczym spektakularnym, po prawdzie wytworzył więcej dymu niż czegokolwiek innego, mimo wszystko ten właśnie obłok dymu pozwolił dziewczynie na ukończenie techniki. Dosłownie sekundę po złożeniu ostatniego znaku przez Sendo, z chmury wyłoniła się twarz jej mistrza. Chakra wysłana przez geninkę uderzyła mężczyznę i sparaliżowała w strachu. Tak przynajmniej można byłoby rzec po ekspresji na jego facjacie.
- Brawo. Udało wam się mnie złapać - powiedział Hakatsu robiąc krok w przód. Bez większego problemu wydostał się z iluzji dziewczyny, co tylko pokazało przeogromną przepaść między świeżym, jednym z lepszych, jednak wciąż świeżym, geninem a doświadczonym jouninem.
- Znacie się minimum trzy lata. I jak na tak długą znajomość można by oczekiwać trochę lepszego zgrania, mimo wszystko poszło wam całkiem dobrze i sprawnie. Przejdziemy teraz do drugiej części waszego treningu, dobrze? - zapytał lider. Isei kiwnął głową, a dziewczyna podwinęła rękawy dając tym samym znak, że nie ma na co czekać.
- Jesteśmy trochę wypruci z chakry - powiedział Yoshi stając obok swojej drużyny.
- W prawdziwej walce nikt nie będzie czekał aż odzyskasz siły - odezwała się dziewczyna jak zwykle swoim przemądrzałym tonem. Mężczyzna bez zbędnych pytań zaczął składać pieczęci. Cała trójka odskoczyła do tyłu spodziewając się ataku, ale po chwili odezwał się Kyoui.
- Będzie używał ziemnej techniki. Miał rację po niespełna trzech sekundach Hakatsu przyłożył dłonie do ziemi, a ta zaczęła się unosić. Będąc bardziej dokładnym zaczęły się unosić jedynie płaty tworząc ściany łącząc się w różnego rodzaju korytarze. W taki właśnie sposób powstał swoisty labirynt, gdzie wewnątrz znalazła się trójka młodych geninów. Jakby ze ścian zaczął się wydobywać lekko zmieniony głos ich mistrza.
- Jak się domyślacie, jesteście w labiryncie, jednakże nie macie z niego wyjść tylko wejść. Do środka dokładniej, gdzie będę na was czekał - przerwa, by po chwili znów mogli usłyszeć senseia.
- Nie bez powodu znajdujemy się właśnie na tym placu treningowym. Wcześniej ta ziemia została obłożona różnego rodzaju pieczęciami i pułapkami. Co do pułapek to wiadomo, nic przyjemnego. Jednak niektóre pieczęci mogą się wam przydać. Jeżeli tylko je odpieczętujecie - rzekł swoim melancholijnym głosem.
- Tak więc zaczynamy - dało się usłyszeć już nie ze ścian, jednak gdzieś z głębi. Drużyna oznaczona numerem #017 miała twardy orzech do zgryzienia. Bez poetyckiego opisu: trójka geninów miała za sobą ścianę, jak i po prawej i lewej stronie. To stworzyło swoisty pięciometrowy korytarz, który kończył się rozwidleniem. Mogli pójść w dwusposób. Albo lewo, albo prawo.
- Zdajemy się na los? - zapytał Yoshi wyjmując monetę z kieszeni i pokazując swoim towarzyszom.
- Jasne, a jak wpadniemy na pułapkę to rzucimy kośćmi na obrażenia, co? - zakpiła dziewczyna.
- A Ty jakiego jesteś zdania Isei? - zapytał Kyoui widząc, że niewiele zdziała z Sendo. Ku jego jak i jej zaskoczeniu, Junsei nie czekał na żadne wskazówki od losu. Sam wybrał swoją ścieżkę.
- Co Ty robisz? - dopytał białowłosy podbiegając do swojego kolegi z drużyny.
- Wybrał drogę, pójdziemy w lewo - rzekł skręcając w owy kierunek. Dziewczyna pokręciła głową i również podbiegła do chłopaków.
- Można wiedzieć dlaczego akurat ta droga? - zapytała.
- Znam swojego kuzyna. To nie pierwszy raz, gdy widzę tego typu labirynt - odpowiedział odkręcając głowę do współtowarzyszy i szeroko się uśmiechając.
- To dość dziwne, jak na jounina. W szczególności jego klasy, ale ma jeden schemat, z tego co się orientuję to tutaj będziemy mieli jakąś małą pułapkę - Junsei przykucnął i wskazał reszcie drużyny metalową żyłkę, którą zaczął lekko naprężać.
- Oczywiste - dodał wstając i przechodząc nad linką.
- Czyste szczęście - stwierdziła Sendo również przechodząc nad linką - zobaczymy jak dalej Ci pójdzie. Yoshi nie chciał zostać w tyle więc również ruszył za drużyną będąc pełnym podziwu. Czuł się nawet dość pewnie z samozwańczym przewodnikiem. Odziwo podobnego odczucia była Sendo, która trzymała się dość blisko Junseia i nie zwracała zbytniej uwagi na otaczający ją teren. Brązowowłosy młodzik odwrócił się do swoich towarzyszy i idąc tyłem zaczął mówić.
- Pójdzie nam dość sprawnie całe to zadanie… - wybił się dość wysoko robiąc przy okazji przewrót w tył. Wylądował miękko na nogach.
Avatar użytkownika
Inochi
 
Posty: 530
Dołączył(a): 22 listopada 2009, o 18:02
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #017

Postprzez Inochi » 18 lutego 2018, o 21:17

Rozłożył ręce niczym wytworny akrobata po udanym wykonie najtrudniejszej powietrznej ewolucji i się ukłonił widowni złożonej z pozostałych członków drużyny. -... tadam! Gdy tylko ostatni dźwięk wydobył się z jego ust, ziemia pod jego stopami się. Isei uniósł głowę patrząc wprost na Yoshiego i Nenire. Na jego twarz malowały się strach i zdziwienie, gdzie druga emocja była dużo bardziej widoczna. Ziemia, na której stali zaczęła pękać wydając przy tym charakterystyczny, pusty dźwięk. Brązowooki próbował odskoczyć, ale w momencie, gdy jego stopy oderwały się od podłoża w miejscu w którym stał wydobyła się kamienna ręka, która powędrowała za chłopakiem. Chwyciła go za kostkę i szybko sprowadziła na ziemię w zdecydowanie brutalny sposób. Po tym jak Junsei znalazł się ponownie w rozświetlonym polu kamienna ręka zniknęła. Chłopak trzymając się za swoje żebra wstał dość ślamazarnie niczym nowonarodzony źrebak.
- Pięknie - powiedziała dziewczyna klaszcząc w dłonie. Chciała coś jeszcze dodać, ale przerwał jej donośny, wydobywający się zewsząd głos ich mistrza.
- Isei, to że wszystko wygląda tak samo nie znaczy, że wszystko jest takie samo. Twarz brązowowłosego wyrażała teraz jedynie przerażenie. Widać było, że nie chciał się ruszać nawet o milimetr.
- I co teraz? - zapytał Yoshi nie wiedząc co począć.
- Musimy Cię jakoś stamtąd wydostać - dodał po chwili, gdy zauważył, że żadne z jego towarzyszy nie ma zamiaru się odezwać.
- Jest to pieczęć, to oczywiste. Któreś z was może zna się na odpieczętowywaniu? - zapytał zdając sobie sprawę, że nawet gdyby Isei bądź Nenire znali się na pieczęciach to ta jest zbyt zaawansowana na ich poziom. Pokręcenie głowami tylko utwierdziło chłopaka w tym przekonaniu.
- Mimo wszystko mamy do czynienia z elementem ziemi. Oczywista oczywistość - stwierdził Yoshi. Miał nadzieję, że gdy wyrzuci z siebie niepoukładane myśli to zostaną jedynie te spójne, logiczne i użyteczne. Przybrał pozycję myśliciela i stukając palcem w brodę zastanawiał się nad problemem, który zgotował im ich sensei.
- Przecież to oczywiste - rzekł po mchwili uderzając się otwartą dłonią w czoło.
- Mamy do czynienia z Dotonem, a co jestem słabością ziemi? Tak, Raiton. Mogłabyś użyć jakiejś techniki i oswobodzić Junseia? - zapytał białowłosy czując lekką ekscytacje, że w końcu coś się ruszyło w tym labiryncie. Dziewczyna nim się wypowiedziała chwilę się zastanowiła nad odpowiedzią.
- Nie jestem mistrzynią ninjutsu więc też może być problem z celnością - przygryzła dolną wargę w geście konsternacji.
- Czyli co? Jak nie trafi to znów zostanę styrany przez tą kamienną rękę? - wtrącił pytaniem Junsei nim ktokolwiek zdążył zareagować.
- Kategorycznie zabraniam, kategorycznie…
- Więc musi wyskoczyć na tą wysokość? - zapytał Yoshi kompletnie ignorując Iseia. Dziewczyna kiwnęła głową, jednak jej twarz wciąż wyrażała niepewność.
- Isei, jak wyskoczysz na tą wysokość - powiedział Kyoui wskazując odpowiedni, mniej więcej półmetrowy pułap - to nic ci się nie stanie, prawdopodobnie.
- Prawdopodobnie? Prawdopodobnie?! - zaczął krzyczeć brązowowłosy na swojego kompana z drużyny.
- Tak, prawdopodobnie. Jest niewielka szansa, że Nenire chybi, ale jedynie jeżeli nie wyskoczysz na tę wysokość - odpowiedział młodzik znów wskazując gdzie ma skoczyć członek drużyny #017.
- Nie podoba mi się to w ogóle… - zaczął Isei, ale jego zdanie zostało przerwane w połowie przez jedyną dziewczynę w zespole.
- Nie ma czasu na użalanie się nad sobą, musimy działać - stwierdziła. Widać było, że w jej zachowaniu coś się zmieniło. Była pewniejsza siebie i zdeterminowana. Powolnie i skrupulatnie zaczęła składać każdą pieczęć.
-Gotowy? Na trzy - powiedziała i zaczęła odliczać. Na słowo trzy Junsei wyskoczył w powietrze, zaraz za nim z ziemi wydobyła się kamienna dłoń, której zadaniem było złapanie uciekiniera i sprowadzenie go nazad do ziemi. Jednakże w przeciwieństwie do poprzedniej sytuacji teraz na pomoc przyszła mu jego kompanka z drużyny - Sendo. Wystrzeliła z dłoni elektryczny impuls, który poleciał w stronę zbliżającej się ziemnej ręki. Ta miała już chwycić chłopaka za kostkę i zapewne znów przygwoździć do ziemi, jednakże technika Raiton w porę przebiła się przez cztery palce, co spowodowało, że dłoń została przekształcona w kupkę ziemi. Tym samym pozwoliło to wyswobodzić się Iseiowi jak i całej drużynie z opresji. Kyoui nawet z okazji powodzenia klasną z radości. Dziewczyna spojrzała się na niego z politowaniem.
- No co? Udało się i to w pięknym stylu - stwierdził po czym zaczął składać pieczęci do Doton: Kage bunshin no jutsu. Chciał stworzyć trzy ziemne klony, które miały posłużyć za swego rodzaju testerów. Pierwszy miał przejść normalnie po ziemi by sprawdzić czy pułapka dalej działa. Ku zdziwieniu białowłosego, gdy tylko jego ziemna kopia postawiła nogę w miejscu, gdzie jeszcze do niedawna znajdował się świetlisty okrąg, to nie wydarzyło się zupełnie nic. Chłopak spodziewał się takiej jednorazowej pułapki. Mimo wszystko postanawiał nie dezaktywować klonów by te dalej służyły za testerów.
- Pozwolicie, że to one będą teraz szły pierwsze? - zapytał dając polecenie swoim wiernym kopiom rozkaz by ruszyły do przodu i zatrzymały się dopiero na najbliższym rozwidleniu. Niedługo trzeba było czekać na owe.Mogli ruszyć na przód przed siebie lub skręcić w lewo. Jednakże alejka prowadząco po lewej stronie nie znajdowała się pod kątem 90 stopni jak to najczęściej bywa. Mimo że żadne z geninów nie posiadało kątomierza czy to jako narzędzia matematycznego, czy też niebywałej umiejętności wrodzonej do wymierzenia dokładnie co do stopnia, to można było spokojnie stwierdzić, że ścieżka, która mogli podążyć w jakiś sposób zawracała do wejścia. Gdy tylko się tam znaleźli twarz wszystkich trzech wersji Yoshiego wyrażały konsternację. Patrzył to na Junseia to na Nenire. Musieli podjąć decyzję, gdzie ruszyć dalej, jednak wolał nie pytać o kolejne rady swojego kolegi z zespołu. Nenire z wahaniem wskazała ścieżkę na wprost, choć jej twarz jasno mówiła “nie mam pojęcia” i to ze strachem w wymyślonym głosie. Yoshi posłuchał rady koleżanki i nakazał swoim wiernym kopiom ruszyć przed siebie. Cała trójka skierowała tam swe kroki, a zaraz za nimi Kyoui, Sendo i Junsei. Po przejściu niespełna dziesięciu metrów klony się rozpadły. Dosłownie. Nie zmieniły się w żadną kupkę ziemi czy też błota. Po prostu rozleciały się na kilka części.
Avatar użytkownika
Inochi
 
Posty: 530
Dołączył(a): 22 listopada 2009, o 18:02
Płeć: Mężczyzna

Poprzednia strona

Powrót do Misje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

  • Advertisement
Gry w przeglądarce