Welcome! Anonymous

Drużyna #25

Drużyna #25

Postprzez Chrupek » 27 lipca 2014, o 19:51

Drużyna #25
KiriGakure no Sato


Dowódca drużyny:
- Hiroto [NPC]
Członkowie drużyny:
- Kyusei Akarui [Luminous]
- Houzuki Akahito [Marcel]
- Amehara Izo [Kylko]

Byli członkowie drużyny:
brak

Historia Drużyny:
[27.07.2014 - rozpoczęcie działalności drużyny]

Informacje dodatkowe: brak
Chrupek
 
Posty: 255
Dołączył(a): 28 sierpnia 2008, o 22:34
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Chrupek » 27 lipca 2014, o 19:58

=========
Lokalizacja: okolice pomnika upamiętniającego odbudowę wioski, KiriGakure no Sato
Data: ???
Godzina: 10:00
=========


Trójka Chuuninów zebrała się pod okazałym pomnikiem upamiętniającym odbudowanie wioski po najeździe Kuro. Wszyscy niedawno zakończyli z sukcesem swój egzamin na Chuunina, po czym dostali dwa tygodnie wolnego, by nacieszyć się zdobytą z niemałym trudem nową rangą. Po tym miała rozpocząć się ciężka praca, zarówno nad własnymi umiejętnościami, jak i na rzecz wioski. Kilka dni temu otrzymali wiadomość, o której godzinie i gdzie mają się stawić, by rozpocząć dalszy etap w swojej owocnej karierze Ninja. Nie mieli pojęcia, kim będzie osoba, z którą się spotkają, dlatego czujnie wypatrywali i nasłuchiwali wszelkich przynajmniej podobnym ich rangą Shinobi, jacy zjawiali się w okolicy. Było jednak kilka minut po terminie, a nikt się nie zjawiał. Plac o tej godzinie był wyjątkowo pusty, gdzieniegdzie przebiegali pojedynczy Geninowie, ale na nich już czekająca trójka mogła spoglądać z góry, z racji swojej pozycji i te podrostki na pewno nie były osobami, które będą im wydawać dalsze dyspozycje.
- Tak, zgłosiłem się na to stanowisko. Wiesz, muszę coś odpracować, żadnych dobrych misji teraz nie dostanę. - Wszyscy usłyszęli głos z bocznej uliczki. Szło z niej dwóch łysych, szczupłych, lecz dość dobrze umięśnionych Shinobi w kamizelkach Jounina.
- No to słabo. Wiesz, ja teraz będę wyjeżdżał na dwa tygodnie, mam jakąś misję na wschodnim kontynencie. - Mężczyźni rozmawiali, jak gdyby nigdy nic, powoli zbliżając się do was. Każdy ich krok sprawiał, że mieliście dziwne wrażenie, jakby mężczyźni byli swoimi klonami, z racji identycznego wyglądu.
- O ja... z jednej strony zazdroszczę, z drugiej, wśród tych dzikusów, to nigdy nie przewidzisz.
- Heh, na pewno lepsze zajęcie, niż niańczenie prawie dorosłych Ninja. No i już sobie zrobiłem dobry zwiad na miejscu, będzie dobrze tam. - Powiedział drugi mężczyzna, podczas gdy obaj szeroko się uśmiechnęli na te słowa.
- Wiesz, u mnie też miały być fajne, nastoletnie dziewczyny, mówili. To masz ci, trzech chłopaczków mi rzucili, ja ich chyba zaj... o siema. - Zmieszał się nieco jeden z nich, gdy dostrzegł trójkę Chuuninów. Powiedział jeszcze do osoby, z którą przyszedł. - Dobra, na razie. Daj znać, jak będziesz wyjeżdżał, trzeba skoczyć jeszcze na jakąś popijawę przed wyjazdem, bracie.
Następnie mężczyźni przybili żółwia, po czym jeden z nich się oddalił. Wobec swojej postawy, Jounin nie musiał wymagać dodatkowej atencji, wszyscy już wystarczająco zwrócili na niego uwagę. Teraz, mogąc się mu przyjrzeć jeszcze bliżej, Chuunini mogli dostrzec, że był gdzieś przed trzydziestką. Prezentował dość luźny styl ubioru, pod kamizelką Jounina nic nie nosił, zielone bojówki były dośc mocno szerokie i opadały, ledwo uwidaczniając sandały. Sama jego twarz nie przywodziła na myśl wielkich światłych tego świata, a wręcz prezentował się raczej, jako ktoś z niewysoką inteligencją. Podobne wrażenie można było odnieść na podstawie jego zachowania, usposobienia.
- Jestem Hiroto, Jounin przydzielony do opieki, nadzoru nad wami. Nie jestem już takim Sensei, jakiego mieliście za czasów bycia Geninem, na prostsze misje będziecie wysyłani samotnie. Jednak cięższe misje, czasem jakieś treningi, czy ogólna obserwacja waszych poczynań, to teraz moja działka. Tak więc, zaczniemy. Muszę o was wypełnić kilka papierków, dlatego najpierw dostaniecie pewne formularze, które mi pomogą zarówno w biurokracji, jak i w dalszym rozwoju waszych umiejętności. - Po czym wyciągnął spod swojej kamizelki Jounina trzy wspomniane arkusze oraz ołówki, przekazując każdemu z podopiecznych Chuuninów po egzemplarzu. Na papierze widniało kilka pytań, po każdym z nich było trochę wolnego miejsca na odpowiedzi. Pismo było ręczne, jednak całkiem zgrabne i czytelne.

Formularz podopiecznego mistrza Hiroto

Imię i nazwisko:

Co jest moją najmocniejszą stroną:


Co jest moją najsłabszą stroną:


Co chciałbym poprawić:


Gdzie widzę siebie za trzy lata:


Gdzie widzę siebie za dziesięć lat:


Co jest moim celem w byciu Shinobi:


Co chciałbym, by zmieniło się w wiosce:


Co mogę sam zmienić w wiosce:


Za co kocham wioskę:


Czego oczekuję od swojego Sensei:




- Tylko się nie konsultujcie, samodzielnie. Rozpiszcie się trochę, mamy czas. Ma być też szczerze, niewygodnych wiadomości nie podam wiosce, jedynie wykorzystam dla siebie, he he. - Zaśmiał się, po czym obserwował swoich podopiecznych podczas pisania, wyciągając z głębokich kieszeni butelkę z wodą i popijając. W tym dniu, co nie zdarzało się często, wyszło słońce, dosyć mocno grzejąc i rozświetlając uliczki KiriGakure. Z niewiadomych przyczyn, Sensei chował się w cieniu pomnika.
Chrupek
 
Posty: 255
Dołączył(a): 28 sierpnia 2008, o 22:34
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Luminous » 1 sierpnia 2014, o 15:08

Kyusei Akarui #24


Przyszła do niego po południu, gdy wciąż wylegiwał się w łóżku, przeglądając szkice z bierzącego tygodnia. Ona też spała do późna, miała na sobie tylko koszulę nocną i koronkowe majtki. Jej piekielnie czerwone włosy były rozpuszczone, kaskadą opadały jej na szyję i plecy, aż po końce łopatek. I oczy. Energiczne i pewne siebie. Teraz z błyskiem porządania, zalotnie przygryzała wargi. Akarui zawsze uwielbiał patrzeć na nią rano. Na jej naturalne piękno i pociągającą przekorę, na małą złośnicę, gotową skopać Cię za krzywe spojrzenie. Kochał jej charakter, który tak idealnie zgrywał się z kolorem włosów. Nieujarzmiona jak płomienie. A mimo to wracała do niego, zawsze. Nie wiedział czemu, ale nie zastanawiał się. Cieszyło go to, w pewien sposób uznawał to za komplement. Czasem żartowali, że trzyma ją pod wpływem iluzji i widzi go o wiele lepszym niż jest w rzeczywistości. Potem doszli do wniosku, że to nie jest taki głupi pomysł.
Patrząc, jak zbliża się do jego łóżka, Akarui odłożył szkice na podłogę. A może stolik? Nie obchodziło go to, teraz liczyła się tylko ona. Jej piękno i harmonia przewyższały wszystko co do tej pory naszkicował i namalował. A może tylko mu się wydawało? Szkice jej trzymał schowane głęboko, nikomu ich nie pokazywał i nie zamierzał nikogo pytać o zdanie. Tym pięknem nie zamierzał się dzielić, pragnął zatrzymać całe tylko dla siebie. Egoistycznie. Ale to też go nie obchodziło. Usiadł na łóżku, pozwolił, by ona usiadła mu na kolanach. Natychmiast przywarł wargami do jej chętnych, czerwonych ust. Całował ją namiętnie i długo, jakby to były ich ostatnie chwile razem. Językiem szukał jej języka, by potem złączyć je w tańcu porządania. Rękami muskał jej skórę, poznawał każdy jej zakamarek, rozkoszował się tym dotykiem. Czuł, jak nabrzmiewa mu członek, gdy zaczeła całować i gryźć go po szyi. Wciągał zapach jej włosów jak narkotyk. Pozwalał jej ustom i zapachowi zrobić swoje, członek nabrzmiał mu całkowicie.
Zciągnął z niej koszulę i znów przywarł do jej warg. Trzy pocałunki w usta, po czym zaczął schodzić niżej, gryząc szyję, całując delikatną skórę. Rzucił ją na łóżko i zaczął pieścić jej piersi, gryząc prawy sutek. Wiedział, że to lubiła. Sama mu powiedziała, a w tym zakresie był pewien, że nie kłamała. Byli otwarci na siebie. Jeżeli jedno nie lubiło czegoś, co robiło drugie - od razu sobie o tym mówili. Pomagali sobie w łóżku, dawali instrukcje, by jak najlepiej zaspokoić tę drugą osobę. Wolną ręką odnalazł jej kolano. Delikatnie zaczął przesuwać palcami po jej skórze, po wewnętrznej stronie uda, coraz wyżej i wyżej. Słyszał jak jęczy z rozkoszy. Wiedział, że jest już gotowa. Delikatnie masował jej wargi sromowe i łechtaczkę przez majtki, po czym podniósł się i zsunął je. Ona również wstała, oplotła ręce wokół jego głowy i znów połączyli się w pocałunku. Krótkim, bo teraz to jej ręce zaczęły rozbierać jego. Zdjęła mu koszulkę od piżamy i, podobnie jak Akarui wcześniej, zaczęła go całować coraz niżej i niżej. Zdjęła mu spodenki i bokserki i wzięła jego członek do ust. Pomagając sobie ręką zaczeła go pieścić. Chłopak czuł jej język na swojej żołędzi. Jej kolczyk w języku był idealnym urozmaiceniem do ich zabaw. Położył dłonie na jej głowie i oddał się jej całkowicie. Powstrzymywał się jednak, by nie dojść w jej ustach. Brzydziło go to i nie wiedział jak miałby ją potem znów pocałować bez dokładnych zabiegów czyszczących. Wiedziała o tym. Pusciła go, wyprostowała się, nachyliła do niego i szepnęła mu do ucha:
-Dzisiaj chcę inaczej.
Chłopak spojrzał na nią z zaciekawieniem, po czym dał się pociągnąć w stronę biurka. Oparła się przodem o nie i wypięła tylem w stronę Akaruiego. Chłopak nie potrzebował więcej. Wszedł w nią nagle i gwałtownie, za każdym razem szybciej i mocniej. Wiedział, że jej charakter to lubi, że ona to lubi. Krzyczała swoim słodkim głosem, a jego ręce znów powędrowały w meandry jej ciała. Pchał coraz mocniej, wpatrzony w idealną figurę jej pleców, w jej czerwone włosy, teraz potargane w nieładzie, w tę spienioną krwistą kaskadę i delikatną skórę, której dotyk tak uwielbiał. Nie wiedział czy to zauroczenie, czy zdrowy osąd, ale dla niego była idealna. A jeszcze nie była do końca ukształtowaną kobietą.
Wyszedł z niej, obrócił ją i doszedł na jej brzuch, po czym wrócił na łóżko. Siedzieli tak zgrzani i spoceni, patrząc na siebie. Ona na biurku, on na łóżku. W końcu wstała i położyli się razem. Rozkoszowali się tą chwilą, nieczęsto mieli okazje na zbliżenia, więc wykorzystywali je gdy tylko była okazja. Cieszyli się sobą i doceniali te chwile. Szczególnie, że muszą się ukrywać, bo jak społeczeństwo zareagowałoby na związek siedemnastolatka i jego piętnastoletniej siostry?

***


Następnego dnia rano Akarui nie zwlekał ze wstaniem. Po dwóch tygodniach wylegiwania się w końcu dostał przydział i mógł kontynuować dążenie do swojego celu. Cieszyło go to. Mimo woli uśmiechnął się i zszedł z łóżka. Poszedł do kuchni, by nastawić wodę na kawę i sprawdzić, czy rodzice są w domu. Nie było ich. Nie było także Reiko. Wyciągnął kubek z szafki, wsypał kawę i dodał cukru. Woda po woli się gotowała. Wrócił do swojego pokoju, otworzył okno i wyskoczył na parapet. Usiadł, pozwalając swoim nogom zwisać. Uwielbiał to okno, naprzeciwko stał stary magazyn, opuszczony, a droga poniżej była zarośnięta i nieuczęszczana. Mógł tutaj spokojnie oddać się nałogowi. Wyciągnął papierosa i zapalniczkę, odpalił go, zaciągnął i poczuł pierwszą falę obrzydzenia. Krew zaczęła szybciej krążyć, gdy obudziły się w nim niechęć i pogarda dla samego siebie. Akurat był to przedostatni papieros. Będzie musiał kupić nową paczkę. Każdy kolejny wydatek oddalał go od upragnionego celu, ale Akarui zdawał się tym cieszyć. Mógł po prostu życ jako Shinobi, nie wychylać się, nic w życiu nie osiągnąć i przejść na emeryturę, o ile nie będzie miał pecha i nie zginie podczas wypełniania jakiejś śmiesznie łatwej misji. On tego nie chciał. Wyznaczył sobie swój cel i zamierzał do niego dążyć, jednak nigdy nic sobie nie ułatwiał. Na myśl o tym, że mógłby umrzeć zanim spełni marzenie uśmiechnął się, zgasił peta i wyrzucił go w krzaki przed oknem. Zszedł z parapetu akurat, gdy woda się zagotowała – czajnik świszczał w całym domu. Nie zamknął okna i poszedł do kuchni. Zalał kawę i zaczął rozglądać się za czymś do jedzenia. Całe szczęscie zostały resztki z kolacji. Makaron z sosem pomidorowym. Znowu się ucieszył, lubił makaron. Miał potem dużo energii. Gdzieś znalazł jeszcze resztki sałatki warzywnej, nałożył sobie porcję i zjadł, nie marnując czasu. Dopił kawę i wrócił do pokoju. Wyciągnął tabakierę, sypnął sobie trochę proszku, wciągnął w obie dziurki i już nagi poszedł do łazienki wziąc prysznic. Umył się szczególnie dokładnie, na wypadek gdyby misja zajęła więcej czasu. Nie chciał zacząć śmierdzieć już pierwszego dnia. Wyszedł, wytarł się i wysmarkał tabakę w ręcznik. Wrzucił go do kosza do prania i poszedł się ubierać. Gdy tylko skończył wyciągnął ze swojej teczki plik rysunków. Szukał jednego. Pierwszego aktu Reiko, gdy była jeszcze niewinna i tajemnicza, a w ten sposób pociągająca. Znalazł go, ostrożnie złożył na dwa razy i włożył do wewnętrznej kieszeni bezrękawnika. Włożył katanę do pochwy, poprawił rękawiczki i wyszedł z domu.
Szedł ulicami wioski z uśmiechem na twarzy, miał wyjątkowo dobry humor. Minął nawet interesująco wyglądającą dziewczynę i poprosiłby pewnie o pozowanie, gdyby czas go nie gonił. *Może nawet pierwszy przywitam się z nową drużyną?* Pomyślał. Jego umysł był czysty i otwarty. *Nie, jednak nie. Nie mogę wyjść na napalonego gnojka. *
Wyciągnął ostatniego papierosa, odpalił go i wyrzucił paczkę, notując w pamięci, by w drodze do domu kupić kolejną. Nie zamierzał palić przy nowej drużynie. Będzie idealny. Albo i nie? Zależy kogo spotka.
Na miejscu pojawił się jako pierwszy, usiadł więc pod samym kamieniem i zaczął rozmyślać. Już chciał wyciągnąć szkicownik i ołówek, ale dokoła nie było niczego wartego uwiecznienia, przez co pogorszył mu się humor. Zaczął się zastanawiać, czy nie powinien przerzucić się na pisanie, gdy na miejsce dotarło kolejnych dwóch chłopaków. Myśląc, że to jego nowi kompani przedstawił się standardową formułką i znów pogrążył się w myślach. Ze świata artyzmu wyrwały go dopiero odgłosy zbliżających się osób. Dwóch mężczyzn, którzy głosno o czymś dyskutowali. Akarui nie wnikał, pewnie nawet nie powinien. Jeden z nich został, a drugi poszedł dalej swoją drogą. Ten, który został przedstawił się jako Hirito, nowa niańka Akaruiego. Chłopak ucieszył się w duchu, gdy usłyszał, że niktóre misje będą wypełniać sami. Miał tylko nadzieję, że reszta jego drużyny zna swoje umiejętności i są rozsądni jeśli chodzi o ich używanie. Najwyżej będzie musiał ich temperować. Młody chuunin po chwili dostał arkusz i ołówek do jego wypełnienia. Przeleciał po nim wzrokiem. Mniej więcej standardowe pytania. Nie zwlekał, w końcu dostał polecenie.


Formularz podopiecznego mistrza Hiroto

Imię i nazwisko: Akarui Kyusei

Co jest moją najmocniejszą stroną: Ambicja

Co jest moją najsłabszą stroną: Ambicja

Co chciałbym poprawić: swoje umiejętności we władaniu kataną

Gdzie widzę siebie za trzy lata: na Twoim stanowisku

Gdzie widzę siebie za dziesięć lat: Jako Twojego przełożonego

Co jest moim celem w byciu Shinobi: zarobienie jak największej ilości pieniędzy, wyrobienie sobie dobrego imienia, jak mój ojciec

Co chciałbym, by zmieniło się w wiosce: Klimat i architektura

Co mogę sam zmienić w wiosce: mogę nauczyć mieszkańców jak odnaleźć i docenić piękno

Za co kocham wioskę: żadnych szczególnych powodów

Czego oczekuję od swojego Sensei: dobrych umiejętności dowodzenia


Krótko, zwięźle i na temat. Chłopak wstał i oddał arkusz, czekając na dalsze polecenia.
Avatar użytkownika
Luminous
 
Posty: 179
Dołączył(a): 6 czerwca 2010, o 15:42

Re: Drużyna #25

Postprzez Marcel » 1 sierpnia 2014, o 18:21

Houzuki Akahito #25
Obrazek

Luz, nieróbstwo i nuda. Tak najkrócej można określić dwutygodniową przerwę po otrzymaniu rangi chuunina. To jednak nie awans był głównym powodem do radości, lecz oficjalne rozwiązanie poprzedniej drużyny, a co za tym idzie rozstanie z byłym członkiem drużyny, cholernym Shimizu, który notabene również wskoczył na wyższy szczebel drabinki shinobi. Fakt faktem niedługo po skasowaniu poprzedniego zespołu dwójka świeżo upieczonych chuuninów spotkała się, by rozstrzygnąć konflikt nasilający się przez szczeniackie lata. Żadna ze stron jednak nie wygrała. Choć Akahito czuł pewien niesmak, to ową konfrontacją aż nadto się nie przejmował. Może ostatecznie nie dopiął swego i nie pokazał swojej wyższości nad znienawidzonym rówieśnikiem, ale istotniejszy był brak konieczności dłuższego spoglądania na jego mordę i współpracowania z nim. Kiedyś jeszcze wróci do sporu i poucina temu kutasowi ręce.
Najzwyczajniej w świecie olał to wszystko, gdyż nie był typem człowieka, który przejmuje się wszelkimi drobiazgami. A zatem nadszedł czas prawdopodobnej sielanki, braku jakichkolwiek zobowiązań i możliwości ciągłego obijania się bez potrzeby szukania wymówek. Nic bardziej mylnego. Od czasu awansu matka stała się bardziej czepialska niż zwykle. Jak dotąd dawała mu sporo swobody i nie okazywała szczegółowej gorliwości w jego wychowaniu, tak teraz zaczęła sporo gadać, że teraz jest chuuninem i powinien skupić się na pracy, że musi się stać bardziej sumienny, że nie pozwoli mu na przebimbanie tych dwóch tygodni, że musi doszkolić, że większa odpowiedzialność, że takie tam bzdety. Od samego słuchania tych wszystkich komentarzy matki miał największą chęć przybrać formę kałuży i w takim stanie przeczekać calutki wolny czas, byleby mieć spokój. Tak się jednak niestety nie dało. Przez owe dwa tygodnie musiał wykazać się przynajmniej odrobiną pracowitości podczas treningów pod okiem rodzicielki. Na całe szczęście ta miała swoje obowiązki, przez co nie mogła ślęczeć nad synkiem całych dni, a więc Akahito wciąż miał sporo czasu do opieprzenia się. Niemal każdego dnia spędzał po kilka godzin w dużym, klanowym basenie, gdzie czuł się po prostu wyśmienicie. Nadmierna ilość wolnego czasu zaowocowała również częstszymi niż zwykle wizytami u ojca mieszkającego na obrzeżach wioski. O ile ten nie był zbyt umęczony poprzednim wieczorem ordynarnego chlania (a taki zdarzał się i po kilka razy w tygodniu), zabierał swego syna na jakieś odludzie, gdzie pracował z nim nad umiejętnościami walki bronią białą. Młodzieniec może i nie był w stu procentach zadowolony z faktu, że przez awans na chuunina oboje rozwiedzionych rodziców zmuszali go do pracy, ale z drugiej nabierał dzięki temu na sile. Dopiero powoli zaczął zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji, czekających na niego obowiązków, a także i związanego z nimi ryzyka.
W ten właśnie sposób upłynęły mu te krótkie wakacje. Treningi pod okiem ojca lub matki przeplatał z obijaniem się, a chęć aktywnej działalności jako shinobi coraz bardziej u niego narastała. Nie mógł się doczekać stawieniu czoła nowym wyzwaniom.

***

Sam początek dnia wyglądał dość podobnie do pozostałych. Co prawda po raz pierwszy od dwóch tygodni wstał na dźwięk budzika, ale nie była to jakaś szczególna różnica. Potem wskoczył w standardowe ubranie i opuścił skromne cztery ściany, be zejść na parter klanowej rezydencji. Udał się do wspólnej dla całej siedziby jadalni, gdzie przysiadł przy stole przed przygotowanym posiłkiem. Posiadłość Houzuki choć rozległa, była naprawdę słabo zaludniona, przez co nieskromne mlaskanie i siorbanie młodzieńca rozchodziło się echem przez okoliczne korytarze. Kiedy prawdopodobnie najważniejszy posiłek dnia miał już za sobą, skierował się w stronę łazienek z zamiarem odbębnienia porannej higieny. Największą uwagę poświęcił przed lustrem, doglądając swojego niezwykle starannie upiłowanego uzębienia, z którego był niezmiernie dumny. Szczerząc do swego odbicia kilka złośliwych uśmiechów zaliczył codzienną rutynę.
Miał jeszcze trochę czasu do swej dyspozycji. Spędził go w jedyny słuszny sposób – kąpiąc się w klanowym basenie. Wykonał rozbieg, zrzucił po drodze wszystkie swoje szmaty i z ogromną lubością wskoczył do ukochanej wody, w której czuł się równie swobodnie, co na lądzie. Granica pomiędzy wodnym środowiskiem, a jego ciałem praktycznie nie istniała. Stanowili jedność. Akahito mógłby tak cały dzień. Zapewne nurkowałby, pływał, leżał na powierzchni cieczy przez najbliższe kilka, czy nawet kilkanaście godzin. Niestety, albo i stety tej beztroski był już koniec. Już niebawem miał przywdziać uniform, wyruszyć na miejsce zbiórki i tym samym wrócić do aktywnej służby. Ze znacznym ożywieniem wykonywał w wodzie wszelkiego rodzaju akrobacje, rozmyślając przy tym nad zbliżającym się spotkaniem. Był bardzo podekscytowany, nie mogąc się doczekać nowych współtowarzyszy. Mimo nieprzyjemnych doświadczeń spoglądał na przyszłość w optymistyczny sposób. Nareszcie będzie się coś dziać.
Gdy zbliżała się już odpowiednia godzina, powoli wygramolił się z wody i zupełnie nago, z uśmieszkiem na twarzy przespacerował się do swoich skromnych czterech ścian. Tam ubrał swój standardowy strój oraz pachnącą jeszcze nowością kamizelkę chuunina. Potem wyposażył się w podręczny arsenał i kilka butelek wody, a na koniec podszedł do opartej o ścianę solidnej daikatany, starannie wypucowanej poprzedniego dnia. Parszywo wyszczerzył ząbki do sporych rozmiarów ostrza, ciesząc się na samą myśl o upiększeniu swej ulubionej broni krwią wrogów.
- No, w końcu! – rzekł sam do siebie, dobywając wielkiego miecza. Delikatnie opuszkiem palca przejechał po krawędzi ostrza licząc, że wkrótce będzie miał okazję znowu je wypróbować. Zwykłe, bezpieczne treningi w żaden sposób nie mogły imitować prawdziwych, porządnych starć. Po tej krótkiej chwili nakręcania się zawiesił daikatanę na plecach, by następnie wymaszerować ze swojego pokoju, a potem z rodowej posiadłości. Spokojnym krokiem przemierzał kolejne uliczki Kirigakure, zmierzając w stronę pomnika upamiętniającego odbudowę wioski. Właściwie to białowłosemu takie miejsca były troszkę obojętne, ale przyszły sensei najprawdopodobniej był sentymentalny, albo przynajmniej darzył dużym szacunkiem historię i dotychczasowy dorobek wioski.
Tempo włóczęgi i rozmyślanie nad potencjalną drużyną miast na szybkim dotarciu do celu miało skutek w drobnym poślizgu czasowym. Jak się jednak już okazało na miejscu, na owe drobne spóźnienie mógł sobie pozwolić, gdyż dowódca świeżo skompletowanego zespołu też nie wykazał się szczególną punktualnością. Nie musiał więc za bardzo czekać, ale też stracił okazję do dłuższej pogawędki z nowymi kompanami, na co i tak znajdzie się wkrótce okazja.
- Houzuki Akahito – przedstawił pewnym, jak najbardziej stanowczym głosem, robiąc przy tym dość parszywy uśmieszek, odsłaniając część bielutkich, starannie wypiłowanych ząbków. Trochę się w tym wszystkim zgrywał, chcąc wyjść groźnie i poważnie, by wywołać jak najlepsze pierwsze wrażenie. Zaraz po tym usłyszał rozmowę dwójki mężczyzn, którzy moment później okazali się być… identyczni? Bliźniacy, klony, albo cholera wie co. Tak czy inaczej, Akahito dość krzywo się na nich patrzył i słuchał ich dialogu. Ze słów jednego z osobników wynikało, że jest on nikim innym jak dowódcą przyszłej drużyny, co wcale nie było dla niego powodem do radości. Właściwie to chłopak wcale mu się nie dziwił, rola sensei faktycznie była bardzo uciążliwym zadaniem. Wracając jednak do osoby samego przywódcy nowej drużyny – wydawał się całkiem w porządku. Z wyglądu miał raczej swobodny styl, a w mowie i zachowaniu również był nieformalny, co było na plus. Białowłosy chuunin mógł zatem przypuszczać, że z Hiroto będzie możliwe znalezienie wspólnego języka. Ostatnią rzeczą o jakiej marzył było posiadanie nauczyciela-służbisty z batem, który spina się o byle gówno.
Wsłuchał się uważnie w słowa mężczyzny. Jego mniejsza rola i większa swoboda ich trójki była całkiem zrozumiała. Jako chuunini posiadali już pewne doświadczenie oraz umiejętności, a zatem nie potrzebowali ciągłej opieki niańki. Rosnący przez ostatnie sekundy entuzjazm Akahito nagle spadł, kiedy tylko sensei wspomniał o jakichś formularzach do wypełniania.

Obrazek

- A czy to jest konieczne? Musimy psuć tak dobrze zapowiadające się spotkanie jakimiś niefajnymi papierkami? Na samą myśl o nich się rozpływam… – odrzekł tonem najprawdziwszego marudy. Rzeczywiście, jego słowa należało brać jak najbardziej dosłownie, gdyż właśnie w tym momencie jego ciało zaczynało tracić swój pierwotny kształt, stało się wodniste i bez konkretnej formy. Scenka ta trwała przez następną chwilę, aż w końcu młody Houzuki zrozumiał, że w ten sposób niestety nic nie ugra.
- Miejmy to jak najszybciej za sobą – powiedział z wyraźną niechęcią i odeprał od jounina kartkę papieru oraz ołówek. Z grymasem twarzy usiadł na pobliskim schodku lub murku i zaczął czytać kolejne pytania. Początkowo miał plan odpowiadać na te najprostsze, a trudniejsze omijać, ale gdy przeleciał wzrokiem od góry do dołu kartki, która wtenczas nie została uzupełniona choćby jedną małą literką, musiał ugryźć to jakoś inaczej. Przez najbliższe sekundy przełamywał tę wielką niechęć do leżącego przed nim formularza, aż wreszcie ścisnął mocniej ołówek i zaczął coś w końcu bazgrolić.

Formularz podopiecznego mistrza Hiroto

Imię i nazwisko: Akahito Houzuki

Co jest moją najmocniejszą stroną: Posiadanie najlepszego kekkei genkai. Ponoć jestem też zdolny, ale gdybym napisał to jako pewnik to nie mógłbym dopisać też skromności. Hehe.

Co jest moją najsłabszą stroną: Mówią, że się nie przykładam, ale ja się tymi komentarzami nie przejmuję.

Co chciałbym poprawić: Najlepiej wszystko! Począwszy od ninjutsu, kończąc na walce mieczem (z naciskiem na to drugie).

Gdzie widzę siebie za trzy lata: Może jako członek Siedmiu Mistrzów Miecza?

Gdzie widzę siebie za dziesięć lat: Aż tak bardzo w przyszłość nie wybiegam…

Co jest moim celem w byciu Shinobi: Być silnym, cenionym, robić co się chce. Heh, a tak właściwie to służyć wiosce, to znaczy wykonywać z sukcesem powierzone zadania.

Co chciałbym, by zmieniło się w wiosce: Chciałbym ściągnąć nad wioskę deszczowe chmury, by ciągle padał deszcz.

Co mogę sam zmienić w wiosce: A po co coś zmieniać? Jeśli już, to mogę pozbawić wrogów wioski ich głów.

Za co kocham wioskę: Za to, że jest dużo wody. Ale mogłoby być więcej.

Czego oczekuję od swojego Sensei: Że nie będzie się za bardzo napinał i nauczy mnie pożytecznych rzeczy. Poza tym liczę na w miarę dobrą atmosferę w zespole. A, właśnie, oczekuję, że nie będzie już więcej takich formularzy. Są dość uciążliwe...

- Chyba już wszystko... - Wstał i ruszył w stronę jounina w celu jak najszybszego pozbycia się kartki. Podczas oddawania formularza wyraźnie zerkał na te napisane przez pozostałą dwójkę, chcąc zaspokoić swoją ciekawość i dowiedzieć się jak najwięcej o swoich kompanach. Oczywiście próba ta niekoniecznie musiała mu się udać, ale przynajmniej nie będzie sobie pluł w brodę, że nie próbował.
Avatar użytkownika
Marcel
 
Posty: 31
Dołączył(a): 21 sierpnia 2009, o 23:13
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Kylko » 1 sierpnia 2014, o 21:52

Amehara Izo

*Krok-krok. Wdech-wydech. W bok. Drzewo, drzewo. Ominąć, przeskoczyć. Gałąź, kamień. W dół, w górę. Chronić oczy, powiedzmy lewą ręką. Drzewa, drzewa, slalom, slalom. Proste.*
Ledwie ubrana postać, mknęła przez las, z pozoru po prostu biegnąc do przodu, przed siebie. Przyjrzawszy się bliżej można by jednak dostrzec jak czasem wykonuje jakieś niepotrzebne ruchy ciałem, omijając niewidzialne przeszkody. Na dodatek...
- Widzę cię. - zaszumiało tętno w skroniach.
*Naprzód. Unik, przysiad, unik. Auć! Skąd tu ta rozpadlina nagle... Kostka obdrapana, a w powietrzu zapach własnej krwi. Niedobrze, niedobrze. Trzeba biec. Szybciej.*
Chłopak zatoczył się trochę, po tym jak nierówno postawił stopę w miejscu, gdzie okazał się być dół, po czym złapał poprzednią równowagę dopiero po dobrych kilku krokach, wymachując jeszcze przy tym komicznie rękoma, byleby się nie przewrócić.
*Skupienie. Tylko za celem, za nią, złapać ją. Zapach mięty. Jakieś bagno tu jest, czy co?! Ech, skupienie. No. Trzeba ocenić odległość. Dam radę. A co tutaj tych chrząszczy taka chmara?! A, orgia, nie przeszkadzam.*
Gdzieś tam po drodze, armie połyskująco zielonych owadów, odbywając tłumnie swoje gody, rozproszyły chwilowo uwagę chłopaka. A jego cel tylko na tym korzystał, ginąc co chwila w gęstwinie liści i przeciskając się jeszcze zwinniej pomiędzy gałęziami.
*Ech, dobra jest, chociaż zupełnie nie umie się maskować. Ale co tam. Nawet się prawie nie spociłem. Ale słońce dziś. I jak już wysoko. O kurde.*
Przygryzł wargę, jednocześnie, przyspieszając jeszcze bardziej i w kilku susach przemierzając kolejne kawałki terenu.
*Dobra, mam cię! Kończmy to.* - wyskoczył w powietrze, przeskakując niewielki krzaczek i robiąc obrót w powietrzu, upadł możliwie jak najciszej na ziemię po drugiej stronie, na czterech kończynach. Wbił w nią wzrok, ona również obdarowała go tym samym, chociaż zdecydowanie mniej wiedziała o co w tym wszystkim może chodzić.
*Następnym razem... Może przynajmniej będziesz uciekać...* - wstał, wzruszył ramionami i rzucił się w drogę powrotną. Niewielka wiewiórka, najspokojniej w świecie odpoczywająca pod krzaczkiem, gryząc w spokoju znaleziony radośnie żołądź, odprowadziła go spokojnie swoimi czarnymi oczkami.

Amehara Izo wpadł pod pomnik na pełnym biegu, zlany potem, ale oddychający miarowo. Z racji na niesprzyjającą pogodę tego dnia, na górze miał tylko kamizelkę, na dole standardowo spodnie. Był boso, a jego kostka delikatnie krwawiła od jakiegoś otarcia. Na policzkach wymalowane miał po dwie kreski barw maskujących, zdecydowanie niepotrzebnych w obecnej sytuacji.
- Amehara Izo – przywitał się ze wszystkimi, starając się powiedzieć te słowa wyraźnie, po czym rzucił sakwę na ziemię i siadł obok niej pod pomnikiem. Chwilę oczekiwania na senseia wykorzystał na okręcenie krwawiącego miejsca warstwą bandażu. Jednocześnie, słyszał dość dobrze rozmowę jounninów zmierzających mniej więcej w ich kierunku.
*Wschodni kontynent.* - oczy chłopaka zrobiły się większe, gdy usłyszał te słowa. Cokolwiek jednak sobie o tym myślał, szybko przekonał się, że nigdzie póki co się nie wybiera. Chłopak słuchał przybyłego człowieka z pewną uwagą, starając się chłonąć każde słowo. Nie przeszkadzało mu to jednak w jednoczesnym dłubaniu w lewym uchu w poszukiwaniu bliżej nieokreślonych zagadek. Trudno było mu powiedzieć coś o Hiroto. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza tym iż prawdopodobnie miał brata bliźniaka. Jego plan przyszłej współpracy również zdawał się być akceptowalny. W tej kwestii, w kwestii treningów i wyszkolenia, Izo cenił sobie wioskę i w gruncie rzeczy darzył zaufaniem twarde metody nauczania, mógł więc podejrzewać, że tu również nie będzie miał nic do zarzucenia.
*Papiery?! Mam wypełniać papiery?!* - przewrócił oczami odbierając kartkę i ołówek, a jego mina była przy tym jeszcze bardziej wykrzywiona niż standardowo.
*To jakaś kara czy co...* - przewinęło mu się jeszcze przez myśl, po czym ugryzł się w wargę.
*Nie marudzić. Pisać. Pisać.* - przyprowadził się do porządku. Najpierw jednak obejrzał kartkę ze wszystkich stron, jakby z mimowolnym oporem zabierając się za to co miał wykonać. W każdym razie, po nieco dłuższej wewnętrznej walce, nabazgrał:

Formularz podopiecznego mistrza Hiroto

Imię i nazwisko:
Izo Amehara

Co jest moją najmocniejszą stroną:
tropienie i walka we mgle

Co jest moją najsłabszą stroną:
genjutsu

Co chciałbym poprawić:
ninjutsu

Gdzie widzę siebie za trzy lata:
w Ansatsu Butai

Gdzie widzę siebie za dziesięć lat:
martwego w chwale Ukrytej Mgły

Co jest moim celem w byciu Shinobi:
pokazanie, że nie trzeba posiadać Kekkei Genkai by być silnym shinobi

Co chciałbym, by zmieniło się w wiosce:
żeby ciągle padał deszcz

Co mogę sam zmienić w wiosce:
nie wiem

Za co kocham wioskę:
to mój dom

Czego oczekuję od swojego Sensei:
że może nie za często będą takie formularze i że pomoże mi zostać dobrym ninja


Nie umknęło chłopakowi jak sensei schował się w cieniu, chociaż wcale nie było to aż tak dziwne, a także to, że jeden z jego nowych kolegów podczas oddawania papierów, wyraźnie próbował dowiedzieć się co Izo ma napisane na swojej kartce. Młody Amehara podrapał się chwilę w głowę nie bardzo wiedząc co ma z tym zrobić. Gdyby zorientował się wcześniej, że Akahito chce obejrzeć jego wypowiedzi to pewnie chętnie by mu je wręczył, a tak teraz było już trochę za późno. Izo czuł się jednak źle w stosunku do nowego towarzysza, więc wydobywszy z kieszeni jakieś wymizerowane śliwki mirabelki w liczbie pięciu, podał je na otwartej dłoni swojej nowej ekipie, w pierwszej kolejności jednak częstując Akahito.
- Bardzo dobre.
w sercu:
Obrazek
Avatar użytkownika
Kylko
 
Posty: 258
Dołączył(a): 12 lipca 2010, o 23:32
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Chrupek » 10 sierpnia 2014, o 11:54

=========
Lokalizacja: okolice pomnika upamiętniającego odbudowę wioski, KiriGakure no Sato
Data: ???
Godzina: 10:17
=========

- Nie rozpisaliście się, to przeczytam od razu. - Smutną wiadomość przekazał Chuuninom Sensei, bowiem przez jego zachowanie musieli czekać dalsze kilka minut, zanim rozpoczną swoje obowiązki jako ninja. Hiroto czytał uważnie, jednak nie dało się po nim poznać żadnych emocji w trakcie odczytywania formularzy. Gdy skończył, chwilę jeszcze jakby przetwarzał przekazane mu informacje, po czym schował kartki do kamizelki Jounina i wreszcie się odezwał.
- Jak myślicie, że te formularze są badziewne i nie chcecie ich wypełniać, to poczekajcie, aż wam przyjdzie wypełniać raporty z misji. Będziecie poprawiać pięć razy, bo jakiejś paniusi za biurkiem nie spodoba się, że użyliście wulgaryzmu, czy nie podaliście ile kwiatków było pod mostem, po którym przechodziliście. Ale dosyć tego biadolenia. - Wyciągnął tym razem całkiem spory zwój, który po rozwinięciu się, zawierał spore ilości tekstu. Obawa trójki Shinobi dosyć szybko została jednak rozwiana, nie był to kolejny formularz do wypełnienia, a coś znacznie ciekawszego.
- Skoro tak się rwiecie, to mam dla was od razu misję. - Mówił Hiroto, tym razem jednocześnie czytając tekst. - Chcę was przetestować, dlatego będę was obserwował i nie będę w niczym pomagał, chyba, że będzie tragicznie. Od tego zależy nasza przyszła współpraca. Akarui, mianuję cię podczas tej misji "przywódcą", aczkolwiek macie współpracować, poznać wzajemnie swoje umiejętności. Macie zwój, ja znikam, ale nie rozhasajcie się za bardzo, bo ja gdzieś tam będę z boku na was patrzył. - Po czym przekazał zwój wskazanemu tymczasowemu przywódcy drużyny, po czym znikł w dymie, nie czekając nawet na ewentualne dalsze pytania.

Misja: Likwidacja nielegalnej areny walk

Zleceniodawca: Harima Yoshitaki, zarządzający oficjalną areną Kiri-Gakure

Miejsce kontaktu z zleceniodawcą: biuro zarządzającego areną Kiri-Gakure, godziny 9.00- 15.00

Podstawowe informacje: zauważone podejrzane zachowania w bliżej nieokreślonym miejscu. Prowadzi się nielegalne walki shinobi, gdzie zmuszani są, najczęściej Geninowie, ale także Chuunini do walki. Metodami zmuszenia do walki są iluzje kontroli ciała, zastraszanie, pobicia. Kilku Sensei potwierdza dziwne zachowania swoich Shinobi i podejrzenie o branie udziału w procederze. Złoczyńcy jedynie w ramach podejrzeń, jednak na mocnym poziomie z racji opanowania zaawansowanych technik. Możliwa konfrontacja i walka. Więcej informacji, wraz ze wskazaniem podejrzewanych sprawców u zleceniodawcy misji.

Cel misji: całkowita likwidacja procederu, polegająca na infiltracji organizacji i zatrzymaniu sprawców

Cele poboczne: zdobycie danych dotyczących osób biorących udział w walkach, zarówno ze strony organizacyjnej, jak i listy Shinobi zmuszanych do walki

Dostępne środki: w nagłych, nieprzewidywanych wypadkach możliwe wezwanie sił pacyfikacyjnych, umiejętności wykonujących misję

[..]


W dalszej części zwoju znajdowały się jeszcze zeznania, które jednak nie dawały więcej danych na temat misji niż to, co zawarte zostało w krótkim streszczeniu misji. Jednak w razie potrzeby, Chuuninowie mogli skorzystać z dalszych zeznań do dotarcia do osób zeznających, a znajdowało się tam kilku Sensei mówiących o podejrzanych zachowaniach i ranach swoich podopiecznych, rozmowy z kilkoma podopiecznymi, którzy do niczego się nie przyznali. Zawarte także były rozmowy z pracownikami oficjalnej areny, z których pozostali pracownicy odsyłali do zarządzającego, który jako główny zbierał własne dowody w tej sprawie, a znowu zeznania z zleceniodawcą dają te same informacje, co przedstawione powyżej.
Jedyną istotną rzeczą, którą zanotowali trzej Shinobi, było wypadnięcie karteczki ze zwoju, zapisanej strasznymi bazgrołami, którą po dłuższym dekodowaniu można było odczytać jako:

Przypomnij im o:
- mają się pospieszyć, bo walki odbywają się najczęściej ponoć koło południa,
- podejrzane jest zachowanie niektórych pracowników areny, nie udzielają prawie żadnych informacji/
Chrupek
 
Posty: 255
Dołączył(a): 28 sierpnia 2008, o 22:34
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Luminous » 19 sierpnia 2014, o 21:27

#25 Kyusei Akarui, Houzuki Akahito, Amehara Izo


Zanim zaczęli zajmować się zleconym im zadaniem, Izo zdecydował spróbować jeszcze raz poczęstować swoich kolegów śliwkami z kieszeni:
- Na prawdę smaczne, częstujcie się. - powiedział z uśmiechem wyciągając w stronę dwójki garść żółtych śliwek.
Akarui zerknął na śliwki i wybrał z nich najmniejszą. Nie jadł takich jeszcze, wolał klasyczne owoce jak mango, granaty czy ananasy.
-Skoro już zrobili nam psikusa mianując mnie dowódcą, to proponuję, żebyśmy usiedli, pałaszowali śliwki i wymienili się najpotrzebniejszymi informacjami między sobą. - Dokończył śliwkę i usiadł na ziemi. Ogarnął wzrokiem kompanów, po czym kontynuował -Ty, z wielkim mieczem. Możesz zacząć. Powiedz co umiesz, czego nie, i jaki masz koncept na wykonanie tej misji.
- Hmm… śliwki są niezłe, mają jakieś 80% wody - oznajmił Akahito szczerząc się szeroko, po czym szybkim ruchem zgarnął z dłoni towarzysza kilka śliwek. Wygodnie klapnął sobie na podłożu, położył miecz obok siebie i wrzucił pierwszy z owoców do ust. - Co umiem? Siekać, rżnąć, rąbąć… - zaczął, parszywo ukazując klawiaturę spiłowanych zębów. - Ponadto znam też nieźle ninjutsu, oczywiście w zakresie żywiołu wody. Chyba słyszeliście o Houzuki, co? A co do misji… najchętniej poszedłbym na tę arenę i poucinałbym głowy wszystkim tym, którym trzeba. Po co się niepotrzebnie spinać? Najlepiej utorować sobie najłatwiejszą drogę… - skończył, wrzucając do ust kolejną śliwkę.
Akarui patrzył tępo na Houzukiego uwiedziony prostotą jego wywodu.
-Dobra, będziesz mięsem armatnim - skonkludował. Przeniósł wzrok na kolejnego kompana, który wcześniej przedstawił się jako Izo. -A co Ty nam powiesz?
Wywołany do odpowiedzi chłopak przewrócił oczami.
- Dałem wam śliwki i to nie wystarcza? - westchnął, po czym z przekąsem podrzucił owoc do góry i złapał go w otwarte usta. - Najlepiej czuję się w walce we mgle i gdy mogę z zaskoczenia zaatakować przeciwnika. Znam też kilka prostych technik ninjutsu. Póki nie znajdziemy miejsca areny to trudno mówić o jakimś planie, ale może dobrze by spróbować wejść tam pod pretekstem chęci wzięcia udziału w walkach, a potem poucinać im tam wszystkim głowy z zaskoczenia? - zapytał prawie retorycznie.
- Mogę spróbować wkręcić się jako uczestnik, czy coś. Swoją drogą nie wspomniałem jeszcze, że moje umiejętności świetnie też nadają się do zwiadu - dodał i standardowo pochłonął następną ze śliwek. - Masz jeszcze? - zwrócił się do Izo.
- Sorka, nie mam, ale wiem gdzie jest ich dużo, hehe - wzruszył ramionami z lekkim uśmieszkiem młody Amehara.
- Podsumowując: obaj jesteście typowymi Kirijczykami, z tym, że Śliwek woli robić to co lubi po ciemku, a Houzuki na otwartym terenie i pewnie jeszcze przy widowni. To chyba nawet dobrze. - Akarui podrapał się po brodzie, wziął patyk i zaczął bazgrać po piachu niekształtne rzeczy. -Zrobimy tak: Houzuki będzie udawał zawodnika, a Śliwek będzie odgrywał jego sponsora. Musimy tylko znaleźć miejsce tych walk i dowiedzieć się, jak przebiega rekrutacja. Nie wydaje mi się, żebyśmy musieli zrobić to wszystko dzisiaj od razu. Najchętniej wszedłbym dzisiaj tam sam i rozpoznał teren, a Was wysłał jutro na czyszczenie.
Młody rysownik zrobił przerwę, sprawdzając, czy żaden z jego towarzyszy nie chce mu przerwać.
- Zaraz, koleś. Ty ani nie lubisz śliwek, ani nie lubisz ciąć głów, powiedz co potrafisz, ok? - zapytał Izo.
-Nie powiedziałem, że nie lubię, po prostu nie zamierzam wchodzić w ciemno w nieznany teren przeciwko nieznanej ilości przeciwników, z nieznanymi umiejętnościami i nieznanymi brońmi. Broniami. Cokolwiek. Wolę się najpierw dowiedzieć co i jak, a dopiero potem ryzykować. - wyjaśnił po krótce Akarui, odrzucając za siebie patyk. Szukał kolejnego, ale nic w pobliżu nie znalazł. Wyrównał więc ziemię nogą i chwycił najbliższy kamień.
- Hm, no dobra. Ale mam wrażenie, że jednak musimy się tym zająć dziś. Czytaliście tę notkę? - Izo zacytował fragment: - “Przypomnij im o: - mają się pospieszyć, bo walki odbywają się najczęściej ponoć koło południa.”
- Dobra, to zanim zrobimy wjazd i puścimy wszystko z dymem pobawimy się w szpiegów, proste - dodał Akahito wzruszając ramionami.
-Dymem… dymem… - powtarzał jak mantrę Kyusei. -Ha! Genialne i proste! Nie no dobra… strasznie debilne, ale proste i szybkie! - wstał i otrzepał tyłek. - Znajdziemy to miejsce i jeżeli nie będzie to lokacja w plenerze, będziemy mogli zamknąc wszystkich i ją po prostu spalić. Zero ryzyka, misja wykonana, oprócz celów dodatkowych.
- Że tak bez ucinania głów? W sumie dosyć szybko, ale bez frajdy - skomentował Houzuki.
- To najpierw do zarządcy areny? Nie możemy też wykluczyć, że to właśnie on zarządza też nielegalną częścią, więc jak się do niego bezpośrednio zwrócimy to nam nic nie powie, albo zwiedzie nas na manowce. Więc dobrze by było by tylko powiedzmy dwójka z nas do niego poszła, tak by nie znał trzeciej osoby. Ewentualnie pomoże nam technika Henge, co wy na to? - zapytał Izo.
-Nie możemy też wykluczyć, że to Ty, ja, Łysy, albo dziadek Akahito. Nie ma sensu iść do niego w kilku, możemy się rozdzielić. Jeden weźmie zarządcę, drugi pójdzie do urzędu dopytać się wszystkiego, a trzeci zrobi coś innego. Możemy dzisiaj poświęcić dzień na zgromadzenie informacji, bo w niecałe dwie godziny i tak nie znajdziemy tej areny, ani nie będziemy przygotowani dostatecznie, by skończyć misję. - Zrobił salto i usiadł znowu.
- Nieźle, podoba mi się to. Tak nazbieramy najwięcej informacji. Ja mogę pokręcić się wśród zwykłych pracowników legalnej areny, może puszczą parę z pyska. - zaproponował Śliwek.
- Niech tak będzie. Potem można przyjrzeć się kręgowi podejrzanych, który ma wskazać zleceniodawca - powiedział, przesuwając palcem po ostrzu miecza leżącego obok niego.
Akarui siedział zamyślony. Targała nim wewnętrzna walka. Oto kolejny raz został mianowany dowódca oddziału i z jednej strony nie chciał tego, najchętniej złapałby Łysego i kazał jemu przewodniczyć tej zbieraninie świeżaków. Nie miał najmniejszej ochoty brać odpowiedzialności za dwóch napaleńców gotowych wkroczyć do walki z kimkolwiek, byle tylko się ponaparzać.
*Ten drugi przynajmniej robi to z ukrycia* próbował się pocieszyć.
-No chuj, nie ma co zwlekać. - Wstał, otrzepał się, strzelił z kości, poprawił ubranie. Nie podejrzewał, że tak szybko dopadnie go głód. A może to przez drugą stronę mgły (Copyright Luminous 2014), przez to lekkie podniecenie? Znów mógł dowodzić, wiedział, że jeżeli on zaplanuje akcje, to pewnie nie spieprzą jej zbyt mocno, ale jeżeli zrobi się gorąco to może nie utrzymać nerwów na wodzy . - Ale z drugiej strony nie ma się co spieszyć. Plan mniej więcej jako taki mamy. Houzuki pójdzie na arenę, pewnie Cię już tam znają, plus nie wyglądasz zbyt mądrze. Jeżeli dobrze to rozegrasz i zapytasz, powiedzmy, o jakąś lepszą rozrywkę, bo nasza Kirijska arena jest nudna, mam nadzieję, że Ci uwierzą, że faktycznie szukasz innego miejsca do trenowania.
- Lepiej uważaj na słowa - odparł gniewnie, obdarowując Akaruiego lodowatym spojrzeniem.
Kyusei wywrócił tylko oczami i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Nie poświęcał więcej uwagi zaczepkom Akahito.
-Ja wezmę urząd. Znają tam mojego ojca i to dosyć dobrze, podobno nawet jestem do niego podobny, spróbuję jakoś wykorzystać koneksje rodzinne, gdyby coś poszło nie tak. Dalej nie wiem tylko co z Izo. Masz jakiś trop? - bezpośrednio zwrócił się do Śliwka.
- Wydawało mi się, że już proponowałem. Mamy też informację, że pracownicy areny zachowują się jakoś dziwnie, więc spróbuję się wśród nich pokręcić i może coś dowiedzieć, ok? - odpowiedział zapytany.
-Areną zajmuje się Akahito, chociaż może to i lepszy pomysł wysłać Was dwóch. - Akarui przeciągnął się. -Nie, jednak nie. Od razu wzbudzicie podejrzenia i nic Wam nie powiedzą.
Izo wzruszył ramionami. W końcu to on zaproponował to pierwszy, więc jakby nie miał ochoty się wycofywać.
-Spójrz na to tak: dzień jak codzień, przychodzi osiłek się ponaparzać i wygrywa jak zawsze wszystkie walki. Logiczne jest, że się nudzi i nikogo nie zdziwi, jeżeli będzie pytał o inne formy rozrywki. Natomiast dwóch kolesi, którzy poznali siędzisiaj rano i od tej samej chwili przebywają non stop razem, pytając o to samo budzi podejrzenia już na kilometr. - nie ustępował Akarui.
- Wyobraź sobie, że ja mam technikę Henge, hehe. Oczywiście, że pójdę tam jako genin, który przyszedł poćwiczyć na arenie.
- Mi to wszystko jedno, raczej się dostosuję do każdego planu. Mogę pójść sam i jeśli mi nie uda się zdobyć potrzebnych informacji to pójdzie następny. Wpadanie w grupkach to chyba jednak zły pomysł - stwierdził Akahito.
- Nikt nie musi od razu wiedzieć, że się znamy. Przecież nie mamy tego napisane na czołach. Chyba.
Akarui zaczął się powoli denerwować. Problem w dowodzeniu polegał na tym, że często trafiali się podwładni z własnym zdaniem. Najgrosi z nich byli uparci podwładni z własnym zdaniem. Gdyby trafił mu się idiota, mógłby przynajmniej zrzucić jego nieporadność na defekt mózgowy, niestety Izo nie dawał mu powodów do tego. Idiocie też można coś wytłumaczyć używając mądrych słów, uparty będzie ciągle dążył do swojego, nawet jeżeli na głowie się stanie próbując mu uświadomić, że jego planem można sobie dupę podetrzeć, a to i tak będzie duże wyróżnienie. Nie chciał się powoływać na autorytet, bo żadnego jeszcze nie miał, dopiero będzie musiał sobie takowy wyrobić. Ocenił w myślach przebieg dzisiejszego dnia i oprócz otwartego przyznania się do niechęci do dowodzenia, nie poszło mu źle.
-Nie możecie iść razem. To, że nikt nie wie, że się znacie będzie też minusem, gdy nagle, wyjątkowo, pierwszy raz kiedykolwiek, Houzuki przyjdzie z kimś. Ludzie potrafią dodawać, a informacje szybko się rozchodzą. Każdy wie, że chuunini mają dwa tygodnie wolnego, i ktoś w końcu zrozumie, że Akahito dostał przydział, a ten kolejny bezimienny którego ze sobą przytargał jest najpewniej jego towarzyszem z drużyny - wyjaśnił Kyusei, po czym przetarł czoło, marszcząc je. Iskierka podniecenia zaczynała przygasać w dymie bezradności.
- Słowo dowódcy to słowo dowódcy - oznajmił białowłosy Śliwkowi, figlarnie się do niego uśmiechając. - Nie ma co budzić podejrzeń. Jak mamy tam już iść oboje, to osobno i w różnym czasie.
Izo podrapał się po nosie.
- Myślę, że dałoby właśnie radę to tak załatwić, żeby nikt nas nie skojarzył, ale dobra. Zgodzę się na twój plan. Przypomnij mi tylko, proszę, jakie jest moje zadanie. - zwrócił się do Akaruiego.
-Twojego zadania jeszcze nie ma, jedyny trop jaki mamy to to, że zleceniodawcą jest zarządca areny, którego ja przepytam w urzędzie. Houzuki pozbiera ploty na samej arenie, a Ty… no nie wiem. Jeżeli nie macie innych pomysłów to póki nie zbierzemy informacji możesz iść po śliwki, a potem Cię wyślemy na zwiad. - Akarui znowu zmienił pozycję, sam nie wiedział co go dzisiał wzięło, ale nie mógł usiedzieć ani ustać w jednym miejscu.
- Jak ci się będzie nudziło to co najwyżej możesz poplątać się po tych opiekunach smarkaczy, którzy rzekomo są zmuszani do walki. Ale śliwiki to o wiele lepsza opcja, to fakt -skomentował zadowolony Akahito.
-Punkt dla Akahito, zapomniałem o tych świadkach - zreflektował się Akarui. - Tym się zajmiesz. - Zwrócił się już bezpośrednio do Izo.
- Cholera, dałem plamę*. A mogły być śliwki… - stwierdził pod nosem białowłosy, spluwając na ziemię tuż obok.
- Dobra, mogę poszukać ich i spróbować dowiedzieć się cokolwiek. Czy robimy jakieś miejsce zbiórki o konkretnej godzinie? - przytaknął na wszystko głową i dodatkowo zapytał.
-Tak - rzucił lakonicznie Kyusei. -Spotkajmy się o 13 w barze “Pod Śliwką”, w tej tamtej dzielnicy, na tej tamtej ulicy. Na pewno wiecie gdzie.
- Dobra, trafię. W takim razie powodzenia. - Izo zaczekał chwilę, czy jego towarzysze nie mają jeszcze czegoś do powiedzenia, a potem zapamiętawszy informacje ze zwoju, ruszył w swoją stronę.
Akarui nie powiedział już nic więcej, skinął tylko głową towarzyszom, machnął ręką i odszedł w stronę widnokręgu, gdzie znajdował się cel jego podróży: biuro zarządcy areny KiriGakure.
- Przynieś śliwki! - krzyknął Houzuki do odchodzącego Izo. Potem odprowadził wzrokiem obu towarzyszy, aż wreszcie sam z pewną niechęcią wstał powoli i zabrał swój miecz. Z wolna ruszył w stronę znajomej mu areny, po drodze wywijajac młynki daikataną dla rozgrzania nadgarstków.
Avatar użytkownika
Luminous
 
Posty: 179
Dołączył(a): 6 czerwca 2010, o 15:42

Re: Drużyna #25

Postprzez Kylko » 22 sierpnia 2014, o 22:34

Amehara Izo

Po wypisaniu formularzy i przeczytaniu ich przez nowego senseia, przyszła kolej na pierwsze zadanie. Izo był tym faktem całkiem zaciekawiony, aczkolwiek gotów był wykonać to wszystko niczym rutynową pracę, co zresztą było poniekąd oczywistością. Jednocześnie wyglądało to wszystko trochę jak taki trening, w którym młodzi chuunini mieli się poznać, zwłaszcza, że ogólnie to mieli być obserwowani przez ich przełożonego. Na prawdziwe misje pewnie przyjdzie jeszcze czas.
*Dobra, wszystko okaże się, gdy popracujemy z tymi kolesiami. Hmm...* - westchnął, gdy Hiroto ni stąd ni zowąd już niemal w pierwszych swoich słowach i bez jakiejkolwiek możliwości zapoznania się chłopaków ze sobą mianował jednego z nich przywódcą tej niewielkiej drużyny. Niemniej zamiast zastanawiać się nad tym, należało przejść do wykonania misji, na wszelkie pytania i rozliczania się przyjdzie czas po wykonaniu zadania.
Sensei zostawił chłopaków, aby mogli sami ustalić swój plan, był to więc dobry moment by co nieco ze sobą porozmawiać. Izo nie zamierzał podnieść się z ziemi, gdzie ostatnio przebywał, obwiązując kostkę. W kilku badawczych spojrzeniach zapoznał się z przekazanym im zwojem. Informacje tam zawarte były dość ogólnikowe, jednak zawierały chyba wszystko co wiedziała o sprawie sama wioska. Szkopuł tkwił więc w tym, by nie tylko samą misję wykonać, ale by najpierw odpowiednio rozeznać się w terenie i dowiedzieć się co, gdzie i jak. Chłopak trochę zastanawiał się po co komu taka nielegalna arena na której zmuszano by dzieciaki do walk. Nie znał się jednak za bardzo na takim biznesie, o ile można to było tak nazwać. Kto wie, czy nie był to po prostu ulubiony sposób spędzania wolnego czasu przeznaczony dla jakichś dziwacznych ludzi. Jakkolwiek by nie było i jakiekolwiek byłyby podstawy funkcjonowania tej areny a także Atwoody dla których należało ją zamknąć, to po prostu należało się tym zająć. Izo nie zastanawiał się przesadnie nad rozkazami, a nawet jeżeli gdzieś tam z tyłu głowy świtało mu, że co nie gra, to przecież nie bardzo miało to znaczenie. Był tu po to by pracować i za to mu płacili, więc jako przykładny robotnik, pytań za wiele nie zadawał. Wgłębił się jeszcze raz w otrzymane informacje, wraz z kartką z dodatkowymi wpisami.

Nie przewidywał by udało im się jeszcze dziś dotrzeć na miejsce nielegalnej areny, zwłaszcza, że trudno by powiedzieć ile czasu zajmie im w ogóle dostanie się w jej rejony. Ogólnie nie zauważył by mieli jakiś konkretny limit czasowy, więc sprawa nie była paląca. Chociaż osobiście wolałby to załatwić szybko, to jednak pewna ostrożność w tym przypadku była wysoce wskazana.

Niemniej, rozpoczęła się rozmowa, gdzie ponownie chłopak wyskoczył ze śliwkami, które szybko zyskały uznanie, szczególnie w oczach Akahito. Izo obserwował dobrze swoich rozmówców, a także starał się zapamiętać ich głosy i zapachy. Obaj z nich używali długich mieczy, chociaż na zdecydowanie bardziej do tego przysposobionego wyglądał właśnie Akahito.
*Houzuki, hm. Więc będę współpracował ze sławnym klanem, co prawda to nie to samo co Sabataya, ale zobaczymy na co go stać, ale w żadnym razie nie uważam by takie zęby były praktyczne... Poza tym, to co mówi zgadzałoby się z tym jak wygląda, zwłaszcza, że dźwiga to cudo. To miecznik pełną gębą, ale pewnie jest w stanie też zaskoczyć czymś niekonwencjonalnym. Chętnie to zobaczę.*
Ich lider przedstawiał się za to nieco inaczej, a pierwsze co rzuciło się w oczy to to, że dość dobrze, niemal natychmiast odnalazł się w roli przywódcy.
*Akarui być może już nim był, a może po prostu uznał, że tak będzie prościej, gdy ktoś od razu weźmie to na siebie. Tym lepiej, w razie czego nie oberwie się mnie, hehe.* - kołatało się w głowie Izo, w momencie, gdy na jego twarzy wykwitał błogi uśmieszek spokoju. *Swoją drogą, najpierw wymagał od nas opowiedzenia o tym co umiemy, a potem nie dość, że sam o sobie nie opowiedział z własnej woli, to jeszcze olał mnie, gdy dodatkowo go o to poprosiłem. Chce mieć tajemnicę, niech ma.*
Dalsza rozmowa opierała się na wymyśleniu jakichś planów. Trudno było jednak rozmawiać o wejściu na arenę, nie wiedząc gdzie jest i jak się tam dostać. Sprawa stanęła więc na tym, że trójka rozdzieli się i spróbuje zdobyć informacje, które po złożeniu do kupy mogłyby wreszcie naprowadzić ich na trop. Izo nie był w tym za dobry. Miał wrażenie, że nie umie rozmawiać za bardzo z ludźmi, szczególnie, że jego facjata również nie przedstawiała się specjalnie pięknie, a raczej odwrotnie. Machnął już rękę na to, że niezbyt dokładnie go wysłuchano i mimo iż najpierw to on osobiście zaproponował wyruszenie na rozmowy wśród pracowników areny, Akarui zdecydował się wysłać tam Akahito. Wygrała zasada przywództwa i brania odpowiedzialności, a z tym chłopak nie zamierzał się użerać.
Zapamiętawszy nazwiska osób-świadków wymienionych w zostawionym im dokumencie, ruszył by ich odnaleźć i spróbować się czegoś dowiedzieć.
w sercu:
Obrazek
Avatar użytkownika
Kylko
 
Posty: 258
Dołączył(a): 12 lipca 2010, o 23:32
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Marcel » 24 sierpnia 2014, o 01:29

Houzuki Akahito #25
Obrazek

Brak zbędnej zabawy, lecz natychmiastowe przejście do konkretów. Żadne milusie integracje, czy wesołe treningi. Jounin przejrzał tylko na miejscu wypełnione formularze, a potem poinformował drużynę o przydzielonej misji, która rozpoczynała się tu i teraz. Pozostawił trójkę samych z powierzonym im zadaniem. Otrzymali odpowiednie instrukcje, z którymi Akahito od razu się zapoznał, zresztą podobnie jak pozostali. Po przebrnięciu przez wszystkie dokumenty wniosek nasuwał się dość oczywisty – więcej gry w kotka i myszkę niż konkretnej akcji. Nie, żeby miał tylko siekanie w głowie, ale cały proces odnalezienia nielegalnej areny i rozpracowania siatki osób za nią odpowiedzialnych wydawał się dość skomplikowany i czasochłonny, co za tym idzie kłopotliwy. Akahito bardziej przepadał za zleceniami mniej złożonymi, a stawiającymi więcej na samą konfrontację, w czym odnajdywał się najlepiej. Mimo wszystko był shinobim, żołnierzem do realizowania powierzonych mu celów. Nikt go przecież nie będzie drapał za uszkiem i pytał, co mu pasuje, a co nie. Otrzymuje takie, a nie inne zadania i musi je wykonać, co najwyżej marudząc przy tym cicho pod nosem. Taki już nieszczęsny ten los. Misja i tak nie zapowiadała się na szczególnie złą. Jej tłem miały być walki, więc przy właściwym obrocie spraw mogłoby stać się całkiem ciekawie.
Ogółem rzecz biorąc, nie było wcale tak źle. Nowy zespół wzbudzał ciekawość i nadzieję na owocną, przyjazną współpracę. Trafienie na jakichś mruków, drętwych kołków, czy zwyczajnych kutasów nie było przecież pożądane. Swóją drogą również ważne, że to nie białowłosemu chuuninowi przypadła rola dowódcy. Jego specyficzny charakter oraz luzacki sposób bycia niezbyt nadawały się na te stanowisko. Jeśli wytypowany na dowodzącego Akarui będzie wykazywał choć odrobinę predyspozycji do tej roli i nie będzie odwalał za nadto, to Houzuki z pewnością dostosuje się do jego komend. Tak czy inaczej, chłopak przestał snuć domysły, gdyż zaraz miał się przekonać, z kim ma do czynienia. Członkowie nowo skompletowanego zespołu rozpoczęli dyskusję na temat zadania.

***

Uraczony śliwkami, zadowolony Akahito nie wcisnął się na siłę w każde zdanie swych towarzyszy. Był raczej umiarkowany, jeśli chodzi o ilość wypowiedzi. Odpowiadał na zadane pytania i dodawał swoje trzy grosze, jeśli takowe miał. Momentami popisywał się, jak to miał w zwyczaju, ale te popisy przyniosły odwrotny skutek niż zamierzony. Odniósł wrażenie, jakby Akarui traktował go jako nierozgarniętego głupka, który potrafi jedynie wywijać kawałem żelastwa. Nie był pewien, czy był jedynym takim przypadkiem, czy aktualny przywódca był po prostu bufonem. Tak czy inaczej, takie traktowanie znacznie drażniło reprezentanta klanu Houzuki. Odnalazł w tym jednak drobny pozytyw – będąc uznanym za mniej myślącego prawdopodobnie nie otrzyma skomplikowanych założeń. Jakieś tam pocieszenie, ale niesmak pozostaje. Co do drugiego kompana, ten nie wyróżnił się ani na plus, ani na minus. A, nie. Poczęstował śliwkami, więc był w porządku. Podsumowując całokształt, wychodziło i tak o wiele, wiele lepiej niż poprzedni zespół białowłosego, w którym na nieszczęście męczył się spory kawał czasu.
Młodzieńcy wymienili się między sobą spostrzeżeniami i ustalili najbliższy plan działania. W pierwszej kolejności należało zebrać możliwie jak najwięcej informacji, przede wszystkim od zleceniodawcy, ale warto było też spróbować rozejrzeć się na arenie. Jako, że to Akahito z całej trójki był facetem z największym mieczem, to właśnie on najlepiej pasował do tego zadania. Zjawi się na miejscu, popyta, wykaże zainteresowanie rozrywką na wyższym poziomie. Może ktoś z napotkanych tam osób będzie miał jakieś wiadomości na temat mniej legalnej sceny. Brzmiało to dość przystępnie. Houzuki oczywiście nie zamierzał spartolić swojej roli. Plama na samym starcie zapewne potwierdziłaby wstępną ocenę Kyuseia. Chociaż jeśli już miałoby to nastąpić, to przecież nikt nie musiałby o tym wiedzieć…
Dyskusja dobiegła końca, a trójka chuuninów rozdzieliła się. Białowłosy spokojnym krokiem ruszył w stronę dobrze znajomej mu areny. Pierwsze chwile wędrówki urozmaicił sobie efekciarskimi wymachami daikatany. Kiedy to mu się już znudziło, odwiesił broń z powrotem na plecy i sięgnął po butelkę z życiodajnym płynem. Uzupełnił zapasy wody w organiźmie kilkoma solidnymi łykami. Zbliżał się powoli na miejsce.
Avatar użytkownika
Marcel
 
Posty: 31
Dołączył(a): 21 sierpnia 2009, o 23:13
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Chrupek » 28 sierpnia 2014, o 19:53

Kyusei Akarui

Chłopak, wyznaczony jako dowódca podczas tej misji wziął na siebie zadanie porozmawiania z zarządcą areny. Oddzielił się od reszty drużyny, by udać się na wskazane miejsce biura. Na swojej krótkiej drodze nie napotkał zbyt wielu osób, tym bardziej tych wartych uwagi. Jego oczom ukazał się budynek nieopodal siedziby Kiri-Gakure no Sato, na którym wśród licznych tablic z nazwami różnych firm mających tutaj swoje zaplecze biurowe, odnalazł jedną z najciekawszych, a zarazem najbardziej w obecnej chwili go interesujących. Na czarnym tle, krwistoczerwonym, lekko fosforyzującym, dzięki czemu łatwiejszym do odczytania, widniał napis "Biuro Areny Kiri-Gakure no Sato. Harima Yoshitaki". To tylko upewniło chłopaka, że trafił do właściwego miejsca. Budynek był jednym z większych w całej wiosce, jednak nie odstawał zanadto swoją architekturą od innych. O ile z zewnątrz wydawał się być całkiem zwyczajny, to wnętrze było całkiem bogato zaaranżowane, z wykorzystaniem drogich materiałów, na dodatek wyczyszczonych do połysku. Dla osób lubujących się w bogatych materiałach, było to na pewno miejsce małego zachwytu, natomiast dla tych mniej jarających się tego typu bogactwem, pomieszczenie sprawiało wrażenie, że błyszczy się tu jak psu jajca. Na dodatek, każde biuro posiadało tutaj własne oznaczenie, w którą stronę należy iść, by dotrzeć do ich miejsca, co doprowadziło do walki na jak największe zwrócenie uwagi na swoją firmę. Tak więc złote tablice najlepszych prawników Kiri mieszały się z srebrnymi prywatnych lekarzy, by gdzieniegdzie być przedzielone bijącym po oczach różem, na którym widnieje nazwa firmy wydającej czasopisma dla dorosłych mężczyzn. Szczęściem w tym gąszczu dla Akarui'ego było to, że arena Kiri pozostała wierna swojemu stylowi z zewnątrz, więc łatwo odnalazł w tym wszystkim czarną tablicę z krwistym napisem i strzałką. Gdy już trafił pod odpowiednie drzwi, okazało się, że jedna osoba jest przed nim. Dwudziesto-kilkuletni Ninja z dużym zanbatou przy sobie, przepitą twarzą i gębą wskazującą na iloraz inteligencji odwrotnie proporcjonalny do wielkości swojego miecza. Tuż po przyjściu Chuunina na miejsce wyszła na zewnątrz młoda, biuściasta sekretarka w biurowym stroju, który uwypuklał jej walory, wywołując Shinobiego z Zanbatou na spotkanie z Harimą Yoshitakim. Spytała także o powód przyjścia Akarui, lecz na wzmiankę o tym, że ten przybył tu z powodu misji, automatycznie zapisała go na spotkanie ze swoim szefem i wskazała na poczekanie w środku. Jak widać, biuro podzielone było na dwa pomieszczenia, pierwsze zajmowała właśnie sekretarka, a drugie drzwi prowadziły już do zarządcy areny. Chłopak miał więc krótką chwilę na zajęcie się sobą, bądź wpatrywaniem sie na atrakcyjną sekretarkę. Po chwili jego uszu doszły krzyki z pokoju, za chwilę jakiś szczęk mieczy, po czym z pomieszczenia wybiegł widziany wcześniej Shinobi. Zarządca areny zajrzał przy okazji do pokoju sekretarki, spojrzał, że Akarui oczekuje na spotkanie z nim, więc go zaprosił do środka. Pokój był gustownie urządzony, w stylu kojarzącym się z walką. Kilka obrazów przedstawiających walczących Ninja, kilka starannie wykonanych okazów broni, zwoje i podobne im przedmioty widniały w lśniących gablotkach. Sam Harima Yoshitaki, jedyna osoba, która znajdowała się w pokoiku poza Chuuninem, był stosunkowo niskim i szczupłym mężczyzną po pięćdziesiątce, z siwiejącymi włosami, jednak jego wyprostowana, pewna sylwetka i surowy wyraz twarzy budziły szacunek. Spojrzał przenikliwym wzrokiem na swego rozmówcę, po czym powiedział.
- Witam, jestem Harima Yoshitaki, zarządca areny Kiri-Gakure. Rozumiem, że pan w związku z misją, jaką zleciliśmy wiosce?

Amehara Izo

Chociaż Izo nie był w pełni zadowolony z przebiegu rozmowy ze swoimi nowymi kompanami, udał się wykonać wyznaczone mu zadanie. Być może miał chęć wykonania innego zadania, czy większego wzięcia pod uwagę jego sugestii, jednak musiał się zadowolić tym, czym chciał. Zapamiętał dane o osobach, które zdawały się mieć kontakt z tym niecnym procederem, jednak pozostało mu jeszcze podjąć decyzję, do której osoby najpierw się zgłosić. Z danych, przedstawionych na zwoju z misją, streścić można było następujące informacje:

Sensei drużyny #287 - Moriwaka Momoru, lat 22, Jounin - zeznał dziwne zachowania swojego podopiecznego, Genina Toru Morimasy, lat 14. Uciekł z miejsca wykonywania misji koło godziny 11:30, by wrócić o 13 z wyraźnymi ranami na ciele. Nie chciał udzielić informacji, co się stało. Kilka dni później, po dniu wolnym, również wrócił z nienaturalnymi obrażeniami. Osłabła jego koncentracja, z wzorowego Shinobi stał się najsłabszy w drużynie, opóźniający akcję.

Rozmowa z Toru Morimasą nic nie wniosła, choć chłopak może coś ukrywać. Wszystko zwalał na ostry trening, jaki przechodzi.

Sensei drużyny #29723572 - Koike Doppo, lat 38, Jounin - początkowo podejrzewał gwałt na swojej Genince, Sekozawie Eiko, lat 13, jednak później uznał, że dziewczyna walczyła i została silnie poturbowana. Zauważył, że dziewczyna nie jest w pełni skupiona na nauce, jak wcześniej. Osłabiony kontakt z drużyną.

Sekozawa Eiko mówi, że kompletnie nie wie, o co chodzi z nielegalną areną.


Poprzez biuro Mizukage Izo mógłby uzyskać informację o ewentualnym miejscu przebywania danych osób, zarówno jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, jak i ewentualnie miejsce wykonywania misji bądź treningu. Musiałby jedynie przedstawić odpowiednie informacje o wykonywanej misji i celu otrzymania informacji. Mógł także poprosić o kontakt do większej ilości osób, jednak to wiązało się z dłuższym czasem oczekiwania na uzyskanie danych, a także w przypadku wyjątkowo upierdliwego urzędnika, odmową. Nawet jednak przy uzyskaniu większej ilości adresów, gdzie mógł spotkać dane osoby, musiał wybrać, z kim będzie chciał porozmawiać najpierw. Do wyboru miał zarówno Jouninów, jak i Geninów.

Houzuki Akahito

Jako ostatni z trójki Chuuninów, którzy mieli tworzyć nową drużynę #25 ruszył młody Houzuki. Jego wymachiwanie daikataną po drodze tradycyjnie wiązało się z wyzywaniem go przez kilka starszych babć, zachwytem młodych Geninów, czy studentów akademii i nie zwracaniem na to uwagi przez zwyczajnych Shinobi, przyzwyczajonych do różnych odchyłów w tej wiosce. Więc dopóki nie naruszył niczyjej cielesności swoim zachowaniem, a za taką niektórzy też odbierali obszar pięciu metrów wokół siebie, Akahito mógł wędrować w stronę areny nawet bawiąc się swoim mieczem. Ludzi po drodze napotykał niewielu, więcej z nich kręciło się przy samej arenie, gdzie demontowano instalacje przygotowane na uroczystość jakiegoś zasłużonego weterana wioski. W związku z deinstalacją i wczesną godziną obecnie nie odbywały się żadne walki, nie zmieniało to jednak faktu, że życie toczyło się tutaj jak zawsze, więc i zwykłych pracowników areny było całkiem sporo. Pomijając samych strażników, w części administracyjnej budynku Akahito mógł dojrzeć już kilka obiektów, z którymi mógł porozmawiać. Rozpoczynając od starej pani w szatni, która na tym zawodzie najprawdopodobniej zjadła zęby, wręcz widać było po niej typową manierę doświadczonej, niechętnej, nieco zgryźliwej szatniarki. Samo jedno spojrzenie mówiło o niej wszystko i ona najwyraźniej chciała, by tak było. Gdzieś po korytarzu ze stosem papierów krzątał się od pokoju do pokoju młody, wychudzony facet w pociesznych okularkach, sprawiający wrażenie życiowego nieudacznika, ciamajdy i co tam jeszcze mogło się nasunąć w głowie Houzukiego. Znajdowało się tu kilka pokoi, gdzie również mógł znaleźć jakichś pracowników, jednak swoje biuro na zewnątrz, pod wielkim napisem "Zapisy", miała młoda dziewczyna, której wygląd sprawiał wrażenie, jakby usilnie starała pozbyć się swego przesadnie młodzieńczego wyglądu, mocno się malując i wykonując inne, podobne u dziewczyn czynności. Ciężko było jej jednak oszukać swoją młodzieńczo wyglądającą twarz i dosyć płaską klatkę piersiową, choć wiadomo było, że jest pełnoletnia, skoro pracowała w tym miejscu. Świeżo upieczony Chuunin miał przed sobą sporo pracowników areny, z którymi mógł porozmawiać, wybór należał tylko do niego.

Terumi Ami

Dziewczyna długo nie dowiadywała się o swoim nowym przydziale, gdy zawiadomiono ją, że będzie członkinią jednej z tradycyjnych drużyn Shinobi. Kilka dni czekała, by uzyskać zdawkową informację jedynie o miejscu, gdzie ma się udać. Wskazywało ono na ubocze placu, gdzie znajdował się pomnik upamiętniający odbudowę wioski. Długo czekała na moment, gdy ktoś do niej podejdzie i powie, czym dalej ma się zajmować. Mogła chwilę poobserwować otoczenie, ludzi przewijających się przez plac. Widziała starszego mężczyznę wyprowadzającego swojego dużego psa, młodą matkę z dzieckiem w wózku, starą babcie jadącą sobie z wózeczkiem na zakupy, kilku ścigających się ze sobą młodych Geninów, trzech Chuuninów rozmawiających ze sobą i wcinających śliwki pod samym pomnikiem, jakąś zakochaną parę, siedzącą na ławeczce, czy kolesia ucinającego sobie drzemkę na ławce. Dopiero wtedy przed nią zjawił się Jounin przed trzydziestką. Prezentował dość luźny styl ubioru, pod kamizelką Jounina nic nie nosił, zielone bojówki były dość mocno szerokie i opadały, ledwo uwidaczniając sandały. Sama jego twarz nie przywodziła na myśl wielkich światłych tego świata, a wręcz prezentował się raczej jak ktoś z niewysoką inteligencją.
- Witaj Ami, jestem Hiroto. Być może twój nowy Sensei, choć już nie tak ściśle z tobą współpracujący, jak za czasów bycia Geninką. Ale najpierw mam dla ciebie zadanie. Wiem, czym zajmowałaś się wcześniej i nieco to przetestujemy. Chciałbym, byś prześledziła trójkę Shinobi, członków drużyny #25 i oceniła ich działanie podczas wykonywanej misji. Typowa misja szpiegowska, bez ujawniania się, z uzyskaniem jak największej ilości informacji. Następnie sporządzisz mi o każdym z nich raport, wypisując, co sądzisz. Pewnie już to robiłaś. To trójka Shinobi, Kyusei Akarui, Amehara Izo, Houzuki Akahito. Wykonują misję likwidacji nielegalnej areny Kiri-Gakure, misja zlecona przez zarządcę oficjalnej areny. Jeśli zwracałaś uwagę, to była taka trójka Chuuninów siedząca pod pomnikiem, teraz już się rozeszli. Radzę się spieszyć, bo ci uciekną. - Powiedział, po czym stał w miejscu, wpatrując się w młodą Terumi, czekając na jej reakcję.

============================================

Jeszcze bym może coś podopisywał, ale obiecałem do 20, to już wklejam. Zresztą, większość będzie miała scenki, więc i tak jeszcze trochę popiszę. Co do scenek - możliwe, że jutro będę na kompie od 16 do 20, aczkolwiek możecie rozpocząć już teraz jakieś scenki w google docs, będę tam starał się odpisywać, jak znajdę chwilę.
Chrupek
 
Posty: 255
Dołączył(a): 28 sierpnia 2008, o 22:34
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Kylko » 21 września 2014, o 19:25

Amehara Izo

Izo przyjrzał się jeszcze dokładniej informacjom o ewentualnych świadkach, nie wysnuwając jednak od razu żadnych wniosków.
*To co mi tu napisali może oznaczać wszystko i jednocześnie nic.* - zastanawiał się, wędrując po wiosce. W takiej sytuacji zdecydował, że musi osobiście pofatygować się do wspomnianych w notatkach geninów i nawet jeżeli rozmowa z nimi zbyt wiele nie da, to przyjrzy się im dokładnie, obwącha i wtedy może złoży się to w jakąś całość. Otrzymawszy informacje na temat przebywania Toru Morimasy, zamierzał jego odwiedzić jako pierwszego. Korzystając z techniki henge zmienił się w jakiegoś w miarę normalnie wyglądającego genina, miał przecież świadomość, że jego standardowy wygląd raczej nie przypada ludziom do gustu…
Po otrzymaniu wiadomości o tym, że Toru Morimasa przebywa w swym domu, znajdującym się stosunkowo blisko centrum, chłopak udał się w zmienionej formie pod drzwi przeciętnie wyglądającego, standardowego dla Kiri mieszkania. Po zapukaniu, otworzył mu jakiś młody Shinobi. Był średniego wzrostu, sprawiał wrażenie stawiającego najbardziej na siłę, z racji całkiem przyzwoitych, jak na swój wiek, mięśni. Widać było po nim zmęczenie fizyczne, nawet jakieś lekkie rany, otarcia, jednak jak się dowiedział, obecnie odpoczywa po wykonywanej wczoraj misji. Widząc odwiedzającego go genina, odezwał się niemiłym głosem.
- Czego?
- Cześć, jestem Gaeshi, a ty Torimasa, prawda? Chłopaki słusznie mówili, że od razu cię poznam. - przywitał się, wlepiając zachwycone spojrzenie w rozmówcę niczym w obrazek. - Popytałem trochę ludzi w akademii, czy ktoś przypadkiem nie zna się na jakichś na prawdę ciężkich treningach i coś tam usłyszałem, że właśnie ty zajmujesz się czymś takim. Bo wiesz… ja chyba muszę coś ze sobą zrobić, bo normalnie to czuję że takie zwykłe treningi są do dupy i nic nie dają. Opowiesz mi trochę jak się zabrać za coś konkretniejszego? - zapytał w miare uprzejmie.
- A co ja jestem? Sensei dla ubogich? Kto ci dał w ogóle namiary na mnie i po co? Nie wiem koleś, o co ci chodzi. - Odpowiedział, jednak trudno było wyczuć z jego twarzy, czy blefuje, czy mówi prawdę. Po prostu wyglądał na niezbyt inteligentnego Genina, zdenerwowanego dziwną wizytą.
- Oj no, już nie unoś się. Po prostu ktoś mi w akademii powiedział, że słyszał, że mocno trenujesz, więc przyszedłem. - Izo wzruszył ramionami. - Wiesz, wszyscy się ze mnie naśmiewają że jestem słabiak, więc szukam gdzie mogę… - dodatkowo chłopak spróbował wzbudzić współczucie i dać do zrozumienia, że w gruncie rzeczy to można by na takim nieudaczniku dobrze się wyrzyć.
- To szukaj sobie dalej, albo, jak to mówią, złóż jakąś interesującą także mnie propozycję. - Przez chwilę na twarzy Torimasy pojawił się lekki uśmieszek.
*Nie sądzę żebym przekupił go śliwkami. Ale cóż...* - zasmucił się Izo.
- Mogę cię wkręcić w dobry biznes. Handluję śliwkami. Mam świetny towar, najlepszy na rynku i zbijam z tego kokosy, hehe. Więc jakby co to przysługa za przysługę. - chłopak podejrzewał, że nic nie będzie z tej błazenady, wiec ostatni raz spróbował zapamiętać zapach swojego rozmówcy, na wszelki wypadek.
- Kurwa, jestem zmęczony, więc się ciesz, że nie chce mi się dać ci po ryju. Spierdalaj. - Odpowiedział z gracją, jaką przystało na 14-letniego Genina z Kiri i trzasnął drzwiami.
*Chyba nie jestem w tym zbyt dobry…* - pomyślał młody Amehara i odwrócił się na pięcie. W każdym razie postanowił teraz udać się do drugiego ze wskazanych świadków, Sekozawy Eiko.
Zmuszony ponownie udać się do administracji wioski, by uzyskać informację o kolejnym świadku, tym razem naczekał się zdecydowanie krócej, bowiem trafił na tego samego pracownika, który najprawdopodobniej zapamiętał sobie Izo z twarzy i po jego przybyciu od razu wiedział, o co chodzi. Szybko otrzymał adres wskazanej osoby. Tym razem było to kawałek dalej od centrum, w zdecydowanie bogatszej dzielnicy.
Chłopak zdał już sobie teraz sprawę doskonale z tego, że żaden z niego dyplomata i podchodami będzie mu bardzo trudno dowiedzieć się czegoś konkretnego. Nigdy zresztą nie odnajdywał się w takiej działalności, więc nie oczekiwał od siebie większych rezultatów. Zrezygnował tym razem z techniki Henge i udał się do kolejnego świadka takim jakim był. Niezbyt dobrze czuł się w tej bogatszej dzielnicy, ale ostatecznie nie robiło mu to różnicy.
- Cześć, jestem Izo i potrzebuję twojej pomocy w wykonaniu mojej misji. Czy wiesz coś na temat nielegalnej areny w naszej wiosce? - zapytał gdy ewentualnie udało mu się spotkać z Eiko.
Idąc do bogatszej dzielnicy chłopak widział wiele tutejszych mieszkańców, dosyć mocno różniących się od niego samego. Bogate stroje, dodatki, pałętająca się gdzieniegdzie za nimi służba. Gdy trafił pod dom Sekozawy Eiko, budynek nie różnił się szczególnie od tych dookoła. Drzwi otworzyła mu skromnie ubrana dziewczyna kilka lat starsza od niego, jednak okazała się być tylko pokojówką. Zawołała Eiko, która zjawiając się w drzwiach, ukazała swą szczupłą sylwetkę, czarne, długie włosy, ciemny, agresywny makijaż, kilka kolczyków, między innymi w nosie i pod ustami. Mocno w oczy rzucało się także ubranie, będące różowym, markowym dresem.
- Nie wiem? - Powiedziała aroganckim tonem, mlaskając głośno przy okazji gumą do żucia.
Przede wszystkim Izo spróbował skupić się na zapachu dziewczyny i na tym, czy aby przypadkiem nie pachnie chociaż trochę podobnie do wcześniejszego świadka, z którym rozmawiał.
- Wiem, że rozmawiano już z tobą w tej sprawie. Skąd się wzięły nagłe rany na twoim ciele?
Zapach dziewczyny różnił się mocno od poprzedniego chłopaka. Tym razem mógł wyczuć gryzące nos damskie perfumy, maskujące cokolwiek innego.
- Gadano ze mną, koleś, więc chyba powiedziałam, co wiem, nie? - Za to wypowiedzi i zachowanie rozmówcy było całkiem podobne, do poprzedniego Genina, z tą różnicą, że w tym wypadku dało się wyczuć poczucie wyższości Kunoichi nad Chuuninem. - Może podczas zabaw z moim tygryskiem? A może podczas treningu, bo jestem Ku-no-ichi, koleś?
Brak podobnego tropu zasmucił chłopaka, gdyż coś w czym czuł się dość dobrze niestety tym razem mu nie pomoże. Czytając między wersami zdał sobie jednak sprawę, że coś łączy dziewczynę i wcześniej przesłuchiwanego chłopaka.
*Ktoś ich kontroluje i nie pozwala im powiedzieć prawdy? Nie znam się na tym, ale może to genjutsu?* - chuunin zastanawiał się, słuchając odpowiedzi dziewczyny z w miarę mądrą miną. Nie znał techniki, która mogłaby za pomocą chakry uwolnić z iluzji, ale wiedział doskonale, że silny ból również jest na to lekarstwem. Jak gdyby nigdy nic zrobił spokojny krok do przodu, by potem jak najbardziej z zaskoczenia uderzyć dziewczynę prawym sierpowym prosto w twarz.
Dziewczyna, choć przyglądała się swemu rozmówcy, nie miała szans uniknąć ataku, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wyższy poziom jako Shinobi. Wylądowała na ziemi, trzymając się za twarz. Gdy po chwili ogarnęła się, nie wstawając z ziemi krzyknęła:
- Co ty, koleś, pojebało cię?!
Izo podrapał się w czubek głowy.
- Nadal nic nie wiesz o arenie? - zapytał, wyciągając z sakwy surokunai.
- Odpuść koleś, bo jak zawołam moją sis, to ci zrobi z dupy najazd Kuro! - Krzyknęła jeszcze głośniej, prawdopodobnie, by zaalarmować wspomnianą osobę.
- Słowo “koleś” musi być w tym wszystkim kluczowe. - zastanawiał się na głos, nie zważając na wrzaski dziewczyny. Następnie wykonał technikę Henge, zmieniając się w siebie z podbitym okiem.
- Zapłacisz za to co zrobiłaś! - również krzyknął.
Z korytarza przybiegła starsza wersja Eiko, dziewczyna bardzo podobna do niej, choć pozbawiona wszelkich kolczyków, makijażu, różowych dresów. Na dodatek, pojawiła się w jedwabnym, dość skromnym szlafroku i z mokrymi włosami. Z racji swej atrakcyjnej sylwetki i stroju, mógł być to widok dla Izo całkiem przyjemny, gdyby nie to, że wyraźnie szykowała się do walki.
- Ei, taki leszcz? - Zwróciła się początkowo do leżącej wciąż na ziemi Eiko. Następnie zwróciła twarz w stronę Chuunina. - Lepiej stąd uciekaj, zanim stanie ci się krzywda, chłopczyku. - Powiedziała w miarę spokojnie. Była pewna siebie i być może poparte było to doświadczeniem jako ninja, bo jej ruchy zdawały się wskazywać na przygotowanie do składania pieczęci, a była także ze 2-3 lata starsza od Izo.
- Spokojnie! - warknął. - Wykonuję misję dla Ukrytej Mgły, a twoja siostra mi w tym nie pozwala i jeszcze napadła na mnie z zaskoczenia. Jeżeli macie coś do ukrycia to wioska chętnie się tym zajmie, gdy już mnie przegonisz. - chociaż mówił dość dziarskie słowa to zupełnie się tak nie czuł, w każdym razie, próbował.
- To albo jesteś jeszcze większym leszczem, że oberwałeś od niej, albo ściemniasz.- Odparła starsza z sióstr. - Ei, jeśli już, to zaatakowałaby cię nożem, bo w Taijutsu jest tragiczna. Więc? - Zakończyła pytaniem, przy okazji uśmiechając się szelmowsko.
- Co ci wiadomo na temat powiązań nielegalnej areny w naszej wiosce i nagłego otrzymania tak wielu ran przez twoją siostrę? - zapytał zupełnie nic nie robiąc sobie z tego co starsza z dziewczyn mówiła.
- Jakiej areny? - Odpowiedziała wyraźnie zdziwiona kobieta.
- Na terenie naszej wioski zauważono działalność nielegalnej areny, w której bez woli różnych ninja przeprowadzane są nielegelne walki. Czy zauważyłaś jakieś dziwne zachowanie swojej siostry w ostatnim czasie? Jej sensei podobno zauważył pewne zmiany…
- Mówiłam już, że nie mam z tym nic wspólnego! - Wtrąciła się młodsza siostra.
- Nic u niej nie zauważyłam, a skoro mówi, że nie ma z tym nic wspólnego, to nie ma. - Dodała starsza.
- Dobra, dzięki. Na razie. - machnął im na pożegnanie i poszedł. Jego wywiad nie doprowadził go niemal do niczego oprócz tego że miał niejasne przeczucie, że oboje ze świadków mieli jakąś dziwnie podobną manierę mówienia. Ich zapachy nie były ze sobą połączone, ale postarał się zapamiętać je, tak by w razie czego, gdy znajdzie się w odpowiednim miejscu to mógł je połączyć z dwójką geninów. Udał się więc ostatecznie na miejsce zbiórki, jakie wyznaczyła jego aktualna drużyna.
Musiał mieć nadzieję, że pozostałym chłopakom z jego drużyny pójdzie lepiej. Zdecydowanie Izo nie był dyplomatą I wysłanie go do takiego zadania było z lekka nieporozumieniem, chociaż oczywiście nie zaprzeczał, że I w takiej sytuacj ninja powinien był sobie poradzić. Co do tego czy mu się udało – aktualnie nie był w stanie nawet trochę wywnioskować na temat tego gdzie jest nielegalna arena, ale może te strzępki domysłów jakie zdobył na coś się przydadzą...

Drużyna #25

-Kto to, kurwa, jest? - zapytał Akarui patrząc podejrzliwym wzrokiem na rudą. Był spokojny, podejście Hiramy poniekąd mu się spodobało. Pasywnie - agresywny, chociaż to chyba nie do końca tak działa. Wziął krzesło i usiadł naprzeciwko dziewczyny. Spojrzał na Houzukiego, oczekując wyjaśnień. Śliwka jeszcze nie było.
- Moja dupera, hiehiehie… - odpowiedział natychmiast Akahito, śmiejąc się przy tym parszywie. Kątem oka zerknął na dziewczynę i wtedy spoważniał. - To znaczy nasza nowa koleżanka, pani księżniczka… Zresztą, nie będę się za nią tłumaczył, skoro sama ma niewyparzony język. No, to jak, powiesz towarzyszom to, co mi powiedziałaś? - zapytał rudą, a potem położył ręce na blacie stołu.
Słysząc żart, Akarui skrzywił się, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie chciał oceniać mięśniaka zbyt wcześnie, ale pierwsze wrażenie chyba nie odbiegało za bardzo, o ile w ogóle, od istoty jego jestestwa. Zrezygnowany wyciągnął się na krześle, zdejmując wcześniej miecz z pleców i kładąc na kolanach.
-Nie myślałeś kiedyś o tym, by rzucić karierę ninja i zostać komikiem? Płaciliby Ci, żebyś nie występował. - Czekając na rudą, Kyusei dogryzł koledze.
- A tobie, żebyś przestał pierdolić - odgryzł się Houzuki.- Przejdziemy w końcu do sprawy, czy nie? - zapytał lekko poirytowany, wcale nie mając ochoty na kontynuowanie bezsensownej kłótni.
-Oh…- z takim chamstwem jej arystokratyczna dusza rzadko się spotykała… *No cóż…* pomyślała ogladając swoje starannie wypiłowane paznokcie i zastanawiając się czy nie żal jej dłoni, aby trzasnąć jednego i drugiego. *Chłopaki z nizin…* pomyślała, doprowadzając się do ładu psychiczno- społecznego i wyciszając emocje, mimo że na skroni intensywnie zapulsowała żyłka.
-Cóż to za mienry panie…- zastanowiła się chwilę, przypominając sobie co powiedział łysy. -Akarui?- spojrzała pobłażliwie, oblizując trochę lawy, która przez emocje wypłynęła koncikiem ust, a resztki zmysłowo zebrała na wskazujący palec i patrząc z pewnościa siebie na obu (pożal się kami) kolegów, oblizując go. <done>
-Yup, Akarui, i czy Ci się to podoba, czy nie, mianowali mnie dowódcą, więc teraz chciałbym wiedzieć kim jesteś, co umiesz i co wiesz o misji. O, a także czemu Cię nam przydzielili. - Zakończył serię pytań i zaczął rozglądać się za kelnerką. Wypadałoby coś zamówić, żeby ich zaraz nie wyrzucili.
Zrobiła klasyczny facepalm…
-Lawa ci nie mówi za wiele co?- westchnęła ciężko.
-Nie, różne rzeczy mogłaś mieć w ustach - odpowiedział Kyusei, zachowując kamienną twarz.
Akahito zaśmiał się, słysząc ostatni komentarz dowódcy. Moment później jednak się uspokoił i postanowił się wtrącić. - Zacznijmy lepiej od samego celu odwiedzin naszej pani księżniczki… - zasugerował, po czym oparł się wygodniej i splótł ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Oj… Dzięki mój rycerzu.- zaszczebiotała przesadnie słodkim głosem, po czym wróciła do pana szefa, cały czas uśmiechając się uroczo. Nikt nie wiedział, że w jej myślach następował teraz klasyczny film z serii sado maso. -Za to możesz być przekonany, że w raporcie, który mam o was ułożyć, będzie dokładnie powiedziane czyje i jakie rzeczy sam miałes w ustach panie przywódco.- podparła brodę na swoich dłoniach, pochylając się do blatu stołu. W jej oczach widać furię i ogniki sadyzmu, lecz naturalny temperament luzu i lata szkolenia hamowały eksplozje.
Akarui słysząc te pseudo groźby uśmiechnął się szeroko. Może to była jego szansa na zdegradowanie z dowódcy?
-Ciekawi mnie tylko, kto bardziej beknie za umieszczanie wyssanych z palca informacji w oficjalnych dokumentach - odpowiedział spokojnie i wciąż uśmiechnięty podniósł rękę, zwracając uwagę kelnera na siebie. -Cztery duże soki owocowe z lodem na rachunek klanu Terumi. W końcu trzeba uczcić współpracę.
Przewróciła oczami, zakładając nogę na nogę i opierając się na swoim krześle. Mogła bez konsekwencji obciążyć trochę rachunek rodziny, więc gburstwo kolegi nie zrobiło wrażenia.
-Tak więc, pewnie nie byłes zbyt plinym uczniem, dlatego poratuje. Jestem specjalistką odnin, a reszta w tym czasie ma obić za pzydupasów, abym spokojnie dbała o wasze tyłki.- zakończyła zgrabny opis swoich umiejętności. -Sama się zastanawiam, czemu mnie tu przydzielili… W każdym razie mam przygotować raport o tym, jak każdy z was radzi sobie z misją, ale z uwagi na to, że kolega Houzuki sobie nie poradził, a ja wolę wygrzewać się w gorących źródłach, to postanowiłam wam pomóc, a potem dać raport łysemu.- Wyszczerzyła na sekundę perełkowe ząbki, pokazując że skończyła.
- I jeszcze szklankę wody! - dodał, zwracając się do kelnera. Następnie z wyraźnym grymasem niezadowolenia przerzucił wzrok na rudą.
-Nie poradził? - wtrącił Akarui, nie ukrywał rozczarowania, bo go nie było. Nie oczekiwał niczego, a Akahito te oczekiwania spełnił. - Czy to znaczy, że nie masz kompletnie nic?
- Jak miałem znaleźć informacje, skoro nikt ich nie miał, co? - zwrócił się do dziewczyny z nieco uniesionym głosem. - Na arenie trwały jakieś badziewne prace, więc była nieczynna. Mogłem jedynie rozejrzeć się po pracownikach areny. Wypytałem się każdego, ale nikt nic nie wiedział w temacie. Więc się ode mnie odpieprzcie, bo z pustego to i Mizukage nie naleje - stwierdził, już kolejny raz używając sentencji związanej z wodą. W swoich słowach przejawiał wyraźne oburzenie.
Akarui wstał spokojnie od stołu, podszedł do baru i odebrał zamówienie. Przy takim natłoku dobrych wiadomości musiał wszystko przemyśleć, a swoisty rytuał zaciągania i pogardy pomagał mu oczyścić myśli. Przypomniał sobie jednak, że wciąz jest niepełnoletni i nie może palić w miejscach publicznych. Przyniósł wszystko do stołu i jeszcze raz popatrzył po towarzyszach. Raz, że przybyła pani szlachcianka, która później miała napisać raport. Dwa, śledziła Akahito, który niczego nie wyciągnął, bo nie mógł. Trzy, Śliwek się spóźnia. A cztery, ich charaktery nie do końca do siebie pasowały, i o ile Houzuki może nie skróci młodego dowódcy o głowę, to Akarui nie był pewien, czy pani Terumi go nie spali. Spodobał mu się ten zwrot, “pani Terumi”, lekko sarkastyczny. Wciąż nic nie mowiąc odstawił drinki, wziął swojego i powiedział:.
-Na zdrowie!.
Widząc bądź co bądź przyjazny gest, spojzała przychylniej. W gruncie rzeczy jest przyjaznym typem… O ile nikt nie nacisnął jej na odcisk.
-Wiecie… Spróbujmy jeszcze raz, jestem skłonna zapomnieć o tym, że tak niemiło zareagowaliście na pojawienie się mojej skromnej osoby.- wskazała nieco zbyt teatralnie na siebie. -Terumi Ami, miło mi was poznać.- uśmiechnęła się naprawdę życzliwie. W końcu dziś piją za jej kasę…
- Heh, no dobra… - westchnął Akahito. - W sumie dopiero teraz podałaś swoje imię, a wpadłaś mi pod nogi już jakiś czas temu. Co do tych twoich raportów, to chyba nie za bardzo w nich namieszasz, co? - zapytał, uważnie przypatrując się rudej.
Artysta napił się soku. Słysząc nazwisko Ami kelnerka chyba skorzystała z okazji, bo napój smakował wybornie i na pewno nie był tani.
-Kyusei Akarui. I tak nie rozumiem po co mieliby wysyłać nam kolejną niańkię - rzucił grzecznie, biorąc kolejny łyk napoju. -A w ogóle to chcialbym wznieść toast! Za współpracę! - podniósł swoją szklankę czekając na stuknięcia.
- Jasne. Może nawet przy dobrych wiatrach nie pozabijamy się nawzajem, heh. - Akahito wyszczerzył starannie spiłowane ząbki i uniósł swoją szklankę z wodą.
-Idę się odlać - stwierdził Akarui, po czym wstał od stołu. Dał się chyba ponieść nastrojowi, bo zapytał jeszcze: - idzie ktoś ze mną?
- W sumie to nazbierało się we mnie trochę za dużo wody… - oznajmił Houzuki, wstając od stolika. Następnie udał się wraz z tymczasowym przywódcą do toalety.
-Co sądzisz o naszej nowej znajomej? Znasz ją najdłużej - zagadał Akarui w drodze do ubikacji. Wszedł i zajął pierwszy wolny pisuar, całe szczęście było pusto.
- Sam nie wiem, nie jestem pewny co do niej… - odparł nieco od niechcenia, podchodząc do kolejnego pisuaru, nie zapominając przy tym o zachowaniu dżentelmeńskiego odstępu w postaci jednego wolnego pisauru. - Zanim się ujawniła najpierw śledziła mnie pod różnymi postaciami za sprawą Henge. Trochę za dużo sobie damulka wyobraża.
Akarui zauważył i docenił gest Akahito, apropo zostawienia wolnej przestrzeni. Przynajmniej w jednym zapunktował.
-Boję się tylko, że zostanie na dłużej. Mówiła cokolwiek więcej niż to, że musi zdać jakiś śmieszny raport? - dodał, wyciągając na wierzch interes i zaczynając opróżniać pęcherz.
- Hahaha - białowłosy roześmiał się, przez co o mało nie oblał strumieniem ściany. - To ty jeszcze nie wiesz? Przecież ta ruda jest z nami w zespole. No ale tak to jest, że zanim podstawowy fakt został przedstawiony, zaczęliśmy skakać sobie do gardeł i dopierdzielać się do siebie. - Chłopak był nawet nieco rozbawiony zaistniałą sytuacją.
-Ta, zauważyłem, że wszyscy są raczej nastawieni zachowawczo. A swoją drogą, to jak Ci leci? - Akarui nie słynął z poczucia humoru, jednak nie mógł się powstrzymać przed rzuceniem - ze względu na naturę Houzkich - trójznacznego komentarza.
- Całkiem duży strumyczek, jeśli o to pytasz - Akahito zarechotał. - A skoro już jesteśmy dla siebie już tacy milutcy i w ogóle, to korzystając z okazji radzę ci pozostać dowódcą zespołu, ewentualnie wepchnąć Śliwka na to stanowisko. Chuj nas strzeli, jak ta ruda będzie nami rządzić.
Teraz Akarui się zaśmiał.
-Nie wiem jak Śliwek, ale podejrzewam, że jak pani Terumi się dobierze do władzy, to będzie nieciekawie - rzucił, po czym strząchnął reszki moczu, schował interes, zapiął rozporek i poszedł do zlewu myć ręce. -Co nie zmienia faktu, że nadaję się tak samo na dowódcę jak Ami, a chcę nim być jeszcze mniej.
- Możemy się dalej obrzucać błotem jak do tej pory, ale jak oddamy dowództwo lali to ugrzęźniemy w gównie - podsumował białowłosy, wypuszczając z siebie ostatnie kropelki. - No to pozostaje już tylko Śliwek… Cholera. I tak nie będzie łatwo, w końcu to łysy decyduje, co? - Powiedział, kiedy już zbliżał się do umywalki.
-Łysy, ta. Jak i o ile się w końcu pojawi. Myślisz, że tak to będzie teraz wyglądać? Przyjdzie raz na jakiś czas, da zlecenie, wyznaczy dowódcę i sobie pójdzie? - Akarui nabrał mydła na dłonie i włożył je pod płynącą wodę. Była zimna, jak to bywa w lokalach, toteż mycie rąk poszło mu szybko. Poszukał papierowych ręczników, a gdy tych nie znalazł, otworzył kabinę i wytarł ręce w papier toaletowy, patrząc na Akahito i czekając na odpowiedź.
- Taaa, raczej tak, szczególnie, że jest nas czwórka. Trochę do dupy to wygląda. Tak bardzo nie pchałem się do rangi chuunina. To wszystko jest bardziej uciążliwe, niż się spodziewałem - stwierdził nieco zrezygnowany, wysuwając rączki pod kran. Kontakt z bieżącą wodą od razu poprawił mu humor. Moment później Akahito zakręcił kurek i ruszył w stronę wyjścia, bez suszenia rąk. - Cholera, zostawiłem tam mój miecz. Jeśli ta ruda złośnica mi go stopiła, to ją, kurwa, zatopię…
-Ta, ja mój też, chociaż w moim przypadku nie byłaby to wielka strata, bo i tak kiepsko się nim posługuję - Kyusei rzucił i uśmiechnął się niemrawo. - Egzamin na chuunina. Za którym razem zdałeś?
- Proste, że za pierwszym. Przecież nie będę się pierdzielił po kilka razy, nie? - odpowiedział Akahito, szczerząc przy tym ząbki w krzywym uśmiechu.
-Ja się pierdzieliłem trzy. Za pierwszym zepsuli mi miecz na drugim etapie, podczas drugiego mój znajomek z drużyny nie zdał testu. - Spoważniał nagle Akarui. Co się stało na egzaminie, zostaje na egzaminie, ale to nie zmienia faktu, że za każdym razem jak sobie o nim przypomni, wszystko się w nim gotuje. - Chociaż z drugiej strony, to i tak bez różnicy. Mój sensei nie lubił ganiać kotów, więc załatwiał nam misje wyższych rang.
- Ehe. Ja nie leciałem na egzamin za szybko. Wystartowałem dopiero wtedy, gdy byłem dobrze przygotowany. Zresztą, nie mam za bardzo ochoty wspominać starych czasów. Zbyt dużo krwi sobie napsułem. Mam więc nadzieje, że teraz nie będzie aż tak bardzo do dupy. Chociaz w sumie średnio się to wszystko zapowiada… - Houzuki wzruszył ramionami i westchnął cicho.
-Ha, czyli Ty, w przeciwieństwie do mnie, się nie nudziłeś. Nie pytam, nie moja sprawa. Jak długo można sikać? - zapytał w końcu, przypomniawszy sobie, że Ami została sama z ich napojami i bronią. - Ciekawi mnie, czy czegoś nam już dosypała do szklanek.
- Pewnie lawy, hehe. W sumie to teraz dopiero wpadłem na to, że to wszystko jest dosyć logiczny. Ja jako Houzuki zlewam po prostu na wszystko. A ta ruda? Przecież ta lawa nie bierze się znikąd, tylko od tej wredoty - zadrwił Akahito, zadowolony ze swych wniosków. - Dobra, to może chodźmy w końcu…
Słysząc żart, Akarui uśmiechnął się z politowaniem.
-Ta, byłbyś dobrym komikiem - zaśmiał się, poklepał Akahito po ramieniu i wskazał mu gestem, by ruszał.
Houzuki postanowił przyjąć te słowa jako komplement. W chwili klepnięcia go w ramię skorzystał ze swoich nadzwyczajnych, klanowych właściwości. Dotknięte ramię przekształcił w stan ciekły, co mogło poskutkować dziwnymi odczuciami ze strony Akaruiego. Zaraz po tej małej scence Akahito wyszczerzył swe reikinie kły w parszywym uśmiechu, po czym ruszył w stronę stolika.
Jeżeli Akarui wcześniej zachowywał się “sztywno”, to teraz zesztywniał jeszcze bardziej, widząc jak ramię Houzukiego się rozlewa. Widząc, że ten się uśmiecha i wychodzi, nie skomentował, wytarł rękę w spodnie i ruszył do stolika, gdzie od razu sięgnął po szklankę i upił niewielki łyk.
Ami spojrzała na nich nieco rozbawiona. Sama była dość wyluzowana, a humor poprawił jej fakt, że jej “panienki” podobnie jak większość nastolatek, chadzają do łazienek wspólnie. Naturalnie nie ruszała ich majątku, choć stać ją było na kupienie takich z miliard. Oni potrzebują tej broni żeby być dla niej bardziej cennymi kompanami. Po paru minutach zaczęło ją interesować, co też dwóch kolesi robi tak długo w WC? *A może oni…* w Kiri ciężko wykluczyć różnorakie predyspozycje.
-Jak się bawiliście?- nie mogła się powstrzymać i cała dyplomacja poszła się je… cudzołożyć.
- Nawet mi potrzymał - odpowiedział Akahito z pozorowaną dumą i krzywym uśmiechem.
-Oh, wybaczcie brak dyskrecji. Muszę przyznać, że szanuję was jakiekolwiek macie skłonności.- tym razem brzmiało to prosto z serca. Oczywiście nie była naiwna i nie wierzyła w przechwałki, obaj wyglądali na klasycznych w tym znaczeniu… Jednak jeśliby przypadkiem mieli coś do ukrycia, to warto aby pamiętali, że ona to raczej z tych tolerancyjnych. -Zdrówko chłopcy!- zastukała palcem w szklaneczkę i upiła mały łyczek. Szczerze, chciała tworzyć miły zespół. Myśli o związkach przestały być zabawne, poświęcona pracy sama nie miała nikogo od… Chuj w to… Jej twarz przez chwilę przybrała wyraz zamyślenia, a potem chwilowego smutku, żeby znów stać się twarzą damy z dużym wyrachowaniem i sympatyczną aparycją.
- Szacunek to chyba podstawa jakiejś tam, przyszłej współpracy, co? - Akahito również uniósł swoją szklaneczkę i upił z niej kilka solidnych łyków wody. Co prawda jako jedyny z trójki był niepijącym, ale i tak luźna atmosfera jemu również się udzieliła. Jeszcze jakoś godzinę temu nie przypuściłby, że jego relacja z Akaruim oraz księżniczką tak będzie wyglądała. - A tak swoją drogą to gdzie Śliwka wywiało? Może wpadł na jakiś niezły trop i dalej śledzi sprawę? Nie, żeby mi taki stan rzeczy jakoś przeszkadzał, absolutnie nie.
-Myślisz, że wykona zadanie za nas, gdy my się tu opieprzamy? - Akarui wyciągnął się w krześle, splatając nogi. Odpowiedział na toast Ami wzniesieniem szklanki i uśmiechem, po czym upił zawartość. Lód już praktycznie stopniał, toteż i napój stracił na jakości, chociaż chłopakowi to nie przeszkadzało, był on na tyle dobry, że i teraz smakował wybornie.
Izo niezbyt często bywał w tego rodzaju lokalach, niemniej nie miał najmniejszych oporów by się tam pojawić. Na plecach narzuconą miał swoją płachtę ze skóry dzika, przy czym łeb tego zwierzęcia niczym kaptur zakrywał teraz głowę chłopaka. To nie było tak, że sam Izo nie pasował do tego miejsca. To miejsce nie pasowało do niego. Odnalazł w tłumie dwójkę znajomych twarzy, a wraz z nimi siedziała również trzecia osoba, której nie znał.
- Świadkowie nic nie wiedzą, - rozpoczął bezceremonialny raport z wykonania przydzielonego mu kawałka zadania -a jedyne co udało mi się ustalić, to przypuszczenie, że ktoś ich kontroluje. Dałem jednej lasce w zęby, ale nie wygląda aby uwolniło ją to z jakiegoś genjutsu. - wzruszył ramionami i zaczął dłubać w zębie, po czym wytrzeszczając oczy zwrócił się do dziewczyny: - A ty, kim jesteś?
Odkąd wszedł nowy dla niej chłopak, od razu nerwowo poprawiła włosy i biust, choć wszystko leżało idealnie. Był dość atrakcyjny i wpadł jej w oko, ale faceci robili za jej zabawki i nic więcej. Mimo wszystko fajnie by było mieć go w swoim haremie (który jeszcze nie istniał, a na dodatek Ami ma zerowe doświadczenie w erotycznych zbliżeniach). Był taki wyjątkowy i męski… Odruchowo pocierała jedną nogą o drugą i zarumieniła się trochę gdy zapytał o to kim jest.
-Terumi Ami.- przedstawiła się, nadstawiając swoją dłoń do ucałowania, ale po sekundzie udała, że sięga po whisky. -Proszę, częstuj się, zamówiliśmy też dla ciebie, mam z wami pracować. Tak naprawdę to miałam was śledzić i sporządzić raport, ale stwierdziłam, że potem nigdy byście mi nie zaufali, więc po prostu pomogę wam i opiszę raport, w którym mnie nie będzie. No i potem oddam go łysemu… No wiesz…- nawijała szybko i żywo gestykulowała, ale nie było widać, że naiwnie poleciała na kolesia… Nie było!
Izo przez chwile patrzył na nią dziwnie, słuchając tego co mówi. Nie chciał też wnikać w czyjeś rozkazy, a jeżeli dziewczyna uznała, że chce im pomóc to nie mógł jej zabronić.
- Jestem Amehara Izo. - przedstawił się jej, do czego skłoniły go resztki zdolności kulturowych jakie posiadał. - Więc twierdzisz, że byłabyś w stanie mnie śledzić? - zapytał o to, co go zaintrygowało. Chętnie sięgnął po zaproponowaną mu szklankę soku. Był bardzo smaczny.
- Macie jakieś informacje o arenie? Ja przyznaję się że jestem beznadziejnym dyplomatą i dowiedziałem się tyle co nic.
Houzuki z krzywym uśmieszkiem przysłuchiwał się rozmowie. Gdyby był naukowcem, zapewne teraz wyznaczałby jakąś linię trendu przyjemnej atmosfery i uprzejmości w zespole w zależności od upływu czasu. Ale że naukowcem nie był, to stwierdził jedynie, że coś się, kurwa, zbyt milutko zrobiło. Powód już nie był taki istotny. Akahito nie miał szczególnej ochoty do rozważania tej sprawy.
- Legalna arena jest teraz nieczynna. Pracownicy nic nie wiedzą - oznajmił z lekkim zniechęceniem. Potem spojrzał na Akaruiego. - Ty, dowodzący, a tobie jak poszło?
Akarui dopił swój napój, popatrzył to na Śliwka, to na Ami, zastanawiając się, co się właśnie stało, po czym odstawił szklankę i powiedział:.
-W przeciwieństwie do Was - zaczął, wyciągając zapalniczkę -mam trop. Niezbyt pewny, ale skoro Wy nic nie macie, to musimy to sprawdzić tak czy inaczej. - Poprawił się na krześle. -Dostałem dane gościa, którego podejrzewają o kontrolowanie tych dzieciaków. - Wyciągnął kartkę, wciąż zgiętą i rzucił ją na stół. -Zna się ktoś z Was na śledzeniu? Albo inaczej: ktoś z Was jest w tym dobry?
Teraz dotarło do niego, że nie wie jak wygląda ten dwudziestodwuletni chuunin, i równie dobrze mógłby siedzieć przy stoliku obok. Cośl przyćmiło jego zdrowy rozsądek.
-Pfffyyyy….- poczuła się jakby właśnie wygrała los na loterii. -Śledzenie to łatwizna, a jak masz adres, to z łatwością zinfiltrujemy wszystko co trzeba. Wystarczy, że będziecie mnie osłaniać.- całe życie szpiegowała i zabijała, norma dla niej, ale tym razem istniał jeden problem… -Najgorzej, że gościu używa genjutsu… Umie ktoś otwierać zamki?-
-Nie wydaje mi się, żebyś znaleźli go w domu, jakąś godzinę temu arena powinna zacząć działać - rzucił Akarui. -Chociaż, gdybyśmy go tam znaleźli to mogłoby to oznaczać, że jest niewinny, chyba że zdążył wrócić podczas gdy my tu rozmawiamy. A zamków otwierać nie umiem.
-Zawsze są jeszcze okna. Włamanie to pikuś, wkradnięcie się na arenę też, raptem ze dwie techniki i jesteśmy. Trochę mgły i zupełnie nas nie widać, ewentualnie duża ilość klonów, aby zrobić sztuczne zamieszanie…- zamyśliła się trochę, choć było widać, że działanie to jej żywioł. Wszystko szybko, skutecznie, a jak trzeba to porozpierzać. -Zawsze można porwać kogoś i wcielić się w niego przez hange, a potem go przesłuchać.- zakończyła lekko podekscytowana. Nikt nie miał już wątpliwości, że lubi czasem komuś przypieprzyć w łeb.
- Na jaką arenę chcesz się włamywać, skoro nie wiesz gdzie jest nielegalna, a włamywać się na legalną nie trzeba? - młody Amehara wcale nie miał zamiaru gasić niczyjego zapału, samo wyszło. - Jednak co do przeszukania wspomnianego adresu to muszę się zgodzić, że warto to zrobić. A jeżeli masz cokolwiek co zawiera zapach tego człowieka, to znajdę go. W innym przypadku nie. - dodał.
- Jeśli trzeba, to potrafię się prześlizgnąć przez drzwi bez włamywania, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Hehe - wtrącił się Akahito.
Akarui słysząc Izo skrzywił się w duchu. A zaczynało być tak pięknie. Zapytał::
-Kto mówił cokolwiek o włamywaniu się na arenę? Chcemy tylko wejść temu typkowi do domu. i, wiesz, mogę się mylić, ale pewnie ma tam kilka rzeczy które nim pachną.
- Ona mówiła o wkradnięciu się na arenę. - Izo wskazał palcem o kim mówił i wstał z miejsca zerkając na podany adres. - To ja idę. Idziecie?
-Rrracja…- odpowiedział Akarui notując wpadę. Powinien dokładniej słuchać tego co mówią inni. - A moooże zaczekamy do wieczora?
Urok lekko prysł. *Co on taki w gorącej wodzie kompany…* zaczęła się zastanawiać i dopiero teraz przypomniała sobie wyraz twarzy zwierzęcogłowego, gdy zapytał o jej zdolnośc ido szpiegowania. *Może on też ma coś do ukrycia?* Jej mina stała się poważna i skupiona. Nie może łato ulegać emocjom, tamci dwaj mimo że krety, są dość pokojowi, ale ten…
-Wyluzuj trochę… Właśnie tworzymy dobre relacje w zespole, to bardzo ważne…- zasugerowała dość nieśmiało.
-Dokładnie, nie ma co się spieszyć, i tak teraz nic nie zrobimy. - Akarui wstał i poprawił ubranie. Szkicownik w kieszeni przesunął się niewygodnie, więc wyciągnął go całkiem i położył na stole. Usiadł ponownie, wyciągając nogi i zakładając ręce za głowę.
- Heh, mi to w sumie obojętne. Nie jestem szczególnie napalony na robotę... - Akahito wzruszył ramionami. - Wcale was nie zatrzymuję, jak chcecie ruszać. Przynajmniej będzie zabawnie.
-Jestem trzeźwa…- powiedziała oburzona. Tak jakby jedna kolejka mogla ją otumanić...
-Nie chcemy i nie ruszamy - zakomenderował stanowczo wyznaczony na siłę dowódca.
- Jasne, szefie. Ty tu dowodzisz! - odpowiedział Houzuki z wymuszoną powagą.
- Też chętnie bym porobił inne rzeczy, ale mam misję do wykonania. - wzruszył bezradnie ramionami pokazując w ten sposób, że to tak na prawdę nie od niego zależy. - To cześć. - machnął im i poszedł pod wskazany adres.
-Niesubordynacja, część pierwsza - rzucił cicho Akarui.
Izo miał pewnie jakieś tam prawo słyszeć nawet cicho wypowiadane słowa, więc udało mu się to tym razem. Zatrzymał się gwałtownie i trwał tak chwilę w bezruchu, jakby coś rozważając. Następnie odwrócił się na pięcie z powrotem w stronę swojej drużyny, ułożył ręce wzdłuż ciała i skłonił się w kierunku przywódcy drużyny.
- Przepraszam, masz rację. Powinienem wykonywać polecenia przełożonych i jestem gotów ponieść konsekwencje. - wypowiedział głośno i zatrzymał się w takiej pozycji.
Akarui nie wiedział już, czy Izo robi sobie żarty, czy jest kompletnie poważny. Zignorował to więc, wyprostował się i powiedział do całej grupy:
-Zrobimy tak. Teraz i tak nic nie ustalimy, więc proponuję się rozejść. Róbcie co chcecie. Możecie iść do domu przespać się, pobiegać, zrobić zakupy, cokolwiek. Spotkamy się koło północy na placu niedaleko wskazanego adresu. Później ustalimy co dalej. Jakieś sprzeciwy, inne pomysły? - skończył i schował swój szkicownik do bezrękawnika.
- Oj, Śliwek, skąd nagle ten kij w dupie? Kłaniasz się, jakbyś mówił do samego Mizukage - skomentował rozbawiony Akahito. Potem przerzucił wzrok na aktualnego dowódcę zespołu. - Mi to pasuje. Należy zachowywać zdrowe proporcje między służbą, a czasem wolnym.
Zrobiło się dziwnie jak na jej [Ami] gust. Nowoprzybyły trochę stracił na swojej zajebistości. Trzeba by było rozluźnić atmosferę.
-Ja tylko raportuję o tym jak wam idzie.- rzuciła z uśmieszkiem. -Żarcik, wchodzę w to.- a może nie żarcik… Ciekawe jak powinna się zachować.

Izo, zgodnie z poleceniem swojego przywódcy, poszedł do domu. Nie lubił na takie tematy rozmyślać, ale spotkanie z jego drużyną w barze ciągle siedziało mu w głowie. Chłopak miał wrażenie, że coś z jego drużyną jest nie tak, ale nie wykluczał też możliwości, że to raczej on jest dziwny. W każdym razie zdziwiło go tak błahe podchodzenie do obowiązków. Osobiście został wychowany tak, że otrzymane zadanie było dla niego najważniejszym priorytetem i niewiele mogło go powstrzymać od dania z siebie stu procent możliwości w celu wypełnienia misji. Z drugiej strony powodowała nim silna lojalność wobec przełożonych. To właśnie dlatego zawrócił, gdy usłyszał upomnienie Akaruiego. Chociaż misja sama w sobie zmuszała go do działania, to jednak bezpośredni przełożony miał prawo mieć własne zdanie na jej temat, a obowiązkiem Izo w tamtej sytuacji było przestrzeganie woli dowódcy. W takich okolicznościach nie miał sobie osobiście nic do zarzucenia, gdyż to, że on sam miał inna wizję wykonania tego zadania nie miało najmniejszego znaczenia.
Młody Amehara, znalazłszy gdzieś w kieszeni resztki pestek słonecznika, podgryzał je pogrążony myślach.
*Ja tam rozumiem spędzanie czasu z drużyną, żeby wiedzieć co, kto i jak i żeby umieć polegać na tych ludziach, ale nie w czasie, gdy do wykonania jest zadanie, nad którym należy popracować. Gdyby coś, to po misji albo kiedykolwiek w wolniejszym czasie mógłbym nawet chętnie spędzić z nimi czas. Może nauczyłbym ich ściągać skórę z dzika?*
*Ta dziewczyna zresztą... z tego co mówiła to dostała jasny i precyzyjny rozkaz, zadanie, ale po prostu sama z siebie zdecydowała, że zajmie się czymś zupełnie innym. Skąd ona się urwała... Nie ogarniam.* - chłopak wlazł na jakieś drzewo, zamierzając przestać się nad tym wszystkim zastanawiać i przeczekać do północy w celu zebrania się pod wskazanym adresem.
Ostatnio edytowano 5 października 2014, o 11:19 przez Kylko, łącznie edytowano 2 razy
w sercu:
Obrazek
Avatar użytkownika
Kylko
 
Posty: 258
Dołączył(a): 12 lipca 2010, o 23:32
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Malutka_Li » 22 września 2014, o 16:08

Poranek był cudowny, wstała razem z tysiącem rozśpiewanych ptaków, a służba zapewniła wszystko, co jest w standardach młodej księżniczeczeczki. Relaksująca długa kąpiel i robienie paznokci na stylowe, modne w tym sezonie frenche, bo każdy ma prawo na odrobinę luksusu, zwłaszcza gdy rodzisz się jako nadzieja wioski, młoda idolką, powszechnie uwielbiana maskotka, córka rodu Terumi. Mogłaby podejść do gorących źródeł, które nie bez powodu są w granicach klanowego osiedla, ale dziś wolała się polenić we własnym gniazdku…
Nagle pogrążone w rozkoszy źrenice oczu poszerzyły się w przerażeniu.
-Jej, to dzisiaj!- krzyknęła, zasłaniając usta swoją zadbaną dłonią. No tak, dziś miała się dowiedzieć o nowym przydziale, a parę dni urlopu po ostatnich szpiegowskich doświadczeniach, rozleniwiły ją na tyle, że zapomniała o całym świecie. Na szczęście służba nie spała, a w jej komnacie był przygotowany strój, zgodnie z wczorajszymi wytycznymi które zostawiła garderobianie. *Oh… Najwyżej poczekają…* przerażenie trwało tylko sekundę, przecież nie wyjdzie z domu nie zrobiona na bóstwo, tysiące fanów byłoby szczerze zawiedzionych, a co gorsze mieliby do tego powód. Spokojnie podeszła do lusterka, rozpoczynając malowanie twarzy. Głębokie spojrzenie w swoje odbicie, kontakt z niebieskimi oczyma i te bolące wspomnienia odebranego jej dzieciństwa. Była sama ze sobą, więc mogła pogrążyć się w strzępach swoich uczuć, bo tak naprawdę emocjonalnie była już zombie. Czasami jednak tak jak teraz, zdarzało jej się poczuć coś więcej. *Kim ja się stałam…* z zakamarków pamięci obudziły się twarze wszystkich osób, które zabiła, oszukała, zabawiła się ich emocjami, codzienność w jej branży. Spływało to po niej niczym krople wody po kąpieli, wystarczyło zetrzeć z broni krew i po problemie.
-Ślicznie wyglądasz piękna.- powiedziała zmysłowym głosem, kończąc swój makijaż, to tyle jeśli chodzi o głębsze uczucia, wzruszyła ramionami na tamte myśli, ciesząc się, że dobrze wykonała pracę, ale przede wszystkim jest już gotowa do wyjścia.
Dzisiejszy wybór to bardzo wygodne, na trzycentymetrowym obcasie, szare kozaczki, z giętkiego materiału, ale stabilizujące stawy i co bardzo pasowało do jej stylu, odsłaniające palce i nienaganne wykończenie paznokietek. Na wierzchu chabrowe kimono sięgające do połowy ud i schowana pod nią kamizelka, którą dostała po awansie. W różnych skrytkach poupychała cały swój ekwipunek i była już gotowa do wymarszu.
Osiedle klanu Terumi jak zwykle było dość gwarne. Typowe lekkoduchy tworzyły barwną i ciekawą grupę, zajmującą się błahostkami powszedniego życia. Tylko wyżej postawieni klanowicze musieli myśleć o sprawach wioski, albo nawet globalnych, reszta po prostu wykonywała swoje misje, ciesząc się szacunkiem i uznaniem. Z nią było trochę inaczej, większość życia spędziła poza domem, ale zawsze chętnie tu wracała, nabierając typowej, rodzinnej lekkości ducha. Przyjemni ludzie, dopóki ktoś nie wejdzie im w drogę, a właśnie to się stało…
Ami poczuła, jak ziemia pod jej stopami się zapada, staje się coraz bardziej miękka i… *O nie…* pisnęła z niezadowolenia, gdy poczuła błoto… Jej reakcja była natychmiastowa, proste kawarimi podmieniło ją z beczką, która stała z 50 m wstecz, a kolejne pieczęcie postawiły ziemną ścianę tuż przed nosem dójki, jej znienawidzonych, a zarazem ukochanych kuzynów. Kiedyś znęcali się nad nią non stop, a teraz jest w stanie się bronić, podczas gdy ich leniwe tyłki grzały się w gorących źródłach, ona rosła w siłę. Po konciku warg spływała już gruba warstwa lawy, a więc była coraz bliżej do potraktowania ich bardzo gorącą substancją. Jej oczy aż zabłyszczały z radości, że może się poznęcać. Tak, była w siódmym niebie… Sadystyczna natura właśnie dała o sobie znać.
-Ej wy!- technika była już gotowa do użycia. –Pobrudziłam przez was buty!- głos dziewczyny był naprawdę przerażający, wiedzieli, że nie żartuje. Miała bzika na punkcie swojego wyglądu. W oczach kuzynów widać było strach, gdy strumień lawy poleciał w ich kierunku, a ziemna ściana nie pozwalała uciec. Dosłownie w ostatniej chwili opamiętali się, aby ochronić się suitonem, a czas który był potrzebny do załadowania kolejnej techniki przez Ami, wykorzystali na ucieczkę.
-To było super siostrzyczko Ami!- do jej uszu dobiegł dziecięcy głosik jej małoletniej kuzynki. –Proszę, użyj tego. Świetne buty.- młoda podbiegła niczym do rozwścieczonego byka, łamiąc wszelkie zasady logiki, przecież każdy wie, że nie idzie się zbyt blisko ognia, ale tak naprawdę to zadziałała jak ukojenie. Do tego wiedziała co jest ważne w życiu… Buty muszą lśnić.
-Dzięki Hino.- Ami uśmiechnęła się słodko, znów wracając do swojej pokojowej natury. Chusteczka ofiarowana przez dziecko w mig rozprawiła się z brudem, choć pragnęła aby kuzyni wylizali całe jej kozaki. –Pewnie wciąż ci dokuczają co?- zapytała z troską.
-S… Skąd wiedziałaś…- Hino pokryła się rumieńcem, nie chciała, aby ktoś wiedział o jej bezradności i tym, że teraz ona jest na celowniku podłych żartownisiów.
-Głowa do góry mała, jak wrócę spuścimy im łomot.- zmierzwiła włosy swojej młodej fanki, po czym odeszła krokiem bohaterki, dbając o to, by wyglądało to dostatecznie cool. Prawdopodobnie wyglądało, młoda wpatrywała się jak w obrazek, śledząc odchodzącą w kolejny bój piękną idolkę.
Gdy tylko opuściła klanowe osiedle, mieszkańcy wioski skupili na niej swoją uwagę, a nawet jedna staruszka rzuciła jej jabłko ze swojej torebki. Przywykła do bycia popularną, od jest to cechą arystokracji, że ludzie z nizin żyją ich życiem, obserwują postępy, mają swoje oczekiwania. Kto wie, może dziewczyna stanie się kimś ważnym za parę lat? Kuzyni zgryźliwie nazywali to „presją księżniczki”, chodź sami świetnie się bawili radując motłoch blaskiem swojego limitu krwi. To wszystko spowodowało, że Ami stała się z natury bardzo księżniczkowata, ale biedaczka nie miała o tym pojęcia, po szpiegowskim treningu bez problemu umiała wkręcić się w tłum i niczym nie wyróżniać, raz odgrywając totalną wieśniarę, innym razem słodką idiotkę. Może nawet sama nie wiedziała jaka jest w rzeczywistości? Zabrane jej siłą dzieciństwo spowodowało taki rezonans.
Teraz jednak przechadzała się ulicami, pozdrawiając gestami sympatii wszystkich swoich fanów. Niektórzy plotkowali o niej, bo zdecydowana większość przynajmniej słyszała o dzielnej i wrażliwej kunoichi, która tak wspaniałomyślnie poświęciła się charytatywnej służbie pokojowej z dala od własnego domu. Właśnie taka była oficjalna wersja co do ciemnych kart jej historii, szczelnie zdolną grą aktorską.
W pewnym momencie podszedł do niej łysy shinobi, w zupełnie niestylowym ubraniu i posturze wskazującej na lata treningu. Udała niezdziwioną, gdy wypowiedział jej imię i odwołał się do historii, którą władze wioski ukrywały przed mieszkańcami.
-Przykro mi, ale nie mam pojęcia o czym pan mówi panie…- rozłożyła bezradnie ręce, udając słodziutką, naiwną paniusię z dobrego domu. Nauczyła się nie wierzyć łatwo każdemu, kto twierdzi, że coś wie, nawet gdy jego słowa na to wskazują. To bardzo ważna cecha w jej zwodzie, jednak teraz… Cele, które miała wyśledzić stawały się coraz dalsze, czy na pewno ma możliwość wypytywania o cokolwiek? Z drugiej strony dostała strasznie mało informacji, nigdy nie śledziła nikogo, bez znajomości szczegółów i dokładnej analizy osobowości… W każdym razie nie zaszkodzi poniuchać… Potraktowała rozmówcę jak powietrze, przechodząc obok i odpowiadając na uśmiechy kolejnych wielbicieli, aby po chwili zniknąć za rogiem…
Scenka
Kiedy Akahito rozejrzał się po całym kompleksie i znajdującymi się w nim ludziach, należało rozpocząć łagodną (gdyż bez użycia miecza) próbę zdobycia informacji. Niestety z racji na cholerny demontaż nie będzie miał okazji na sprawdzenie się boju. Aktualny brak starć rzutował również na jeszcze inną, niekorzystną rzecz – nie było tu tylu samych walczących co normalnie, a przecież takowi mogliby być bardzo dobrze zorientowani gdzie szukać innych, niekoniecznie legalnych wyzwań. Tak czy inaczej, Akahito musiał więc polegać głównie na personelu areny. Na pierwszy rzut oka nikt jednak nie budził podejrzeń. Zadanie malowało się na wcale nie tak przyjemne, jako mogło się z początku wydawać. Klnąc pod nosem na jebane prace, ruszył w stronę pobliskich strażników. To właśnie oni swoim fachem najbliżsi byli temu miejscu i to prawdopodobnie z nimi najłatwiej będzie znaleźć młodzieńcowi nić porozumienia. Gdy już zbliżył się do tutejszych stróżów lub stróża, rozpoczął swobodnie.
- Chrzanione montaże, demontaże… Zaburzają tylko codzienny rytm tego miejsca. Co z tego, że trwają teraz prace, skoro mój miecz takich argumentów nie przyjmuje? Lada moment mi przerdzewieje, jeśli go odpowiednio nie rozruszam… - powiedział z wyraźnym przejęciem. Przez całą swoją wypowiedź miał uniesiony głos, a do tego nad wyraz żywą gestykulację. - Nie mam ochoty czekać ani chwili na wyzwania, które zresztą i tak nie są satysfakcjonujące. Panowie, może byście mi coś poradzili? Co ma zrobić taki biedny wojownik jak ja, który w tym miejscu rozrywki nie doświadczy? - zapytał, przekręcając głowę na bok.
Łaciaty kotek dreptał sobie radośnie i beztrosko, wydeptaną ścieżką do miejskiej areny. Kot jak kot, co tu dużo gadać, czarno białe zwierze, które polazło tam, gdzie mogliby być ludzie z ciekawym jedzonkiem. Tak można by to odebrać na pierwszy rzut oka, ale kto normalny rzuciłby gałką drugi, czy trzeci raz? Niestety dla Ami są tacy popierdoleńcy, a ona musiała w zwierzęcej roli wyjść w stu procentach naturalnie. Henge dało jej inne ciałko, ale wykorzystanie kamuflarzu, to zupełnie inna sprawa. *Pewnie powinnam się połasić do kogokolwiek…* pomyślała z obrzydzeniem, przebiegając koło nóg gościa z dużym mieczem, którego śledziła. *Te miecze to jakieś kompleksy, czy co…* Nie miała pojęcia jak można walczyć czymś takim. Otarła się grzbietem o łydki przechodnia i pobiegła sobie dalej, wyprzedzając go o parekroków.
- Och, jaki słodki koteczek! W sam raz na… obiad! - Akahito tupnął mocno, by odgonić kota spod nóg. - Spadaj, dachowcu! - krzyknął z grymasem na twarzy.
-Miauuuuu!- nastroszyła grzbiet przyspieszając i obiecując sobie, że zapamięta tę zbrodnie.
Usiadła na ziemi w na tyle bezpiecznej odległości od strażnika, żeby nie mógł jej kopnąć i zajęła się lizaniem swojej łapki. Z tego miejsca bez problemu powinna słyszeć dialog.
- Panie, jak tak rwiesz się do bitki, to może do nas do roboty się zatrudnisz? Brakuje nam tu jednego, na zmianę, całkiem dobra płaca. - Odezwał się napotkany strażnik, wysoki, lekko umięśniony dwudziestolatek, o spojrzeniu nieskalanym inteligencją. - Tu też roboty od groma, jakby nie my, to już dawno by to pieprzło. Co raz jaki narwaniec przyjdzie, awanturuje się, bije. Ostatnio koledze taki jeden wbił miecz do połowy uda. Dlatego zresztą szukamy nowego…- Zakończył swą przemowę, cały czas dokładnie zarówno obserwując okolicę, jak i przybysza, którego zdawał się podejrzewać o nieznane bliżej Akahito sprawy.
- Eee… - mruknął białowłosy z grymasem niesmaku. Ze skwaszoną miną przyjrzał się się strażnikowi i przez moment przemyślał jego słowa. Napotkany mężczyzna nie sprawiał wrażenia bycia obeznanym w temacie nielegalnej areny. Miast zadawać kolejne pytania bez skutku, postanowił skierować się do innej osoby. - Nie interesuje mnie to. Przyszedłem tu dla rozrywki, nie pracy… - odrzekł na odchodne, kierując się w stronę biura, gdzie odbywały się zapisy. Tam zwrócił się do pracownicy, młodej, chudej deski.
- Trwają teraz walki? - zaczął rozmowę. - Aktualnie szukam wyzwań, prawdę mówiąc tutejszy poziom mi nie wystarcza. A że teraz na arenie bawią się jacyś robole, to teraz jestem już kompletnie zanudzony i niezadowolony. Jesteśmy w Kirigakure, prawda? Więc dlaczego nie mogę znaleźć odpowiednio ciekawej i odpowiednio krwawej rozrywki? - Był dość rozległy w swej przemowie, ale czasem już mu się tak zdarzało. Poza tym, chciał swoimi słowami nakierować płaską dziewczynę na pożądany trop. Podchodzenie do całej sprawy ze sporym dystansem i kijem w ręku było bardzo nużące. Lepiej od razu narzucić właściwy temat.
Stała sobie obok liżąc łapkę i zastanawiając się kiedy w końcu przyszły (o zgrozo) kolega z drużyny zrobi coś mądrzejszego. Chyba misja szpiegowska to nie był jego chleb powszedni, zresztą co można się spodziewać po osiłkach z jego klanu… Była w odpowiedniej odległości, żeby słyszeć dialog ze strażnikami, ale ta paniusia, to dla niej super okazja, żeby pomóc mało rozgarniętemu, swoją wrodzoną słodyczą. Wykorzystała okazje, żeby przekraść się do przyjmującej zapisy i zaczęła ocierać się grzbietem o jej nogi. Nawet ona by nie pogoniła słodkiego kociaka, to co dopiero prosta urzędniczka, może nawet wprowadzi ją do środka, gdzie dowie się czegoś więcej… Krążyła wokół płaskiej laskiej, rozsiewając kocią słodycz.
- Niestety nie ma teraz walk… - Odpowiedziała wyraźnie wpatrzona w Akahito dziewczyna, kompletnie nie zwracająca uwagi na kota. - Ale i tak nie dałoby rady walczyć tak od razu. Wyszukiwanie przeciwników, nagromadzenie publiczności, sprzedaż biletów, to nie tak hop siup. Chociaż tobie postarałabym się znaleźć walkę jak najszybciej, gdybyś chciał, przyspieszyłabym trochę procedury. - Uśmiechnęła się, cały czas mierząc wzrokiem swego rozmówcę i kręcąc się nieco na fotelu.
Słysząc pierwsze słowa dziewczyny swoją mimiką twarzy przejawiał wyraźne zniechęcenie. Doświadczając kolejny raz marnych skutków swych prób zamierzał już odwrócić się na pięcie i po prostu opuścić biuro. Dopiero wzmianka o przyspieszeniu procedury przyciągnęła jego zainteresowanie.
- Byłoby dobrze… - oznajmił, ukazując kilka swoich spiczastych ząbków w drobnym uśmiechu. - Nie lubię procedur, ani formalności i najchętniej bym je ominął. Jeśli jesteś w stanie zorganizować mi walkę, to świetnie. Jestem w stanie się odwdzięczyć -[/color] skończył z figlarnym uśmieszkiem.
Po cichutku odeszła od nóg babeczki, zastanawiając się jakim cudem poleciała na tego osiłka i jakim cudem on tego od razu nie zauważył… *Faceci to tępe strzały…* Podbiegła do kąta i zaczęła przednimi łapkami łapać owada, który krążył wokół drzwi. nie chciała wyglądać jak szpiegujący kot, więc musiała nawet w idiotyczny sposób odsunąć podejrzenia. Teraz wyglądała po prostu jak miejscowy wypłosz, szukający jedzenia w miejscu, które w miarę zna. W rzeczywistości słuchała uważnie, trzymając w duchu kciuki za kolegę. *A właściwie to…* Nagle uświadomiła sobie, że zupełnie nie musi jej zależeć na tym, aby oni wykonali misję, a tak naprawdę to dużo bardziej jej się opłaci napisać krytyczny raport o nieudolności chuninów. Zaczęła robić coś, czego zdecydowanie nie wolno szpiegowi- zastanawiać się kto i co zyskuje na jej misji. Może to blef, że sensei wiedział o jej historii i powinna uchodzić za niezdarę… A może po prostu dołączyć do kolegów, mówiąc im co i jak… Na czym sama skorzysta w największym stopniu…
[i]- Dobrze, podaj mi swój stopień, wiek, doświadczenie w misjach, no i oczywiście imię, oraz… adres.
- Ostatnie słowo zabrzmiało dziwnie, a dziewczyna przy tym przygryzła nieco wargę. - Jak będziesz pasować do przeciwnika, to walka będzie mogła być pojutrze, normalnie, biorąc pod uwagę zamknięcie areny, czekałbyś pięć dni. - Uśmiechnęła się szeroko, będąc zadowoloną z siebie i wpatrywała się dalej nachalnym wzrokiem w Chuunina, czekając na odpowiedzi.
Tymczasem z oddali wszyscy usłyszeli kroki, odwracając się w ich stronę, można było zauważyć szatniarkę, pewnym i zaskakująco szybkim, jak na jej sporą masę, krokiem pędziła w stronę łapiącego owada kota.
- A co to za kocisko! Albo się zacznie zachowywać, albo je stąd wygonię! - Krzyknęła w stronę Akahito, jakby podejrzewała, że kot jest jego własnością.
Akahito nie sadził, by wszystkie te dane były potrzebne do załatwienia nieoficjalnego pojedynku. Można było zatem wysunąć już wniosek, że kolejna próba dotarcia do właściwego źródła okazała się chybiona. Mimo wszystko warto było spróbować, a jakąkolwiek walką białowłosy nie pogardzał. Poza tym, postawa młodej dziewczyny wydawała się być dość dziwna, może rzec, że nachalna. Jako, że nigdy nie lepiła się do niego w szczególny sposób płeć przeciwna, to i tej okazji nie zamierzał przepuścić. Deska, bo deska, ale co tam.
- Nie ma sprawy. Chuunin, osiemnaście lat, doświadczenie całkiem spore jak na posiadaną rangę. Mam na imię Akahito, miło mi. Możesz mnie znaleźć pod adresem… - Podał dziewczynie wszystkie potrzebne informacje, uśmiechając się przy tym figlarnie. Co prawda nagiął trochę fakty, przypisując sobie bogatszy staż oraz dwa lata więcej, no ale chciał zrobić jak najlepsze wrażenie. Zresztą, tak mocno umalowana lala raczej chciała uchodzić za starszą, a więc i również zadawać się ze starszymi.
- Będę bardzo wdzięczny za… skrócenie procedur - dodał z drobnym uśmieszkiem. Potem spojrzał na pałętające się kota i westchnął cicho. - Mnie też irytują te wszędybylskie dachowce. Tak czy inaczej, liczę na ciebie. Mam jeszcze kilka spraw na głowie, więc muszę uciekać. Narazie. - Machnął dłonią na pożegnanie, po czym odszedł. No cóz, wyglądało na to, że spisek pracowników areny nie wchodził w grę. Chyba, że to stara i jędzowata szatniarka organizowała nielegalne walki. Mimo wszystko Houzuki postanowił zaczepić jeszcze łajzowatego asystenta. Wątpił co prawda, że taka ciamajda może coś wiedzieć o czymkolwiek, ale nigdy nic nie wiadomo. Odszukał więc owego młodzieńca i w pierwszej chwili musiał stłumić w sobie negatywne obelgi, które w pierwszej kolejności rwały mu się na usta. Ostatecznie wzniósł się więc na wyżyny ogłady i zaczął łagodniejszy tonem.
- Cześć. Słuchaj, mam taką sprawę, a ty akurat wyglądasz na dobrze zorientowanego. - Oj, było bardzo trudno powstrzymać się teraz od śmiechu. - Obecne zamknięcie areny pokrzyżowały dość mocno moje plany. Chciałem się zmierzyć w kilku porządnych, prawdziwych pojedynkach, ale nie spodziewałem się takiej organizacyjnej klapy ze strony areny. Jestem dosyć niecierpliwy i wpadam w szał, jeśli od czasu do czasu nie przeleję jakiejś krwi. Nie wiesz może, czy nie jest nic organizowanego poza tutejszą placówką? Zaczynam wpadać już w obłęd - powiedział, próbując udawać przy tym silnie nabuzowanego.
Uciekła szybko przez okno. Taaaak, ta jędza z szatni to zdecydowanie złe towarzystwo dla kociaka, ale i jako wypłosz nie mogła za dużo już zrobić. Jej cel obserwacji właśnie sobie poszedł, ale skoro ta płaska lala poleciała na niego, to bez problemu poleci też na innego, w końcu jej przyszły kolega z drużyny też nie był piękny. Gdy tylko znalazła się sama za budynkiem, dokonała szybkiej transformacji, tym razem przybierając postać przystojniaka, na którym nawet ona z chęcią zawiesiła oko. W nowej postaci wróciła do urzędniczki, krokiem samca alfa.
-Witaj skarbie.- puściła oko pod oprawek stylowych okularów, pochylając się nad twarzą samotnej, zdesperowanej lali. -Przybywając tutaj miałem w planach nieco się rozerwać, dokopując miejscowym frajerom, ale nie spodziewałem się, że prawdziwa gwiazda pojawi się przed moimi oczami…- posłała cwaniacki uśmiech, gdy ich twarze dzieliło tylko parę cm, a dłonią odgarnęła z polika swojej ofiary kosmyk włosów. -Może więc, jeśli nie masz planów na wieczór, to zaszczycisz mnie swoim towarzystwem? No chyba, że…- rozejrzała się, czy na pewno są tu sami, tak jakby chciała wyznać coś, co jest ścisłą tajemnicą. -Chyba, że musisz zostać na tym drugim biznesie… Wiesz co mam na myśli…- przejechała opuszkami po poliku urzędniczki, przygryzając lekko wargę, z błyskiem w oku. Czy chwyci przynętę? Na kolesia, którego grała, sama by poleciała…
Pochwycenie asystenta na korytarzu, było wbrew pozorom dość ciężkim zadaniem, bo typowy pracownik “od wszystkiego” biegał z różnymi papierami i innymi przedmiotami we wszystkie możliwe strony, nieco jak w transie. Dopiero zastąpienie mu drogi poskutkowało, chociaż kilka dobrych sekund zajęło mu ogarnięcie sytuacji, zanim był zdolny do jakiejkolwiek konwersacji.
- Czy chce pan złożyć skargę na działanie areny? Mogę panu podać oficjalny druk, który trafia prosto do naszego przełożonego. - Nie czekając na odpowiedź, już podszedł do jednego z niedalekich stosów kartek i zaczął wśród nich szukać prawdopodobnie rzeczonego formularza.
- Sam sobie wypełniaj te druki - odparł wyraźnie zniesmaczony Akahito. Miał już zamiar wepchać zwinięty w kulkę formularz do gęby młodzieńca, ale ostatecznie wstrzymał się ze swym pomysłem i jedynie ze skwaszoną miną odszedł bez słowa. Z każdą kolejną osobą tracił nadzieję na odnalezienie jakichkolwiek istotnych informacji. Postanowił raz jeszcze przejsć się po całym kompleksie i zagadać do potencjalnych uczestników walk, choć niekoniecznie musiał ich tu spotkać ze względu na trwające remonty. Jego nieowocny rekonesans powoli dobiegał końca.
Łajzowaty asystent odprowadził Akahito wzrokiem, po chwili wracając do obowiązków. Dalsze poszukiwania młodego Houzuki, poszukującego tym razem uczestników walk, zakończyły się jedynie na znalezieniu jakiegoś wymuskanego gościa przy dziewczynie od zapisów, chociaż krzyk tej drugiej świadczył o tym, że on akurat może mieć problem z przyspieszeniem procedury uzyskania walki.
- Przepraszam pana, jest pan nachalny! - Krzyknęła paniusia od zapisów, gdy przystojniak zaczął się do niej przyklejać. - Tym bardziej nie wiem, co pan sugeruje! Więc albo pan się jak normalny człowiek zapisuje na arenę lub wychodzi, albo ja zawołam kogoś, by się pana stąd pozbył! - Mówiła głośno, oburzona dziewczyna.
- Jakiś problem? - zapytał pewnym głosem Houzuki, zbliżając się do umalowanej deski i jakiegoś nieznajomego typka. Zmierzył nachalnego fagasa chłodnym spojrzeniem, poczuwając się w tym momencie do pełnienia funkcji rycerza w lśniącej zbroi. No dobra, nie robił tego z szlachetnych pobudek. Tak naprawdę zarówno z lalą wiązał egoistyczne interesy, jak i natrętowi chciał pokazać swoje stanowcze ja lub w razie potrzeby obić mu mordę.
-Spokojnie kolego, tutaj starczy towaru na nas dwóch.- uśmiechnął się szelmowsko, choć tak naprawdę balansował na krawędzi… - Lala, bardzo szybko wzywasz swoich chłopców, a więc tak zwinni są wojownicy z nielegalnej areny… Ciekawe.- Może nie lubiła być zdobywana w ten sposób, ale może zdenerwowana puści parę z ust… Sprowokowany człowiek nie myśli najlepiej. Poza tym użyła wątku, którego tępy osiłek również poszukiwał.
- Jestem raczej zachłanny… - odparł śmiało, wpatrując się ze zmarszczonymi brwiami to na młodzieńca, to na płaską dziewczynę. Zamierzał skorzystać z okazji, rodząc żywy konflikt, ale kolejny już raz zapanował nad swoją gwałtownością, co okazało się owocne. Nie wiedział, skąd nagle ta wzmianka typka o nielegalnej arenie, pozwolił więc pozwolić lali na wyjaśnienia. Spojrzał na nią wymownie, oczekując odpowiedzi. Ślepym trafem udało mu się w końcu wpaść na jakiś trop.
- Proszę o opuszczenie areny, bo wezwę ochronę! - Zwróciła się natychmiast do przystojniaka, który wspomniał o nielegalnej arenie. - Nie pozwolę sobie ani na chamskie podrywy, ani jeszcze bardziej chamskie zarzuty! Proszę o opuszczenie budynku! - Wyglądała na zdenerwowaną, jednak nie sprawiała wrażenia, jakby coś ukrywała.
- Lepiej stąd znikaj, koleżko - powiedział pewnie Akahito do nieznajomego typka. - Chyba, że wolisz zrobić z tego gabinetu arenę tu i teraz…- Dodał po chwili, nieprzerwanie wpatrując się na jegomościa.
-Oki doki…- wciąż pod swoim przebraniem wyszła z pomieszczenia, puszczając wcześniej Akahito oczko. Miało wyjść dostatecznie homoseksualnie, aby się zraził. Prawdopodobnie tak wyszło. Po opuszczeniu lokum nabrała przekonania, że osiłek w życiu nie rozgryzie szajki przestępczej, a pracownicy naprawdę nic nie wiedzą. Wobec tego, czy jest jakikolwiek sens, dalszego udawania kogoś, kim nie jest? Rozejrzała się wokół i po upewnieniu, że nikt nie widzi, wróciła do swojego normalnego ciałka. Odetchnęła z ulgą, widząc swoje doskonałe kształty. Co dalej? Może powinna przydusić jakiegoś goryla odrobiną lawy, wtedy każdy puszcza parę z ust… Lawa i para… Niezłe powiedzonko. Ciekawiło ją jak idzie pozostałej dwójce. Powodzenie misji zupełnie nie leży w jej interesie, jeśli chodzi o nią, to wystarczy, że zawalą, ciekawszy będzie jej raport. Na dłuższą metę, to bardzo niekoleżeńska postawa wobec drużyny, która kiedyś będzie robiła za jej goryli. No dobra, teraz powinna przyznać się Akahito kim jest, a później zjechać ich w raporcie, którego nigdy nie zobaczą.
- Masz szczęście - odburknął, odprowadzając nieprzyjemnym wzrokiem natręta. Potem przyjrzał się płaskiej lali i zwrócił się do niej. - Wszystko w porządku? Za spłoszenie tego fagasa oczekuję wyjaśnień. O jakiej on arenie gadał? - Zapytał, gestem ponaglając dziewczynę. Zaraz potem wyszedł z gabinetu, rzucając do pracownicy na pożegnanie. - Nie zapominaj o naszej wcześniej rozmowie.
Dziewczyna tym bardziej zapatrzona była w Houzuki, gdy ten odgonił natrętnego typa, mimo, że nie wymagało to pokazania swej siły. Dopiero po chwili do niej dotarło, o co ją zapytał.
- Ja nie wiem, o jaką arenę chodzi… ale chyba nie chcesz odejść od nas i iść do konkurencji? - Zapytała ze sporym zmartwieniem zarówno w głosie, jak i wyrysowanym na twarzy.
Z pochmurną, lekko skwaszoną miną Akahito opuścił pomieszczenie i ruszył w stronę wyjścia areny pospiesznym krokiem. Małe śledztwo na arenie nie przyniosło żadnych efektów. Jedynym zahaczeniem na pożądanym temat był nieznajomy typ, z którym przed chwilą miał mały spór. Houzuki liczył więc, że go dogoni i odpowiednio wypyta, ewentualnie obije.
Zaczaiła się nieopodal. Musiał tędy przechodzić, a wtedy odejdzie z nim kawałek i powie co i jak. Chociaż z drugiej strony… Nie wyglądał na kogoś bardzo rozgarniętego, może zdradzi więcej szczegółów swojemu sensei, jeśli przebierze się za tego dresiarza? Tylko tak bardzo się już nie chce…
-Ej ty!- zawołała kulturalnie słodkim głosem, gdy tylko się nieco oddali. Pewnie musiał być zdziwiony, że tak atrakcyjna, nieziemsko piękna i mądra pani do niego zagaduje, no ale... -Ty musisz być Akahito, jestem czwartą osobą w waszej drużynie.- dała mu chwilę, aż szare komórki przyswoją nową, dość nietypową informację. -Dostałam od tego łysego sensei misję szpiegowania was i dostarczenia raportu o waszej skuteczności. Jakoś tak wybrałam, że pójdziesz na pierwszy ogień.- teraz miało nastąpić najlepsze… -Jednak wspaniałomyślnie wymyśliłam, że dla wzmocnienia drużynowych więzi, pomogę wam w tajemnicy, a potem wszystkich pochwalę w raporcie.-[i] następnie przedstawiła się i podstawiła mu dłoń do ucałowania. [i]-To gdzie teraz się spotykamy? Zawsze możesz mi nie mówić, ale wtedy dostarczę o tobie szczery raport z twojej części zadania i nie zapomnę jak kopnąłeś niewinnego kotka, którym przez chwilę byłam.- uśmiechnęła się widząc jego zakłopotanie, w najbardziej kokieteryjny sposób, na jaki było ją stać. Bawiło ją stawianie go w takiej sytuacji, lekka pożywka, dla schowanej sadystycznej natury…
Akahito nim zdążył odnaleźć natręta spotkał jakąś rudą dziewczynę, która zwróciła się do niego. Zbliżył się więc do niej na kilka kroków i wysłuchał tego, co ma do powiedzenia. Jej słowa były z pewnością zaskakujące. Białowłosy raczej nie przewidywał czwartego członka drużyny. Niespecjalnie ucieszył się z bycia śledzonym, choć mimo wszystko obserwacji ze strony łysego jounina można było się spodziewać. Na wysuniętą do ucałowania dłoń spojrzał z krzywym uśmiechem. Ta ruda chyba faktycznie myślała, że Houzuki to zrobi.
- Nadmierne przechwałki będą wyglądały podejrzanie - stwierdził, ściskając jej dłoń. Sekundę później jego ręka będąca w uścisku zmieniła swój stan na ciekły, najzwyczajniej w świecie rozlała się. Chłopak wyszczerzył wtedy swoje spiłowane ząbki. - Wybacz, nie mogłem się powstrzymać, hehe. - Przez następną chwilę jego dłoń wracała do swej pierwotnej formy, a on sam wyraźnie się obruszył na ostatnie słowa dziewczyny. - Niepotrzebnie mi pod nogi właziłaś. A co do spotkania, to zbieramy się o trzynastej w knajpie “Pod Śliwką”. Swoje zrobiłem i zamierzam już się tam udać.
Spojrzała na niego wraźnie zniesmaczona, ale też co się spodziewać rycerskiego zachowania po Houzuki. Ze swojego kimono wyciągnęła jedwabną chusteczką którą przetarła dokładnie dłoń i schowała spowrotem. Obiecała sobie, że następnym razem potraktuje go raitonem, a w jej oczach zaświeciła się złowieszcza iskierka. Na szczęście długie lata bycia szpiegiem pozwoliły na przystopowanie z niepotrzebną agresją, ale knajpa “Pod Śliwką”? Nie znała takiej, chyba że wiele zmieniło się w wiosce, albo to kolejny z lokali dla tych ze slamsów. Po raz kolejny księżniczka nie dostanie oczekiwanych luksusów, a to wszystko za słabe wynagrodzenie, marne towarzystwo i brak urlopu zdrowotnego…
-Świetnie. Prowadź więc, a w tym czasie może poznamy się bliżej.- jej złość odeszła, a minka stała się słodka. Bioderka lekko zatańczyły, w tym samym momencie co paluszek przejechał po wargach. Puściła do niego oko, tak jak wtedy, gdy grała przystojniaka i ruszyła w kierunku wioski.
- Skoro już zamierzałaś się ujawniać, mogłaś powiedzieć wcześniej, a nie wpadać mi pod nogi - oznajmił, nieprzerwanie przyglądając się kunoichi, marszcząc przy tym brwi. Zaraz po tym ruszył w stronę miejsca spotkania. - Skoro zamierzasz być taka miła, to może jednak nie ubarwiaj za bardzo tego raportu. I tak nie było żadnych poszlak, poza tym nie chcę wychodzić na nie wiadomo kogo. Jeszcze mnie łysy mianuje przywódcą, czy coś… Więc wolałbym, żebyś opisała mnie neutralnie, dobra? - Sięgnął w drodze po butelkę napoju, z której upił kilka solidnych łyków.
-Wychodzę z dobrą wolą, a ty jeszcze narzekasz?- prychnęła niezadowolona i przewróciła aktorsko oczami. -Po prostu znudziło mi się patrzenie jak nic z tego nie wychodzi i żeby móc szybciej wylegiwać się w gorących źródłach, postanowiłam…- chwilę zastanowiła się nad tym, jak najlepiej to zabrzmi, krzyżując ręce poniżej biustu i jednym palcem drapiąc się po skroni. -Przyspieszyć procedury. Więc zanim kolejny raz zaczniesz marudzić, okaż najpierw wdzięczność. Sam nie jesteś pracusiem.- zrobiła typowego, arystokratycznego focha i bez słowa szła wraz z kompanem.
- Tia, ale nadmierna dobra wola też jest zła. I podejrzana. Równie dobrze łysy może siedzieć gdzieś tu w krzakach i nas obserwować. No ale dobra, niech ci będzie, o dobroduszna pani - zadrwił, natomiast wzmiankę o przyspieszeniu procedur zignorował, choć i tak na jego twarzy zagościł na moment lekki grymas. - No nie jestem szczególnie pracowity i najchętniej obijałbym się teraz na basenie, ale nie lubię jak ktoś mi się za bardzo wpieprza. Także rączkę ucałuję szanownej damie, jak mi da trochę spokoju i pod buta nie wejdzie, ani w raporcie nie namiesza - oznajmił lekko rozbawiony, kontynuując marsz w stronę baru o charakterystycznej barwie. Rudowłosa dziewczyna szła razem z nim, co chwila drocząc się z Houzukim i sypiąc komentarzami charakterystycznymi dla zadufanej księżniczki.
Avatar użytkownika
Malutka_Li
 
Posty: 17
Dołączył(a): 25 lipca 2009, o 12:26

Re: Drużyna #25

Postprzez Marcel » 23 września 2014, o 00:27

Houzuki Akahito #25
Obrazek

Znowu robił z siebie dziwaka i ściągał uwagę postronnych. Zwykły spacer uliczkami stał się bardziej małym pokazem fechtunku, lub inaczej cyrkiem, zależnie od opinii komentującego. I choć podczas marszu uświadczył kilka różnych obelg ze strony okolicznych przechodniów, to jednak w jakiś sposób kontynuowanie swych popisów dawało mu pewną frajdę. Czy to wywołał grymas u jakiegoś typka, czy małą obawęu innego przechodnia, a może podziw u dzieciaka, nie ważne. Każdy efekt był dobry. W drodze na miejsce zastanawiał się również nad planem działania. Zamierzał rozejrzeć się po personelu areny, a także po uczestnikach. Istniała szansa, że ktoś mógł być tam zamieszany w konkurencyjny, nielegalny interes. Jeśli chodzi o sam sposób wyciągania informacji, to Akahito postanowił wypytywać się nieco delikatniej i mniej bezpośrednio, aniżeli walić prosto z mostu. Bądź co bądź, nawet jeśli ktoś posiadał informacje w pożądanym temacie, to raczej nimi tak bardzo nie obnosił. Wydawać się więc mogło, że potrzebna jest subtelność, o ile można było w ogóle oczekiwać subtelności od posiadacza szerokiego, niemal półtorametrowego miecza.
Niedługo później wkroczył na teren kompleksu i w pierwszej kolejności zrobił sobie rundkę po całym obiekcie, by mieć ogólne rozeznanie i móc podjąć dalsze decyzje. Jednakże na samym początku natrafił na problem dość znaczących rozmiarów, gdyż aktualnie nie toczono jakichkolwiek walk. A wszystko przez jakieś cholerne prace remontowe, które wymusiły wstrzymanie działalności areny. Houzuki musiał po prostu jakoś przekląć sobie pod nosem, by choć trochę odreagować.
- No kurwa, że też akurat dzisiaj. Zachciało im się prac… - Złość była jak najbardziej uzasadniona. Brak pojedynków oznaczał brak uczestników, a więc i mniej potencjalnych tropów. Białowłosemu pozostawał tak naprawdę jedynie personel. Szczerze mówiąc, zaczynał już wątpić w powodzenie swego śledztwa.

~~ tu powyższa scenka ~~

Szedł dalej w stronę konkretnego baru, który był ustalonym miejscem spotkania drużyny. Z upływem kolejnych chwil ilość negatywnych komentarzy między nim a panią księżniczką nieco zmalała, bo ile można się przekomarzać. Ogółem rzecz biorąc, Akahito miał nienajlepsze odczucia co do ostatnich wydarzeń. Jego działania nie przyniosły żadnych rezultatów i nie przyczyniły się do pchnięcia śledztwa do przodu choć na kilka centymetrów. Do tego jeszcze ta ruda paniusia, która stanowczo za wiele sobie wyobrażała. Pomijając już same rozbawiające do łez scenki z żądaniem ucałowania rączki, młoda dama stała wciąż pod znakiem zapytania. Skoro wyraźnie kombinowała, mogła kombinować jeszcze bardziej. Houzuki nie był pewien, czy dziewczyna czasem czegoś nie kręci. Przecież równie dobrze mogłaby zadeklarować chęć współpracy, a potem w raporcie i tak obsmarować go błotem. Zresztą, takie zakończenie było bardzo prawdopodobne, jeśli wziąć pod uwagę dotychczasowe relacje między dwójką chuuninów. Dla białowłosego nie był to jednak powód, by się przejmować. Żaden głupi raport go nie ruszał, tym bardziej naskrobany przez niunię wyobrażającą sobie trochę za dużo. Chłopak wiedział, że zrobił swoje. A skoro nikt z pracowników areny nie wiedział nic o nielegalnym interesie, to przecież Akahito nie był w stanie wyciągnąć informacji z niczego. Może przynajmniej jego towarzyszom udało się dowiedzieć czegoś interesującego. Taką miał nadzieję. A jak nie, to trudno. Łysy będzie miał problem, najwyżej opierdoli swój zespół.
Avatar użytkownika
Marcel
 
Posty: 31
Dołączył(a): 21 sierpnia 2009, o 23:13
Płeć: Mężczyzna

Re: Drużyna #25

Postprzez Luminous » 23 września 2014, o 16:39

Opuszczając miejsce spotkania i swoją nową drużynę, Akarui zastanawiał się, jake ma szanse przeżycia będąc przywódcą tych dwóch… nie chciał powiedzieć zjebów, raczej starał się nie sugerować pierwszym wrażeniem, ale z drugiej strony brakowało mu lepszego słowa. Pocieszało go tylko to, że Śliwek stara się myśleć zanim coś zrobi, a przynajmniej mógłby to sugerować jego styl walki. Skrytobójcy na pewno wykazywali się większą skłonnością do myślenia, w przeciwieństwie do tępej masy pokroju Houzukiego. Niestety, nie wiadomo jakby chciał, nie mógł ich za to winić, w końcu to Wioska Mgły, a tamci dwaj świetnie oddawali obraz typowego shinobi. Akarui skrzywił się z dezaprobatą do swoich myśli, nie lubił przeciętności ani rzeczy typowych. Pominął fakt, że sam włada kataną, kupioną u zwykłego rzemieślnika, pewnie kolejny egzemplarz w większym zamówieniu. Nie wykazywał się niczym szczególnym, znowu: przeciętna broń. Skrzywił się jeszcze bardziej, a jego twarz wyglądała, jakby przed chwilą zjadł cytrynę. Nie oszukiwał się, nigdy nie był geniuszem, jako genin pokazał wielokrotnie, że odstaje w kilku aspektach, ale wtedy przynajmniej ktoś go prowadził, miał tego swojego sensei i dwójkę innych geninów. Nie musiał dowodzić dwoma napalonymi zabójcami, podczas gdy tak zwany jounin robił kij wie co, gdzie i z kim. Musiał jednak docenić jego poczucie humoru. Mianował dowódcą osobę najmniej do tego chętną i prawdopodobnie najmniej wykwalifikowaną.
*Powinienem załatwić sobie jakąś unikalną broń* podsumował swój wywód, zostawiając przemyślenia o Łysym, Śliwku i Houzukim na później, bo oto właśnie jego oczom ukazał się budynek biurowy. Całe szczęście ktoś zadbał o widoczne podpisy, nieważne jak kiczowate, dzięki czemu trafił od razu. Atrakcyjna sekretarka kazała mu czekać, więc czekał słuchając odgłosów burdy dochodzących z pokoju pana Yoshitaki. Nie wnikał o co poszło, gdy wyszedł stamtąd, mówiąc delikatnie, zdenerwowany mężczyzna. Nie jego sprawa. Tata uczył, by nadmiernie się nie wychylać, a przynajmniej dopóki nie będzie z tego profitów. Teraz nie było.
Akarui wszedł niespiesznie do gabinetu, przywitał się i rzucił okiem po pokoju. Na pierwszy rzut oka było widać, że za wystrój odpowiadała nie ta sama osoba co za szyldy, bo dało się nawet określić go jako gustowny.
- Witam, jestem Harima Yoshitaki, zarządca areny Kiri-Gakure. Rozumiem, że pan w związku z misją, jaką zleciliśmy wiosce?
-Tak - odpowiedział krótko i zwięźle Akarui. - Nie macie tu krzeseł?
- Mamy. - Wskazał na jedno, znajdujące się przy ścianie, z dobre dwa metry od biurka, krzywo ustawione. - Przemieściło się tam wraz z poprzednim, agresywnym petentem. Proszę spocząć i pytać. - Dopowiedział spokojnym, pewnym głosem.
-Dziękuję, chętnie. - Chłopak przysunał krzesło do biurka i dopiero na nim usiadł. -Swoją drogą, sam pan tu dekorował? Świetny gust - rzucił szybko komplement. -Ale do brzegu. Czy jesteśmy pierwszą drużyną, której to zlecono? Czy ktoś wcześniej zebrał jeszcze jakieś informacje o których nie wspomniano w raporcie, który otrzymaliśmy? - Dwa pytania, na razie wystarczy, Akarui nie chciał go zmęczyć.
- Nie, jesteście pierwsi. Szczerze mówiąc, możliwe, że bylibyśmy w stanie sami poradzić sobie z tym problemem, ale bycie oficjalną areną obliguje nas do załatwienia takiej sprawy poprzez zlecenie misji. Z drugiej strony, dobrze, że zajmuje się tym ktoś z zewnątrz, chociaż pewnie kilka spraw, które dla pracowinków areny są oczywiste, dla was mogą być niewiadomą. Dlatego możecie kontaktować się ze mną poza kolejnością w tutejszym biurze. To tak jeszcze gwoli wyjaśnienia. Więc proszę pytać o cokolwiek, co może wydać się istotne. - Zakończył, cały czas zachowując się dumnie i stanowczo, jakby pochodził aż nazbyt poważnie do swoich obowiązków w oczach młodego Chuunina.
*Wygląda na to, że nawet dwa pytania to za dużo * pomyślał Akarui. Doszedł również do wniosku, że wszelkie próby podlizania się są bezsensowne, zarządca nawet nie zwrócił na to uwagi. Chłopak będzie musiał wykorzystać stare sposoby, czyli liczyć na uprzejmość Harimy. A nuż widelec może akurat nie będzie chciał niczego ukryć?
-Dziękuję za tę uprzejmość, jednak dalej nie odpowiedział mi pan na drugie pytanie. Czy w raporcie zamieszczono wszystkie informacje, czy są takie, które z różnych powodów powinny tam trafić, ale nie trafiły? - zapytał, rozsiadając się i zakładając nogę na nogę.
- Proszę pana, wszystkie konieczne wiadomości z pewnością do raportu trafiły, co najwyżej ze względu na zwięzłość tego dokumentu, mogły zostać przez sporządzającego raport mocno okrojone. Jeśli sugeruje pan, że specjalnie coś ukrywamy, wtedy możemy spokojnie cofnąć wykonywanie przez waszą drużynę tej misji, bo nie potrzebujemy do tego kogoś, kto wysuwa bezpodstawne oskarżenia na temat zlecającego misję. - Powiedział, wbrew pozorom, bardzo spokojnie mężczyzna, chociaż zachowywany spokój zdawał się być stałym elementem zachowania Harimy.
-Nic nie sugeruję, proszę pana - młody chuunin starał zachować spokój, przy okazji kontrolując mimikę twarzy. Był wytrzymały psychicznie, odporny na większość prób zastraszania, toteż grzeczne upomnienie nie zrobiło na nim wrażenia, odnotował jednak, że powinien ostrożniej dobierać słowa. -Wolałem zapytać na wszelki wypadek, nigdy nic nie wiadomo. A nawet gdyby coś było pominięte, to wierzę, że był za tym powód, a to już nie moja sprawa, jaki on był. Ja mam tylko wypełnić zlecone zadanie i chciałbym zebrać wszystkie możliwe informacje - powiedział, zanim zdążył ugryźć się w język.
*No brawo* - pomyślał. *Oby się znowu nie wkurzył.*
Akarui już wiedział, że Harima może zinterpretować to dwojako. Albo wyjdzie na bezmyślnego shinobi, który wykona rozkaz bez myślenia, tak długo, jak będzie wiedział jak, albo wręcz przeciwnie - na osobę sprytną, zbierającą informacje tylko po to, by wykorzystać je w korzystnym dla siebie momencie. Tak czy inaczej, obie te drogi mogły mieć zarówne pozytywny jak i negatywny skutek.
-Wracając do samego zlecenia, w formularzu napisano, że jest pan w stanie wskazać podejrzewanych sprawców. Mógłbym teraz o to prosić?
- Mogę, aczkolwiek koniecznym jest tutaj zauważyć, że są to wyłącznie moje domysły, stąd nie znalazło się to w raporcie. Walczył kiedyś taki Shinobi na Arenie, bardzo dobry w Genjutsu, a wydaje mi się, że czasem do kontroli nad walczącymi używane są właśnie techniki kontroli ciała. Oprócz walk, w których pokazał trochę swojego zacnego arsenału technik, ponoć często go widziano na arenie jako widza, jednak wyłącznie na walkach młodych Geninów. Swój domysł opieram tylko na tych faktach. Wiadomo też, że sprawca na pewno nie działa sam, więc możliwe, że jego znajomi też są w to zaangażowani. Jeśli jest pan tym zainteresowany, proszę podejść do mojej sekretarki, wypisze ona potrzebne dane.
-Dobrze, dziękuję - odpowiedział po chwili przeciągając wyrazy. Szukał wzrokiem zegarka, by sprawdzić upływ czasu. Nie sądził, by spóźnił się na spotkanie z resztą, ale nie chciał wrócić z pustymi rękami. Trop, który dał mu namiestnik był mówiąc delikatnie niepewny jak pogoda w Konoha. Podejrzany mógłby być równie dobrze wrabiany, to że używa genjutsu i lubi popatrzeć na walki o niczym nie świadczy. Można by się przyczepić tego, że ogląda geninów, czyli osoby młode. W KiriGakure spotyka się wielu dewiantów, ten mógłby po prostu być jednym z nich. Jako osoba w aktywnym związku z własną siostrą, Akarui nie ocenia tego typu ludzi, choć nie ukrywa zniesmaczenia.
Wyłączył się na chwilę, a jego wzrok zaszedł mgłą. Zastanawiał się, o co może jeszcze zapytać, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Wspomnienie Reiko rozproszyło go dostatecznie mocno. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Tematyka zdobień przypomninała mu o Houzukim, nowym członku jego drużyny. Nie liczył na wiele, tak naprawdę nie uważał, żeby udało mu się czegokolwiek dowiedzieć. Trochę większe nadzieje pokładal w Śliwku, a nuż któryś pracownik areny coś powiedział? No nic.
Spojrzał jeszcze raz na Harimę. Zdecydował, że nie ma co przeciągać.
-Sekretarka, tak? - zapytał jeszcze raz, wstając. Nie oczekiwał odpowiedzi. - Dziękuję za informację i współpracę, postaramy się szybko załatwić sprawę.
Dosunął krzesło i wyszedł z gabinetu, podchodząc do biurka sekretarki.
-To jeszcze raz ja. Pan Hirama kazał mi się do pani zgłosić po dane pewnej osoby - rzucił lakonicznie i stał, czekając na kartkę.
Kobieta przez chwilę kończyła wcześniej wykonywaną czynność, by dopiero po chwili przerzucić swą uwagę na przybyłego chłopaka.
- Jakiej dokładnie osoby? - Zapytała, wpatrując się w Chuunina.
-Osoby podejrzanej o prowadzenie nielegalnej areny - pieprzyć dyskrecję, powiedział to w miarę głośno.
- Trzeba było tak od razu. - Uśmiechnęła się słodko, po czym wyciągnęła jakiś segregator i na małym zwoju zaczęła spisywać dane.
- A swoją drogą - Akarui przerwał ciszę. - Jak Ci się pracuje pod Hiramą?
- Bardzo dobrze. - Zarumieniła się lekko. - Proszę, to są dane tej osoby. Myślę, że najważniejsze rzeczy wypisałam.- Podała chłopakowi zwój, na którym zapisane było:

Hayakawa Shusake, lat 22, Chuunin
Główna specjalizacja: Genjutsu, wsparcie Taijutsu, podstawy Ninjutsu
Rekord walk na arenie: 12 wygranych, 4 przegrane, 3 bez werdyktu
Adres:
ul. Jastrzębia 13


-Dziękuję, bardzo mi pomogłaś! A swoją drogą masz ładny charakter pisma - rzucił bez myślenia i uśmiechnął się do dziewczyny.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się, a następnie poprawiając najpierw włosy, a później bluzkę, dodała. - Ogólnie mi płacą za to, bym dużo rzeczy miała ładne. - Zaśmiała się, po czym zaczęła przeglądać jakieś dokumenty.
- W takim razie powinnaś dostać podwyzkę - zażartował na odchodne. - Nie będę już przeszkadzać, uciekam służyć naszej wspaniałej wiosce. Do zobaczenia! Mam nadzieję. - ostatnie tylko wymamrotwał, gdy odwrócił się już plecami.
- Pa. - Usłyszał z ust kobiety zajętej swoimi czynnościami, gdy wychodził.
Akarui zamknął za sobą drzwi i zatrzymał się gapiąc w kartkę. Poklepał się po wewnętrznej kieszeni, szukając papierosów. Zapomniał, że ostatniego wypalił rano a nie zahaczył o żaden sklep po drodze. No cóż, poczeka. Spojrzał na słońce. Niebo było w miarę czyste, widział je bez problemu. Byłoby to pomocne, gdyby tylko umiał określać godzinę po położeniu słońca.
Zszedł na chodnik i rozpoczął marsz. Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że nie ma i tak nic ciekawego do roboty, a jeżeli będzie szybciej na miejscu spotkania, to najwyżej się czegoś napije. Wykorzysta też czas po drodze i skoczy po nową paczkę.
Gdy szedł rozmyślał o sekretarce i zastanawiał się czemu splonęła rumieńcem gdy wspomniał o pracy pod Hiramą. Czyżby “pod” było w tym przypadku dosłowne? Uśmiechnął się do siebie, nic dziwnego, że zarządca był taki spokojny, o relaks pewnie dbała jego podwładna.
Skręcił do sklepu, zaopatrzył się w papierosy, wyszedł i skierował się w jakąś uliczkę. Odpakował tutki i odpalił jedną. Znowu oddał się rytuałowi zaciągania i ganienia, jednak potrzebował tego. Jeżeli tamta dwójka na nic nie wpadnie, a nie liczył, żeby byli w stanie czegoś się dowiedzieć, to kartka którą dostał będzie ich jedynym tropem. Zastanawiał się jak mogliby teraz wyciągnąć cokolwiek z Hayakawe Shusake, lat 22, chuunin. Wątpił, by ten siedział w swoim domu na Jastrzębia 13. Swoją drogą, to kto nazywa te ulice? Jak nic ten sam koleś od szyldów. No nic, to wioska zabójców, a nie artystów, Akarui, biedny, niezrozumiany aspirujący malarz musiał z tym żyć. Co nie znaczy, że musiał się z tym pogodzić.
Zgarował peta i ruszył w stronę baru. Chodził tam często, wraz ze swoją bratnią duszą, o której stara się teraz zapomnieć, toteż trafił szybko i bez problemu.
Gdy tylko dotarł i wszedł do lokalu, zlokalizował swoją drużynę i zdziwił się, widząc przy stoliku Houzukiego, rudą czuprynę. Opanował wyraz twarzy, podszedł do stolika i najgrzeczniej jak umiał, zapytał:
-Kto to, kurwa, jest?
Avatar użytkownika
Luminous
 
Posty: 179
Dołączył(a): 6 czerwca 2010, o 15:42

Re: Drużyna #25

Postprzez Marcel » 5 października 2014, o 21:24

Drużyna #25


-Kto to, kurwa, jest? - zapytał Akarui patrząc podejrzliwym wzrokiem na rudą. Był spokojny, podejście Hiramy poniekąd mu się spodobało. Pasywnie - agresywny, chociaż to chyba nie do końca tak działa. Wziął krzesło i usiadł naprzeciwko dziewczyny. Spojrzał na Houzukiego, oczekując wyjaśnień. Śliwka jeszcze nie było.
- Moja dupera, hiehiehie… - odpowiedział natychmiast Akahito, śmiejąc się przy tym parszywie. Kątem oka zerknął na dziewczynę i wtedy spoważniał. - To znaczy nasza nowa koleżanka, pani księżniczka… Zresztą, nie będę się za nią tłumaczył, skoro sama ma niewyparzony język. No, to jak, powiesz towarzyszom to, co mi powiedziałaś? - zapytał rudą, a potem położył ręce na blacie stołu.
Słysząc żart, Akarui skrzywił się, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie chciał oceniać mięśniaka zbyt wcześnie, ale pierwsze wrażenie chyba nie odbiegało za bardzo, o ile w ogóle, od istoty jego jestestwa. Zrezygnowany wyciągnął się na krześle, zdejmując wcześniej miecz z pleców i kładąc na kolanach.
-Nie myślałeś kiedyś o tym, by rzucić karierę ninja i zostać komikiem? Płaciliby Ci, żebyś nie występował. - Czekając na rudą, Kyusei dogryzł koledze.
- A tobie, żebyś przestał pierdolić - odgryzł się Houzuki.- Przejdziemy w końcu do sprawy, czy nie? - zapytał lekko poirytowany, wcale nie mając ochoty na kontynuowanie bezsensownej kłótni.
-Oh…- z takim chamstwem jej arystokratyczna dusza rzadko się spotykała… *No cóż…* pomyślała ogladając swoje starannie wypiłowane paznokcie i zastanawiając się czy nie żal jej dłoni, aby trzasnąć jednego i drugiego. *Chłopaki z nizin…* pomyślała, doprowadzając się do ładu psychiczno- społecznego i wyciszając emocje, mimo że na skroni intensywnie zapulsowała żyłka.
-Cóż to za mienry panie…- zastanowiła się chwilę, przypominając sobie co powiedział łysy. -Akarui?- spojrzała pobłażliwie, oblizując trochę lawy, która przez emocje wypłynęła koncikiem ust, a resztki zmysłowo zebrała na wskazujący palec i patrząc z pewnościa siebie na obu (pożal się kami) kolegów, oblizując go. <done>
-Yup, Akarui, i czy Ci się to podoba, czy nie, mianowali mnie dowódcą, więc teraz chciałbym wiedzieć kim jesteś, co umiesz i co wiesz o misji. O, a także czemu Cię nam przydzielili. - Zakończył serię pytań i zaczął rozglądać się za kelnerką. Wypadałoby coś zamówić, żeby ich zaraz nie wyrzucili.
Zrobiła klasyczny facepalm…
-Lawa ci nie mówi za wiele co?- westchnęła ciężko.
-Nie, różne rzeczy mogłaś mieć w ustach - odpowiedział Kyusei, zachowując kamienną twarz.
Akahito zaśmiał się, słysząc ostatni komentarz dowódcy. Moment później jednak się uspokoił i postanowił się wtrącić. - Zacznijmy lepiej od samego celu odwiedzin naszej pani księżniczki… - zasugerował, po czym oparł się wygodniej i splótł ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Oj… Dzięki mój rycerzu.- zaszczebiotała przesadnie słodkim głosem, po czym wróciła do pana szefa, cały czas uśmiechając się uroczo. Nikt nie wiedział, że w jej myślach następował teraz klasyczny film z serii sado maso. -Za to możesz być przekonany, że w raporcie, który mam o was ułożyć, będzie dokładnie powiedziane czyje i jakie rzeczy sam miałes w ustach panie przywódco.- podparła brodę na swoich dłoniach, pochylając się do blatu stołu. W jej oczach widać furię i ogniki sadyzmu, lecz naturalny temperament luzu i lata szkolenia hamowały eksplozje.
Akarui słysząc te pseudo groźby uśmiechnął się szeroko. Może to była jego szansa na zdegradowanie z dowódcy?
-Ciekawi mnie tylko, kto bardziej beknie za umieszczanie wyssanych z palca informacji w oficjalnych dokumentach - odpowiedział spokojnie i wciąż uśmiechnięty podniósł rękę, zwracając uwagę kelnera na siebie. -Cztery duże soki owocowe z lodem na rachunek klanu Terumi. W końcu trzeba uczcić współpracę.
Przewróciła oczami, zakładając nogę na nogę i opierając się na swoim krześle. Mogła bez konsekwencji obciążyć trochę rachunek rodziny, więc gburstwo kolegi nie zrobiło wrażenia.
-Tak więc, pewnie nie byłes zbyt plinym uczniem, dlatego poratuje. Jestem specjalistką odnin, a reszta w tym czasie ma obić za pzydupasów, abym spokojnie dbała o wasze tyłki.- zakończyła zgrabny opis swoich umiejętności. -Sama się zastanawiam, czemu mnie tu przydzielili… W każdym razie mam przygotować raport o tym, jak każdy z was radzi sobie z misją, ale z uwagi na to, że kolega Houzuki sobie nie poradził, a ja wolę wygrzewać się w gorących źródłach, to postanowiłam wam pomóc, a potem dać raport łysemu.- Wyszczerzyła na sekundę perełkowe ząbki, pokazując że skończyła.
- I jeszcze szklankę wody! - dodał, zwracając się do kelnera. Następnie z wyraźnym grymasem niezadowolenia przerzucił wzrok na rudą.
-Nie poradził? - wtrącił Akarui, nie ukrywał rozczarowania, bo go nie było. Nie oczekiwał niczego, a Akahito te oczekiwania spełnił. - Czy to znaczy, że nie masz kompletnie nic?
- Jak miałem znaleźć informacje, skoro nikt ich nie miał, co? - zwrócił się do dziewczyny z nieco uniesionym głosem. - Na arenie trwały jakieś badziewne prace, więc była nieczynna. Mogłem jedynie rozejrzeć się po pracownikach areny. Wypytałem się każdego, ale nikt nic nie wiedział w temacie. Więc się ode mnie odpieprzcie, bo z pustego to i Mizukage nie naleje - stwierdził, już kolejny raz używając sentencji związanej z wodą. W swoich słowach przejawiał wyraźne oburzenie.
Akarui wstał spokojnie od stołu, podszedł do baru i odebrał zamówienie. Przy takim natłoku dobrych wiadomości musiał wszystko przemyśleć, a swoisty rytuał zaciągania i pogardy pomagał mu oczyścić myśli. Przypomniał sobie jednak, że wciąz jest niepełnoletni i nie może palić w miejscach publicznych. Przyniósł wszystko do stołu i jeszcze raz popatrzył po towarzyszach. Raz, że przybyła pani szlachcianka, która później miała napisać raport. Dwa, śledziła Akahito, który niczego nie wyciągnął, bo nie mógł. Trzy, Śliwek się spóźnia. A cztery, ich charaktery nie do końca do siebie pasowały, i o ile Houzuki może nie skróci młodego dowódcy o głowę, to Akarui nie był pewien, czy pani Terumi go nie spali. Spodobał mu się ten zwrot, “pani Terumi”, lekko sarkastyczny. Wciąż nic nie mowiąc odstawił drinki, wziął swojego i powiedział:.
-Na zdrowie!.
Widząc bądź co bądź przyjazny gest, spojzała przychylniej. W gruncie rzeczy jest przyjaznym typem… O ile nikt nie nacisnął jej na odcisk.
-Wiecie… Spróbujmy jeszcze raz, jestem skłonna zapomnieć o tym, że tak niemiło zareagowaliście na pojawienie się mojej skromnej osoby.- wskazała nieco zbyt teatralnie na siebie. -Terumi Ami, miło mi was poznać.- uśmiechnęła się naprawdę życzliwie. W końcu dziś piją za jej kasę…
- Heh, no dobra… - westchnął Akahito. - W sumie dopiero teraz podałaś swoje imię, a wpadłaś mi pod nogi już jakiś czas temu. Co do tych twoich raportów, to chyba nie za bardzo w nich namieszasz, co? - zapytał, uważnie przypatrując się rudej.
Artysta napił się soku. Słysząc nazwisko Ami kelnerka chyba skorzystała z okazji, bo napój smakował wybornie i na pewno nie był tani.
-Kyusei Akarui. I tak nie rozumiem po co mieliby wysyłać nam kolejną niańkię - rzucił grzecznie, biorąc kolejny łyk napoju. -A w ogóle to chcialbym wznieść toast! Za współpracę! - podniósł swoją szklankę czekając na stuknięcia.
- Jasne. Może nawet przy dobrych wiatrach nie pozabijamy się nawzajem, heh. - Akahito wyszczerzył starannie spiłowane ząbki i uniósł swoją szklankę z wodą. Trójka chuuninów symbolicznie wypiła za toast, po czym kontynuowała rozmowę przez kilka kolejnych chwil.

***

-Idę się odlać - stwierdził Akarui, po czym wstał od stołu. Dał się chyba ponieść nastrojowi, bo zapytał jeszcze: - idzie ktoś ze mną?
- W sumie to nazbierało się we mnie trochę za dużo wody… - oznajmił Houzuki, wstając od stolika. Następnie udał się wraz z tymczasowym przywódcą do toalety.
-Co sądzisz o naszej nowej znajomej? Znasz ją najdłużej - zagadał Akarui w drodze do ubikacji. Wszedł i zajął pierwszy wolny pisuar, całe szczęście było pusto.
- Sam nie wiem, nie jestem pewny co do niej… - odparł nieco od niechcenia, podchodząc do kolejnego pisuaru, nie zapominając przy tym o zachowaniu dżentelmeńskiego odstępu w postaci jednego wolnego pisauru. - Zanim się ujawniła najpierw śledziła mnie pod różnymi postaciami za sprawą Henge. Trochę za dużo sobie damulka wyobraża.
Akarui zauważył i docenił gest Akahito, apropo zostawienia wolnej przestrzeni. Przynajmniej w jednym zapunktował.
-Boję się tylko, że zostanie na dłużej. Mówiła cokolwiek więcej niż to, że musi zdać jakiś śmieszny raport? - dodał, wyciągając na wierzch interes i zaczynając opróżniać pęcherz.
- Hahaha - białowłosy roześmiał się, przez co o mało nie oblał strumieniem ściany. - To ty jeszcze nie wiesz? Przecież ta ruda jest z nami w zespole. No ale tak to jest, że zanim podstawowy fakt został przedstawiony, zaczęliśmy skakać sobie do gardeł i dopierdzielać się do siebie. - Chłopak był nawet nieco rozbawiony zaistniałą sytuacją.
-Ta, zauważyłem, że wszyscy są raczej nastawieni zachowawczo. A swoją drogą, to jak Ci leci? - Akarui nie słynął z poczucia humoru, jednak nie mógł się powstrzymać przed rzuceniem - ze względu na naturę Houzkich - trójznacznego komentarza.
- Całkiem duży strumyczek, jeśli o to pytasz - Akahito zarechotał. - A skoro już jesteśmy dla siebie już tacy milutcy i w ogóle, to korzystając z okazji radzę ci pozostać dowódcą zespołu, ewentualnie wepchnąć Śliwka na to stanowisko. Chuj nas strzeli, jak ta ruda będzie nami rządzić.
Teraz Akarui się zaśmiał.
-Nie wiem jak Śliwek, ale podejrzewam, że jak pani Terumi się dobierze do władzy, to będzie nieciekawie - rzucił, po czym strząchnął reszki moczu, schował interes, zapiął rozporek i poszedł do zlewu myć ręce. -Co nie zmienia faktu, że nadaję się tak samo na dowódcę jak Ami, a chcę nim być jeszcze mniej.
- Możemy się dalej obrzucać błotem jak do tej pory, ale jak oddamy dowództwo lali to ugrzęźniemy w gównie - podsumował białowłosy, wypuszczając z siebie ostatnie kropelki. - No to pozostaje już tylko Śliwek… Cholera. I tak nie będzie łatwo, w końcu to łysy decyduje, co? - Powiedział, kiedy już zbliżał się do umywalki.
-Łysy, ta. Jak i o ile się w końcu pojawi. Myślisz, że tak to będzie teraz wyglądać? Przyjdzie raz na jakiś czas, da zlecenie, wyznaczy dowódcę i sobie pójdzie? - Akarui nabrał mydła na dłonie i włożył je pod płynącą wodę. Była zimna, jak to bywa w lokalach, toteż mycie rąk poszło mu szybko. Poszukał papierowych ręczników, a gdy tych nie znalazł, otworzył kabinę i wytarł ręce w papier toaletowy, patrząc na Akahito i czekając na odpowiedź.
- Taaa, raczej tak, szczególnie, że jest nas czwórka. Trochę do dupy to wygląda. Tak bardzo nie pchałem się do rangi chuunina. To wszystko jest bardziej uciążliwe, niż się spodziewałem - stwierdził nieco zrezygnowany, wysuwając rączki pod kran. Kontakt z bieżącą wodą od razu poprawił mu humor. Moment później Akahito zakręcił kurek i ruszył w stronę wyjścia, bez suszenia rąk. - Cholera, zostawiłem tam mój miecz. Jeśli ta ruda złośnica mi go stopiła, to ją, kurwa, zatopię…
-Ta, ja mój też, chociaż w moim przypadku nie byłaby to wielka strata, bo i tak kiepsko się nim posługuję - Kyusei rzucił i uśmiechnął się niemrawo. - Egzamin na chuunina. Za którym razem zdałeś?
- Proste, że za pierwszym. Przecież nie będę się pierdzielił po kilka razy, nie? - odpowiedział Akahito, szczerząc przy tym ząbki w krzywym uśmiechu.
-Ja się pierdzieliłem trzy. Za pierwszym zepsuli mi miecz na drugim etapie, podczas drugiego mój znajomek z drużyny nie zdał testu. - Spoważniał nagle Akarui. Co się stało na egzaminie, zostaje na egzaminie, ale to nie zmienia faktu, że za każdym razem jak sobie o nim przypomni, wszystko się w nim gotuje. - Chociaż z drugiej strony, to i tak bez różnicy. Mój sensei nie lubił ganiać kotów, więc załatwiał nam misje wyższych rang.
- Ehe. Ja nie leciałem na egzamin za szybko. Wystartowałem dopiero wtedy, gdy byłem dobrze przygotowany. Zresztą, nie mam za bardzo ochoty wspominać starych czasów. Zbyt dużo krwi sobie napsułem. Mam więc nadzieje, że teraz nie będzie aż tak bardzo do dupy. Chociaz w sumie średnio się to wszystko zapowiada… - Houzuki wzruszył ramionami i westchnął cicho.
-Ha, czyli Ty, w przeciwieństwie do mnie, się nie nudziłeś. Nie pytam, nie moja sprawa. Jak długo można sikać? - zapytał w końcu, przypomniawszy sobie, że Ami została sama z ich napojami i bronią. - Ciekawi mnie, czy czegoś nam już dosypała do szklanek.
- Pewnie lawy, hehe. W sumie to teraz dopiero wpadłem na to, że to wszystko jest dosyć logiczny. Ja jako Houzuki zlewam po prostu na wszystko. A ta ruda? Przecież ta lawa nie bierze się znikąd, tylko od tej wredoty - zadrwił Akahito, zadowolony ze swych wniosków. - Dobra, to może chodźmy w końcu…
Słysząc żart, Akarui uśmiechnął się z politowaniem.
-Ta, byłbyś dobrym komikiem - zaśmiał się, poklepał Akahito po ramieniu i wskazał mu gestem, by ruszał.
Houzuki postanowił przyjąć te słowa jako komplement. W chwili klepnięcia go w ramię skorzystał ze swoich nadzwyczajnych, klanowych właściwości. Dotknięte ramię przekształcił w stan ciekły, co mogło poskutkować dziwnymi odczuciami ze strony Akaruiego. Zaraz po tej małej scence Akahito wyszczerzył swe reikinie kły w parszywym uśmiechu, po czym ruszył w stronę stolika.
Jeżeli Akarui wcześniej zachowywał się “sztywno”, to teraz zesztywniał jeszcze bardziej, widząc jak ramię Houzukiego się rozlewa. Widząc, że ten się uśmiecha i wychodzi, nie skomentował, wytarł rękę w spodnie i ruszył do stolika, gdzie od razu sięgnął po szklankę i upił niewielki łyk.
Ami spojrzała na nich nieco rozbawiona. Sama była dość wyluzowana, a humor poprawił jej fakt, że jej “panienki” podobnie jak większość nastolatek, chadzają do łazienek wspólnie. Naturalnie nie ruszała ich majątku, choć stać ją było na kupienie takich z miliard. Oni potrzebują tej broni żeby być dla niej bardziej cennymi kompanami. Po paru minutach zaczęło ją interesować, co też dwóch kolesi robi tak długo w WC? *A może oni…* w Kiri ciężko wykluczyć różnorakie predyspozycje.
-Jak się bawiliście?- nie mogła się powstrzymać i cała dyplomacja poszła się je… cudzołożyć.
- Nawet mi potrzymał - odpowiedział Akahito z pozorowaną dumą i krzywym uśmiechem.
-Oh, wybaczcie brak dyskrecji. Muszę przyznać, że szanuję was jakiekolwiek macie skłonności.- tym razem brzmiało to prosto z serca. Oczywiście nie była naiwna i nie wierzyła w przechwałki, obaj wyglądali na klasycznych w tym znaczeniu… Jednak jeśliby przypadkiem mieli coś do ukrycia, to warto aby pamiętali, że ona to raczej z tych tolerancyjnych. -Zdrówko chłopcy!- zastukała palcem w szklaneczkę i upiła mały łyczek. Szczerze, chciała tworzyć miły zespół. Myśli o związkach przestały być zabawne, poświęcona pracy sama nie miała nikogo od… Chuj w to… Jej twarz przez chwilę przybrała wyraz zamyślenia, a potem chwilowego smutku, żeby znów stać się twarzą damy z dużym wyrachowaniem i sympatyczną aparycją.
- Szacunek to chyba podstawa jakiejś tam, przyszłej współpracy, co? - Akahito również uniósł swoją szklaneczkę i upił z niej kilka solidnych łyków wody. Co prawda jako jedyny z trójki był niepijącym, ale i tak luźna atmosfera jemu również się udzieliła. Jeszcze jakoś godzinę temu nie przypuściłby, że jego relacja z Akaruim oraz księżniczką tak będzie wyglądała. - A tak swoją drogą to gdzie Śliwka wywiało? Może wpadł na jakiś niezły trop i dalej śledzi sprawę? Nie, żeby mi taki stan rzeczy jakoś przeszkadzał, absolutnie nie.
-Myślisz, że wykona zadanie za nas, gdy my się tu opieprzamy? - Akarui wyciągnął się w krześle, splatając nogi. Odpowiedział na toast Ami wzniesieniem szklanki i uśmiechem, po czym upił zawartość. Lód już praktycznie stopniał, toteż i napój stracił na jakości, chociaż chłopakowi to nie przeszkadzało, był on na tyle dobry, że i teraz smakował wybornie.
Izo niezbyt często bywał w tego rodzaju lokalach, niemniej nie miał najmniejszych oporów by się tam pojawić. Na plecach narzuconą miał swoją płachtę ze skóry dzika, przy czym łeb tego zwierzęcia niczym kaptur zakrywał teraz głowę chłopaka. To nie było tak, że sam Izo nie pasował do tego miejsca. To miejsce nie pasowało do niego. Odnalazł w tłumie dwójkę znajomych twarzy, a wraz z nimi siedziała również trzecia osoba, której nie znał.
- Świadkowie nic nie wiedzą, - rozpoczął bezceremonialny raport z wykonania przydzielonego mu kawałka zadania -a jedyne co udało mi się ustalić, to przypuszczenie, że ktoś ich kontroluje. Dałem jednej lasce w zęby, ale nie wygląda aby uwolniło ją to z jakiegoś genjutsu. - wzruszył ramionami i zaczął dłubać w zębie, po czym wytrzeszczając oczy zwrócił się do dziewczyny: - A ty, kim jesteś?
Odkąd wszedł nowy dla niej chłopak, od razu nerwowo poprawiła włosy i biust, choć wszystko leżało idealnie. Był dość atrakcyjny i wpadł jej w oko, ale faceci robili za jej zabawki i nic więcej. Mimo wszystko fajnie by było mieć go w swoim haremie (który jeszcze nie istniał, a na dodatek Ami ma zerowe doświadczenie w erotycznych zbliżeniach). Był taki wyjątkowy i męski… Odruchowo pocierała jedną nogą o drugą i zarumieniła się trochę gdy zapytał o to kim jest.
-Terumi Ami.- przedstawiła się, nadstawiając swoją dłoń do ucałowania, ale po sekundzie udała, że sięga po whisky. -Proszę, częstuj się, zamówiliśmy też dla ciebie, mam z wami pracować. Tak naprawdę to miałam was śledzić i sporządzić raport, ale stwierdziłam, że potem nigdy byście mi nie zaufali, więc po prostu pomogę wam i opiszę raport, w którym mnie nie będzie. No i potem oddam go łysemu… No wiesz…- nawijała szybko i żywo gestykulowała, ale nie było widać, że naiwnie poleciała na kolesia… Nie było!
Izo przez chwile patrzył na nią dziwnie, słuchając tego co mówi. Nie chciał też wnikać w czyjeś rozkazy, a jeżeli dziewczyna uznała, że chce im pomóc to nie mógł jej zabronić.
- Jestem Amehara Izo. - przedstawił się jej, do czego skłoniły go resztki zdolności kulturowych jakie posiadał. - Więc twierdzisz, że byłabyś w stanie mnie śledzić? - zapytał o to, co go zaintrygowało. Chętnie sięgnął po zaproponowaną mu szklankę soku. Był bardzo smaczny.
- Macie jakieś informacje o arenie? Ja przyznaję się że jestem beznadziejnym dyplomatą i dowiedziałem się tyle co nic.
Houzuki z krzywym uśmieszkiem przysłuchiwał się rozmowie. Gdyby był naukowcem, zapewne teraz wyznaczałby jakąś linię trendu przyjemnej atmosfery i uprzejmości w zespole w zależności od upływu czasu. Ale że naukowcem nie był, to stwierdził jedynie, że coś się, kurwa, zbyt milutko zrobiło. Powód już nie był taki istotny. Akahito nie miał szczególnej ochoty do rozważania tej sprawy.
- Legalna arena jest teraz nieczynna. Pracownicy nic nie wiedzą - oznajmił z lekkim zniechęceniem. Potem spojrzał na Akaruiego. - Ty, dowodzący, a tobie jak poszło?
Akarui dopił swój napój, popatrzył to na Śliwka, to na Ami, zastanawiając się, co się właśnie stało, po czym odstawił szklankę i powiedział:.
-W przeciwieństwie do Was - zaczął, wyciągając zapalniczkę -mam trop. Niezbyt pewny, ale skoro Wy nic nie macie, to musimy to sprawdzić tak czy inaczej. - Poprawił się na krześle. -Dostałem dane gościa, którego podejrzewają o kontrolowanie tych dzieciaków. - Wyciągnął kartkę, wciąż zgiętą i rzucił ją na stół. -Zna się ktoś z Was na śledzeniu? Albo inaczej: ktoś z Was jest w tym dobry?
Teraz dotarło do niego, że nie wie jak wygląda ten dwudziestodwuletni chuunin, i równie dobrze mógłby siedzieć przy stoliku obok. Cośl przyćmiło jego zdrowy rozsądek.
-Pfffyyyy….- poczuła się jakby właśnie wygrała los na loterii. -Śledzenie to łatwizna, a jak masz adres, to z łatwością zinfiltrujemy wszystko co trzeba. Wystarczy, że będziecie mnie osłaniać.- całe życie szpiegowała i zabijała, norma dla niej, ale tym razem istniał jeden problem… -Najgorzej, że gościu używa genjutsu… Umie ktoś otwierać zamki?-
-Nie wydaje mi się, żebyś znaleźli go w domu, jakąś godzinę temu arena powinna zacząć działać - rzucił Akarui. -Chociaż, gdybyśmy go tam znaleźli to mogłoby to oznaczać, że jest niewinny, chyba że zdążył wrócić podczas gdy my tu rozmawiamy. A zamków otwierać nie umiem.
-Zawsze są jeszcze okna. Włamanie to pikuś, wkradnięcie się na arenę też, raptem ze dwie techniki i jesteśmy. Trochę mgły i zupełnie nas nie widać, ewentualnie duża ilość klonów, aby zrobić sztuczne zamieszanie…- zamyśliła się trochę, choć było widać, że działanie to jej żywioł. Wszystko szybko, skutecznie, a jak trzeba to porozpierzać. -Zawsze można porwać kogoś i wcielić się w niego przez hange, a potem go przesłuchać.- zakończyła lekko podekscytowana. Nikt nie miał już wątpliwości, że lubi czasem komuś przypieprzyć w łeb.
- Na jaką arenę chcesz się włamywać, skoro nie wiesz gdzie jest nielegalna, a włamywać się na legalną nie trzeba? - młody Amehara wcale nie miał zamiaru gasić niczyjego zapału, samo wyszło. - Jednak co do przeszukania wspomnianego adresu to muszę się zgodzić, że warto to zrobić. A jeżeli masz cokolwiek co zawiera zapach tego człowieka, to znajdę go. W innym przypadku nie. - dodał.
- Jeśli trzeba, to potrafię się prześlizgnąć przez drzwi bez włamywania, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Hehe - wtrącił się Akahito.
Akarui słysząc Izo skrzywił się w duchu. A zaczynało być tak pięknie. Zapytał::
-Kto mówił cokolwiek o włamywaniu się na arenę? Chcemy tylko wejść temu typkowi do domu. i, wiesz, mogę się mylić, ale pewnie ma tam kilka rzeczy które nim pachną.
- Ona mówiła o wkradnięciu się na arenę. - Izo wskazał palcem o kim mówił i wstał z miejsca zerkając na podany adres. - To ja idę. Idziecie?
-Rrracja…- odpowiedział Akarui notując wpadę. Powinien dokładniej słuchać tego co mówią inni. - A moooże zaczekamy do wieczora?
Urok lekko prysł. *Co on taki w gorącej wodzie kompany…* zaczęła się zastanawiać i dopiero teraz przypomniała sobie wyraz twarzy zwierzęcogłowego, gdy zapytał o jej zdolnośc ido szpiegowania. *Może on też ma coś do ukrycia?* Jej mina stała się poważna i skupiona. Nie może łato ulegać emocjom, tamci dwaj mimo że krety, są dość pokojowi, ale ten…
-Wyluzuj trochę… Właśnie tworzymy dobre relacje w zespole, to bardzo ważne…- zasugerowała dość nieśmiało.
-Dokładnie, nie ma co się spieszyć, i tak teraz nic nie zrobimy. - Akarui wstał i poprawił ubranie. Szkicownik w kieszeni przesunął się niewygodnie, więc wyciągnął go całkiem i położył na stole. Usiadł ponownie, wyciągając nogi i zakładając ręce za głowę.
- Heh, mi to w sumie obojętne. Nie jestem szczególnie napalony na robotę... - Akahito wzruszył ramionami. - Wcale was nie zatrzymuję, jak chcecie ruszać. Przynajmniej będzie zabawnie.
-Jestem trzeźwa…- powiedziała oburzona. Tak jakby jedna kolejka mogla ją otumanić...
-Nie chcemy i nie ruszamy - zakomenderował stanowczo wyznaczony na siłę dowódca.
- Jasne, szefie. Ty tu dowodzisz! - odpowiedział Houzuki z wymuszoną powagą.
- Też chętnie bym porobił inne rzeczy, ale mam misję do wykonania. - wzruszył bezradnie ramionami pokazując w ten sposób, że to tak na prawdę nie od niego zależy. - To cześć. - machnął im i poszedł pod wskazany adres.
-Niesubordynacja, część pierwsza - rzucił cicho Akarui.
Izo miał pewnie jakieś tam prawo słyszeć nawet cicho wypowiadane słowa, więc udało mu się to tym razem. Zatrzymał się gwałtownie i trwał tak chwilę w bezruchu, jakby coś rozważając. Następnie odwrócił się na pięcie z powrotem w stronę swojej drużyny, ułożył ręce wzdłuż ciała i skłonił się w kierunku przywódcy drużyny.
- Przepraszam, masz rację. Powinienem wykonywać polecenia przełożonych i jestem gotów ponieść konsekwencje. - wypowiedział głośno i zatrzymał się w takiej pozycji.
Akarui nie wiedział już, czy Izo robi sobie żarty, czy jest kompletnie poważny. Zignorował to więc, wyprostował się i powiedział do całej grupy:
-Zrobimy tak. Teraz i tak nic nie ustalimy, więc proponuję się rozejść. Róbcie co chcecie. Możecie iść do domu przespać się, pobiegać, zrobić zakupy, cokolwiek. Spotkamy się koło północy na placu niedaleko wskazanego adresu. Później ustalimy co dalej. Jakieś sprzeciwy, inne pomysły? - skończył i schował swój szkicownik do bezrękawnika.
- Oj, Śliwek, skąd nagle ten kij w dupie? Kłaniasz się, jakbyś mówił do samego Mizukage - skomentował rozbawiony Akahito. Potem przerzucił wzrok na aktualnego dowódcę zespołu. - Mi to pasuje. Należy zachowywać zdrowe proporcje między służbą, a czasem wolnym.
Zrobiło się dziwnie jak na jej [Ami] gust. Nowoprzybyły trochę stracił na swojej zajebistości. Trzeba by było rozluźnić atmosferę.
-Ja tylko raportuję o tym jak wam idzie.- rzuciła z uśmieszkiem. -Żarcik, wchodzę w to.- a może nie żarcik… Ciekawe jak powinna się zachować.

***

Drużyna rozdzieliła się do końca dnia. Białowłosy miecznik spokojnym, ślimaczym krokiem szedł w stronę swojego domu. W drodze rozmyślał ogólnie nad zespołem oraz aktualną misją. Czwórka chuuninów tworzyła dość dziwną, niekoniecznie zgraną paczkę. W ciągu zaledwie kilku godzin zdążyło pojawić się wśród nich kilka zgrzytów, ale skoro ostatecznie wszyscy rozeszli się nawet bez zadrapania, to mimo wszystko nie było aż tak źle. Zdaniem Akahito, Śliwek był chyba najbardziej w porządku z całej trójki. Akarui momentami zachowywał się gburowato i wywyższał się, choć podczas rozmowy w toalecie ukazał się bez tej irytującej otoczki. Wydawało się, że to z rudą księżniczką będzie najwięcej kłopotu. Nawet jeśliby zsumować negatywy wszystkich członków drużyny, to było w miarę znośnie, a z pewnością nieziemsko lepiej niż w poprzednim zespole białowłosego. Tam bowiem przez niemal cały swój staż genina miał styczność z najbardziej znienawidzonym przez niego człowiekiem, niejakim Shimizu. Na myśl o tym typie cała woda w Houzukim zaczynała gotować. Na szczęście to już tylko przeszłość.
Wrócił do swej rodowej rezydencji, gdzie zamierzał poobijać się przez następne godziny. Na całe szczęście nie zastał tam swej matki, dzięki czemu mógł oszczędzić sobie opowieści o nowej drużynie. Do północy było jeszcze sporo czasu, więc mógł spokojnie wymoczyć się w rozległym, klanowym basenie. Prócz tego uciął sobie popołudniową drzemkę, żeby być wypoczętym oraz zjadł dużego arbuza i kilka innych, mniejszych owoców, równie bogatych w wodę. Nic więcej w tym dniu już szczególnego się nie wydarzyło. Kiedy zbliżała się pora ponownego spotkania, chłopak zebrał się i przygotował swój standardowy ekwipunek, nie zapominając o podręcznym zapasie wody. Chwycił niemal półtorametrowy miecz i oparł go ostrzem o swój prawy bark. Potem wyruszył na ustalone przez zespół miejsce.
Avatar użytkownika
Marcel
 
Posty: 31
Dołączył(a): 21 sierpnia 2009, o 23:13
Płeć: Mężczyzna


Powrót do Misje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

  • Advertisement
Gry w przeglądarce